Bo nie mam co robić...
Wraz z dwoma stałymi kolegami (i czasami kimś na doczepkę) odwiedzamy regularnie stary i nieczynny PGR zwany przez nas żartobliwie „Świniarnią”. Skaczemy tam po czym się da, wspinamy się od czasu do czasu na tamtejszy kilkunastometrowy komin albo łazimy po dachach. Ogólnie nie przekraczamy jednak granic czegoś co można by nazwać „dobrym smakiem”. Czas jakiś temu naszła mnie niespodziewanie taka refleksja: po co my to właściwie robimy? Bo zamiast łapać te rozcięcia, zadrapania i siniaki, moglibyśmy spędzać czas tak jak reszta naszej zaznajomionej osiedlowej subkultury, tzn. pić piwo dla szpanu, jarać fajki czy łazić bez celu i wysyłając bzdurne SMSy do wszystkich z listy numerów (do czasu kiedy na koncie jest kasa of course). I kiedy się tak nad tym głębiej zastanowiłem, znalazłem odpowiedź: bo nie mam(y) co robić. Zadałem to samo pytanie reszcie bandy i uzyskałem odzew dokładnie pokrywający się z moją tezą.
Najlepsze jest to, że ja wcale nie przesadzam- choć mamy niby jakąś
wioskową świetlicę, to stoi ona zawsze zamknięta. Inne wsie mają tam
komputery lub chociaż stoły do pingla ufundowane przez gminę. A my nic...
Boisko jest, ale jakoś tak wyszło, iż ostatnio część graczy poszła dalej
do szkoły, reszta się szlaja, albo nie chcę im się nic... Więc jedyną
alternatywą od tępego siedzenia w domu, czy dłubania słonecznika pod blokiem
była dla nas „Świniarnia”. Kilkakrotnie byliśmy już przyłapywani na
przebywaniu na terenie prywatnym (bo ktoś niestety wykupił ostatnio naszą małą
oazę), ale zbytnio się tym nie przejmowaliśmy. Sęk w tym, że nasze tłumaczenia,
iż robimy to z nudów, bo nie ma lepszych zajęć, a my nie chcemy zaczepić
przechodniów, czy gnić w domu, niczego nie zmieniły. Zawsze tylko tyrady:
„Gówniarze, w domu siedzieć, a nie ludziom po włościach chodzić!!!”,
albo „Jeszcze raz was złapię to do rodziców pójdę!!!”
Tak ciężko dojść do wniosku: a może oni rzeczywiście tam łażą,
bo NIE MAJĄ CO ROBIĆ?
PHANTASMAGOR