Chemia nie zawsze górą.

 

Od zawsze chemia była przyjacielem zarówno człowieka jak i zwierząt. Niestety, gdy wyrwała się spod kontroli, stała się również i wrogiem, z którym ciężko walczyć, gdyż nie każdego stać na filozoficzny luksus pod postacią odrzucania genetycznie zmodyfikowanej żywności, która jest w stanie uchować się w spartańskich warunkach. Nie tylko ona jest teraz pod wielkim wpływem tej sztuki.

 

Do niedawna medycyna związana ze środkami farmaceutycznymi przezywała wielki rozkwit biochemiczny. Co się stało że tak już nie jest? Gdzie się podziały tęgie umysły oraz wielkie zyski firm wytwarzających proszki na wszelkie zło? Spokojnie! Są i mają się dobrze. Ale tylko dzięki wielkim kampaniom, które z uporem godnym lepszej sprawy reklamują ich produkty, które według nich usuwają choroby jak tornado, pociski masowego rażenia, jak super stworki w pelerynach co to zgniatają małe gnidy w miejscach gdzie one aktualnie są!

 

Dlaczego kampanie reklamowe zaczynają być bańka mydlaną, która wspiera działanie leków? Ano,  ponieważ organizm ludzki zaczyna się powoli uodparniać na działanie wszystkich środków, które są mu podawane. Mało tego! Same wirusy zaczynają przechodzić mutacje, które umożliwiają im przejście jak tornado, pociski z rdzeniem uranowym przez zapory z antybiotyków, niekiedy wykorzystując je nawet jako pożywkę.. Dziwne że tak się dzieje? Już w latach 70 zaobserwowano, że pewien słynny środek na muchy, mimo że jego receptura z biegiem lat była ulepszana, coraz mniej działał na te owady. Gdy przyrządzono ten specyfik według pierwszej receptury, muchy nie tyle co od niego nie umierały, ale jeszcze siadały na nim.

 

O dziwo okazało się że ta pierwotna receptura ma jeszcze zastosowanie w krajach, w których nie była stosowana masowo! To badanie również można odnieść do środków leczniczych. Weźmy za przykład gruźlicę. W latach przed- jak i powojennych była ona usuwana za pomocą skalpela. Była to nie lada sztuka której lekarze uczyli się latami. Gdy na rynek weszły antybiotyki ta sztuka, niemal została zapomniana lecz gdy odporność wirusów wzrosła, leki przestały być jedynym i najlepszym rozwiązaniem. Znikoma ilość fachowców, którzy przed laty zostali wyszkoleni w fachu usuwania wirusów metodą operacyjną, znowu znaleźli robotę.

 

Teraz trzeba zadać sobie pytanie: czy w krajach trzeciego świata, gdzie medycyna nie odcisnęła wielkiego piętna, można stosować już słabiej działające leki które mocno straciły na znaczeniu? Odpowiedz jest prosta, ale tylko wtedy gdy się nad nią mocno zastanowi. Hmm... już wiem! Można używać tych leków, lecz będą one tak samo do bani jak w krajach ucywilizowanych! Dlaczego? Ano dlatego ze wirusy przemieszczają się w chmurach oraz są przewożone wraz z ludźmi, którzy odwiedzają te kraje. Nie zapominajmy, że wirusy znają wielką sztukę hibernacji i mogą być przenoszone na wszystkim i wszędzie, a przede wszystkim maja zdolność do uczenia się (zupełnie jak terminator T-1000) .

 

Co mogę powiedzieć na koniec tego tekstu? Zdefiniowałem problem, ale recepty na niego pewnie nie zna nikt. No może znają go ci którzy wymyślają coraz to nowsze i leprze leki. No cóż jak juz się cos zaczęło to trzeba to skończyć. Prawda?

 

pisał: Sato