Dres
Większość członków współczesnej społeczności
na dźwięk słowa „dres” krzywi się boleśnie, a pod ich czaszkami
przewijają się obrazy łysych kiboli uzbrojonych w bejzbola, z mordem w oku
rozglądających się wokoło w poszukiwaniu kolejnego celu (ofiary).
Aby uniknąć nieporozumień na wstępie (niemal) wyjaśnię, że celem
tego tekstu w żadnym wypadku nie jest obrona wspomnianych dresów. Pragnę
tylko przyjrzeć się sprawie z drugiej strony. Tak, należy wam się wyjaśnienie.
Jestem bowiem... dresem. Nie boję się do tego przyznać, choć zazwyczaj takie
przedstawienie się gwarantuje prezenterowi mordobicie. Noszę tylko wspomnianą
odzież, słucham hip-hopu i od czasu do czasu naprzykrzam się mieszkańcom
mojej miejscowości. To chyba wystarczające powody, by mnie ukamienować. Zanim
jednak do tego przystąpicie, pozwólcie, że będę próbował się bronić.
Nie należę bowiem do kasty tych wyżej wymienionych ludzi, dla których
szczytem ambicji jest dealowanie amfy dzieciakom, czy walenie Lecha pod blokiem,
ale tak by wszyscy widzieli. Sam uważam się za człowieka oczytanego, posiadającego
ciut ponadprzeciętny zasób słownictwa, oraz w miarę... kulturalnego.
„Jak to?”- zawołają z pianą na ustach
co niektórzy. „Cywilizowany i kulturalny dres???
Taaa jasne, widzieliście kiedykolwiek takie indywiduum?
Większość mojego środowiska, albo raczej
otoczenia zaakceptowała to, i jak mówi, nie wyobraża sobie mnie w jeansie. Są
jednak i tacy, którzy niemal non stop wytykają mi moje skrzywienie i (prawie)
pokazują palcami. Że o ksywie tytułowej, pod którą zna mnie cała szkoła
litościwie nie wspomnę. Jako osobnik mający zdania innych(często wcale nie
lepszych) ludzi w głęboookim poważaniu nie zwracam na to uwagi, czasami
jednak boli mnie kiedy mój kumpel klasowy, podaje mi jako główny przykład
mego wieśniactwa to, że chodzę w dresie... Warto wspomnieć, iż ten jakże
często przytaczany ubiór w żadnym stopniu nie przypomina powyciąganych i
zmechaconych kaleson Ferdynanda Kiepskiego. Ot, zwykłe spodnie maąjce nie
ograniczać mych ruchów. Co jednak poradzę na to, iż przez wykreowany przez
yntelygentnych panów kiboli i s-kę stereotyp, jestem zazwyczaj odrzucany przez
nowe środowiska. Braki te jak mi ktoś wytłumaczył nadrabiam inaczej, ale nie
o tym chciałem pisać.
Czasem sobie myślę jak przyjęliby mnie inni
ludzie mający się za tolerancyjnych. Bo szkolna sytuacja naprawdę czasem
doprowadza do śmiechu (poprzez łzy). Wyobraźcie sobie takie zdarzenie: siedzę
sobie podczas przerwy na szkolnej ławeczce podczas gdy nagabuje mnie paru
kujonuff ze średnią 2,1 i pytających mnie: się masz głupi dresie? RESPECT
panowie i uszanowanko- odpowiadam zazwyczaj.
Aby jednak nie przedłużać skrócę cały
ten tekst do krótkiej, wszystkim doskonale znanej, ale jakże trafnej puenty:
Nie szata zdobi człowieka.
Pragnę tylko zaapelować do tej części
waszego charakteru, która nakazuje wam zaszufladkować każdego, kto się od
was różni, jako aliena (tudzież Predatora), czy jakiegoś odmieńca.
PS. Podczas pisania tego tekstu słuchałem
P.D.G Gurala i spółki
PSS. Jeżeli ktoś chciałby się zniżyć do
polemiki z dresem , będę zaszczycony.
PHANTASMAGOR