Z reguły na artykuł trzeba mieć pomysł.
Jakąś koncepcję, myśl, temat.
Cokolwiek by zacząć. Nie można z biegu usiąść przed kompem, otworzyć
WordPada
i klikać. A potem błyszczeć chwałą. Dlatego nie błyszczę. Przeliczyłam
swoje
genialne możliwości improwizacji z myśli bieżących. Utkałam kruchy, słaby
jak
skała wapienna tekścik o zalążku moich myśli, który chciał ukryć się
gdzieś
głęboko z tyłu głowy i nie wychylać swojego zadartego noska z otchłani
umysłu.
Ale ja zrozpaczona, pełna desperacji przy improwizacji pierwszego tekstu,
zmusiłam głęboko chowaną myśl i uczucia do wyjścia. Do pokazania się.
Zmusiłam ją do natchenia mnie. Może dlatego mi nie wyszło? Nic na siłę...
W dodatku myśli są zdradliwe. Ciężko ufać myślom. Myśli sa ulotne i
niepewne.
Zmienne jak ... po prostu zmienne.
Może więc nie pisać? Zauwazyłam u siebie tendencję do pisania o jednym
i zmieniania wątku, co chwila, znów, wciąż, bez sensu. Może więc nie
pisać?
Do tego chyba trzeba dojrzeć. Mieć pomysł, umieć odróżnić napisany
przez siebie
chłam od napisanego przez siebie Tekstu przez duże 'T'. Najgorzej, że tuż
po
napisaniu czuje się spełnienie. Radość i uwielbienie dla chłamu. Nie
wiedziąc,
że to chłam. Może więc bezmyślnie nie wysyłać chłamu do AM? Może
lepiej wziąć się
za pisanie listów do Bravo? Tak przyjmą na pewno.
Ale. Czy gdybym pisała tylko do folderów
to ma to sens? Nie potrafiłabym chować czegoś, co w moim pojęciu jest
genialne.
Taki charakter. Chcę błyszczeć. Ale czy drewno może błyszczeć? Dopiero
po obróbce.
Zła metafora. Ale moja.
Tak, czy inaczej, każdy pisze trochę o sobie. A więc ten tekst będzie o
mnie,
jak w końcu uda mi się go rozpocząć. A może dziś po prostu go zakończę?
I poczekam na przebłysk inteligencji? Na szaloną dawkę weny? Na senne
marzenie?
Na coś, co spowoduje, że chłam nie będzie miał miejsca w
czasoprzestrzeni?
Nic na siłę.
Derbie