M O N O L O G  Z  B R A T E M

 

zwieść cię może ciągnący ulicami tłum

wódka w parku wypita albo zachód słońca


 

ad orbe ultima

 

daleką drogę mam do końca świata

do końca tej miłości której nie chcę

(niech no się dobrze zastanowię)

czy może chcieć nie powinienem

 

lecz bezskutecznie

próbuję wrócić do tamtych dni

kiedy nie znałem

echa waszych zawołań

ciepła dłoni podawanych na przywitanie

mokrych od potu

(i diabli wiedzą od czego jeszcze)

zapachu dymu z papierosa

którym przesiąkam

 

znam tylko smak wódki branej na zakąskę

i widok autentycznie uśmiechniętych

twarzy

które jeszcze nie wiedzą

a ja im tego nie powiem

 

 

 

 

 

 

bo ja proszę kolegi

 

bo ja proszę kolegi

kilka wierszy tylko chciałem napisać

a to się tak bardzo rozrosło

siedzi we mnie i nie chce wyjść

jeszcze się łokciami rozpycha

 

bo ja proszę kolegi taki już jestem

raz spojrzę i się zakocham na dobre

(i na złe)

teraz to pulsuje we mnie

jak niechciana ciąża

rozwiąż mnie

 

bardzo wulgarny wiersz

 

siedzieliśmy razem w saunie

zapytałeś skąd się biorą

 

dzieci

 

 

 

 

 

 

 

kto się bawi w krowę

 

zagrajmy w berka

bo nie wychodzi nam gra w inteligencję

(choćby najbardziej uproszczona)

przynajmniej nie pozabijamy się z nudów

poza tym kiedyś się wyczerpie ludzka

inwencja

(zresztą nie wiem – ale tak mi mówili)

a tutaj można się bawić

aż ktoś krzyknie

stop!

 

albo skończy się po prostu duża przerwa

 

not original not size

 

przez chwilę będziesz wielki

otworzysz kopniakiem drzwi

przy barze spotkasz tych których ani

przepchnąć

ani ominąć

wyjątkowo się z nimi nie pokłócisz

zamawiając to co zwykle

whisky on the rocks

ersatz na spokojność

 

znajdziesz wolny stolik

znowu będziesz wielki

aż dosiądzie się jeden z tamtych

postawi zimną szklankę

z pianą na dwa palce

i opowie ci swoją legendę

zalany w trzy dupy położy się

pod stołem bilardowym

posłucha jak bile się zderzają

i wpadają do łuz

poczeka na barmana który zbudzi go kijem

a ja siądę obok

popatrzę jak toczy się gra

 

i popatrzę na ciebie

któryś jest wielki

z pustą szklanką po wódce

drobnymi kryształkami na dnie

spokojny jak nigdy

przedtem i potem

bogatszy o kilka złotych

i czyjąś bezbarwną legendę

 

nic zupełnie nic

 

zbudowałem cię

w ramach jednej niemądrej konwencji

teraz jesteś i dla mnie i we mnie

taki gładki i taki niewinny

 

uwierzyłeś że można mnie kochać

tak jak kocha się swoich bogów

(żywić się tylko modlitwą

i wiarą)

 

 

 

 

 

teraz wysyłasz do mnie esemesy

prosisz o zbawienie

zakazane owoce

krążą nad głowami nad wodami

perpetuum mobile

 

przesłuchanie

 

siedzę w pokoju pełnym tłuczonego szkła

kto odpalił tę petardę na środku salonu

nie mam pojęcia

z plam na obrusie też nie muszę się

tłumaczyć

tylko ten papież z obrazka

taki jakiś odmieniony

 

ktoś zrobił mi zdjęcie

zobaczyłem światełko na końcu

a może na początku

nie – jednak na końcu

 

potem otworzyły się drzwi

i weszli oni

to oni całowali się wtedy na podjeździe

 

siedzę w pokoju pełnym…

 

wrócą po mnie

będę musiał im powiedzieć jak tu jest

zajebiście

przecież oni już nie są świadomi

i tylko ten papież taki odmieniony

dziwnie znajomy

tłuste plamy

dziura w dywanie

eksbutelki i ekskieliszki

nie mają już

żadnego naprawdę żadnego znaczenia

 

międzymiastowa

 

w słuchawce sygnał zajętości

znowu nie masz dla mnie czasu

 

włącza się poczta głosowa

nie nagram się

czego ja się kurwa boję

przecież to tylko bóg jest

 

automat

 

x  x  x

 

a może tylko nie masz zasięgu

przecież ty mieszkasz na takiej prowincji

nigdy jej nie zgłębię

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sexy soldier

 

on jest jeszcze młody

jeszcze nie wie co to sex

jeszcze nie wie co znaczy

ten sygnet na palcu serdecznym

ta bransoletka z zegarkiem

i ten naszyjnik subtelnie podkreślający…

[zapomniałem]

ani ten kolczyk w uchu którego nie ma

(pewnie mu zabronili)

 

równo przycięte paznokcie pomalowane

bezbarwnym lakierem

(niewidoczne?!

ja i tak wiem swoje)

krótkie włosy (ale nie za krótkie) postawione na żel

 

stara się nie rzucać w oczy

w swoich ubłoconych adidasach

niemodnej już kurtce

i czapce odziedziczonej po starszym bracie

 

niezbyt obcisłe dżinsy z najnowszej

kolekcji

sweter w paski

(paski są takie seksowne)

też nosi dlatego że jeszcze nie wie

(boję się że mógłby tego wszystkiego nie

nosić)

 

 

a ja wpatrzony jak w obraz

myślę że mogłem być taki sam

w tamtym wieku!

 

bohaterowie i szarlatani

 

nam wszystko wybaczą

nam wszystko zapomną

podadzą rękę na zgodę

powiedzą cośmy zrobili źle

(zrobimy to raz jeszcze)

 

tacy właśnie jesteśmy

nie myślimy co będzie dalej

rzucamy się na wiatr

carpe diem!

śpiewamy na dwa głosy

tak wrócimy do domów

gdzie czarne jest czarne

(bo z białym to różnie bywa)

 

dnia następnego suchość w ustach

wyrzuty sumienia

i żal do losu

że pozwolił nam nie zginąć

 

motyw z goldinga

 

kolejny statek przepłynął obok

może rozbijemy tu obóz

kto będzie przywódcą? – oczywiście ja

(kto przeciw? – nie widzę)


ale decyzje będziemy podejmować

wspólnie

mój głos będzie decydował tylko w razie

remisu

(czy to moja wina że są same remisy?)

 

wybudujemy świat własnym kosztem

(czy my mamy w ogóle jakieś pieniądze?)

będziemy się modlić do tych samych

bogów co tamci

postindustrialni barbarzyńcy

 

odkryjemy na nowo ogień

sposób pędzenia bimbru

i jak się łowi ryby

(a jak się łowi ludzi?)

 

patykiem na piasku narysujemy mapę

spiszemy pierwszą konstytucję

(a w nocy będzie przypływ)

może przepłynie jakiś statek

tylko jego już nie ma

tylko ślad na wodzie odbija się w chmurach

 

turniej z twarzą

 

patrzycie na mnie lustra

jak wypełniam swoją rolę ojca

rozdzielam światła i ciemności

siedzę po prawicy

sam ale nie samotny

 

 

wzrok wasz serdeczny

nie może być inny

i ja na was tak patrzę

a o czym myślę

to moja gorzka tajemnica

to rzecz której nie umiecie

 

ale gra się toczy

choć stoicie na przegranej pozycji

nie wiecie tego

w tym wasza siła

 

dałem wam życie

zdążyliście już zapomnieć

możecie mnie opluć

potem wystarczy powiedzieć: przepraszam

i będę musiał wybaczyć

 

wybaczyć

że jestem wami

że jestem w towarzystwie

że sam rozdzielam światła i ciemności

wypełniam swoją rolę

w centrum świata

siedzę po prawicy

 

granica

 

szukam tej granicy

mówię że cię kocham

kupuję za grosze wzajemność

niewiernego kochanka

czy tylko…

nasz ostatni spacer

 

pamiętasz tę ulicę

w środku nocy w środku miasta

nasz ostatni spacer

wierzyłem wtedy jeszcze

że na każdej drodze mogę spotkać

ciebie

 

pamiętasz tę rozmowę

więcej nie uwierzę

w te bzdury wygadywane po pijaku

pozwolisz mi nadal się kochać

lecz nie ma już

ciebie

 

pamiętasz ten spacer

nasz ostatni

krok w chmurach

czy z nich może spaść deszcz

pojednania

 

pamiętasz ten kraj

lat dziecinnych

w którym każda przestrzeń wypełniała się

tobą

mną

nimi trzema właśnie

 

 

 

 

 

nie zabiłeś się

 

I

mój świat się załamał

nie – to nie było wtedy gdy dziewczyna

którą kochałem

znalazła sobie kogoś

(czy mogłem być kimś?)

 

nie – to nie było wtedy gdy bóg

przestał dla mnie istnieć

(czy mogłem również przestać?)

 

nie było to nawet wtedy gdy lekarz

powiedział że jestem chory

przewlekle

na miłość do świata

(medice cura te ipsum)

a ja nadal żyłem

 

i żyje ta dziewczyna

i żyje ten lekarz

i żyje nawet ten konkretny bóg

nie zabiłeś się jeszcze

 

II

nie zabiłeś się

a miałbym przynajmniej pewność

że już więcej cię nie stracę

a tak muszę żyć i kochać

przepraszać

 

 

musiałeś sobie zostawić furtkę

zdążyłeś uciec

śmierci

(czy żyłbyś we mnie?)

 

teraz ja ci będę dobrze radził

podpowiadał

jak nie dać się

wiatrowi

jak zostawić po sobie

także ten cień pod kamieniem

większy i bardziej chłodny

(rzekłbym: oziębły)

 

zostawię otwartą furtkę

może przyjdziesz

 

siądziemy przytuleni

popatrzymy jak spadają cegły deszczu

grad żalu

i krople nieba

 

(a my bez parasola

czy choćby kapelusza)

wyjdźmy na dwór

niech nas zatłuką

bo nie zabiłeś się jeszcze

 

 

 

 

 

 

randka z muzą

 

przysiądźmy tutaj może

poczytajmy sobie wiersze

może jakiś wyczytamy w oczach

chociaż tam można raczej to

co między wierszami

 

może się wreszcie nauczymy

nie udawać

że spotykamy się

aby flirtować z muzą

a spotykamy się aby flirtować

 

czy tylko z sobą?

czy tylko z nim?

 

prawie jak paparazzo

 

bo na zdjęciu

proszę państwa

nic się nie ukryje

nawet kiedy fotograf

jest urżnięty

 

sentymentalna podróż za dwa uśmiechy

 

pojedźmy tam

gdzie bywał każdy z nas

gdzie kończy się czyjaś historia

nie pozwólmy jej zmarnować

pojedźmy

 

tak ładnie się uśmiechasz

tak ładnie się starasz

aby nigdy do szczętu

nie dojrzeć

 

podziękuję ci za to

kiedy przyjdzie ten moment

że i ty będziesz czyimś…

zwiastunem lepszej przyszłości

 

podziękujesz mi za to

tylko mnie już nie będzie

bo ta historia się skończyła

pojedź

nie pozwól jej zmarnować

 

miłość wierność uczciwość

 

nieistotna treść ślubowania

liczy się to co między nami

kwitnie

tylko ja

w tym całym zamieszaniu

polonista który słowom się nie kłania

 

przed historią i bogiem jednak

przysięgnę

świadom swoich obowiązków

i praw

służyć dobrej sprawie

za złą monetę

czy lepiej na kredyt

 

nieistotna (jak by się wydawało) treść

ślubowania

odbiła się

zarzygana cała podłoga naszych kwitnień

w tym całym zamieszaniu

tylko ja

polonista któremu słowa…

 

jesteśmy przyjaciółmi?

 

chciałeś być moim przyjacielem

mógłbyś mnie legalnie naciągać

 

jeszcze jesteś dzieckiem

nie rozumiesz że przyjaźń

nie polega na kupowaniu ketchupu

i graniu w szachy ale na ludziach

(ani na wysyłaniu esemesów)

którzy mogą

na sobie polegać

 

mogę zostać twoim przyjacielem

będę cię legalnie naciągał

jesteś jeszcze dzieckiem

(nie ma ludzi dorosłych

są tylko niedoinformowani)

jeszcze nie rozumiesz że czasami

polegać znaczy polec

 

 

 

 

 

rozmowa artysty z poetą

 

przychodzę tam często

wzrok utkwiony w bladożółtej powierzchni

piwa bezalkoholowego

w tanim barze

 

lubię obserwować

jak mucha

wędruje po reklamowym neonie

kasie fiskalnej

 

lubię też to

jak oni zdają się nie zauważać

rozmawiają o dupie maryni

o najnowszych trendach

szeptem

nawet o polityce o religii

 

rysują na papierowych serwetkach

swastyki

kontury gołych bab

 

podchodzą czasem i do mnie

udają że jestem kimś

wymieniamy się autografami

i odciskami palców

które potem kurczowo trzymają długopis

wyniesiony z jakiegoś urzędu

 

 

 

 

też chcę z kimś porozmawiać

nie znam języka

z wyższością ukrywaną pod płaszczykiem

doświadczenia

odchodzę

aby wrócić

w pustkę wieczoru

 

człowiek z blizną

 

starasz się ukryć przed światem

swoją niedoskonałość

swoich blizn

bliznę

 

nie wstydź się jej

ona właśnie cię wyróżnia

nie zaś to

czym ją przysłaniasz

że ją przysłaniasz

że ją w sobie zamykasz

 

podziel się nią

może się całkiem nie zamknie

może będzie mniej bolesna

może dla mnie

może ze mną

 

 

 

 

 

 

swoją niedoskonałość

swoich blizn

bliznę

starasz się ukryć przed światem

który ją stworzył

który jej jeszcze nie odkrył nie poznał

 

ten świat to ja

wyobrażona

nazwana bliźnim

gęba

na kłódkę

 

bajka

 

mieszkamy jak w bajce

wśród przyjaciół

którzy nas nigdy nie zostawią

wśród wychowawców

którzy nam zawsze wybaczą

wśród dziewczyn

które będą nas zawsze kochały

 

i wśród bogów

którzy nas sobie czasem opowiadają

 

najlepszy z najgorszych

 

kończę z konwencją

teraz będę szczery do bólu

a może

do granic możliwości

 

lubię cię stawiać na skraju przepaści

i patrzeć

jak utrzymujesz równowagę

wiem że nie spadniesz nie pozwolę ci spaść

sprawdzam

czy się dowiem

że tak się nie robi

 

Przyjacielu

dlaczego płaczesz

gwałtownie zaprzeczasz że tak nie jest

ale przecież z chrześcijańskiego punktu

widzenia

każdego można a nawet trzeba kochać

 

nawet tych

którzy postanowili skończyć

z sobą

z konwencją



P O R T R E T  Z  C Z A S Ó W  M Ł O D O Ś C I

(dodatek ekstraordynaryjny)


 

na końcu tęczy

 

mówisz że niedługo znajdziemy się na

brzegu tęczy

na brzegu tęczy znajdziemy siłę i spokój

siłę by to wszystko znieść i spokój

dla naszego wspólnego dobra bo to jest

najważniejsze

a także szczęście

 

mówisz że niedługo na brzegu tęczy

na jałowej ziemi wyrośnie las

ptaki będą śpiewały pszczoły będą zbierały

miód

mrówki będą pracować bez chwili

wytchnienia

a nad tym wszystkim

malutki pająk rozwinie swą sieć

 

bo na brzegu tęczy wbrew oczekiwaniom

nie ma nic

a także szczęście

 

 

 

 

 

 

 

 

 

tabula rasa

 

jakaś czysta kartka

jakaś czysta kartka

jakaś czysta kartka leży na stole i czeka

żeby ktoś nań zapisał najpiękniejszy

poemat świata

 

bo to się zwykle tak zaczyna

 

będą podawać z ust do ust z pokolenia na

pokolenie

będą witać i żegnać kochać i tracić

będą cieszyć się i przeklinać

aż jakiś mądry skurwysyn

zaniesie do skupu

makulatury

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wilgoć

 

płaczesz

kto ci coś zrobił

już ja się z nim policzę

 

twoje łzy jak kamienie

nie mogę ci pomóc to są twoje

syzyfowe prace

 

wiesz okropnie się wtedy zdenerwowałem

nie wiedziałem co mam mu powiedzieć

zresztą nie bardzo mogłem bo sam

miałem podobny problem i wiesz

jakoś sobie poradziłem chociaż wtedy nie

było tylu

możliwości

po prostu zaparłem się w sobie i

powiedziałem

że więcej nie będę

 

ale

ja ci tu bajki opowiadam a ty

znowu się zeszczałeś

 

 

będzie jutro

jutro popłyniemy daleko

jeszcze dalej niż te obłoki

 

zmęczeni ale szczęśliwi

zdobywaliśmy szczyty i osiągaliśmy dno

urobieni po łokcie

i obdrapane kolana

 

myśleliśmy że to koniec ale

przyszedł On i zdecydował że

jeszcze można

jeszcze jest jasno

 

„słuchaj

późno już się robi a tyle przed nami

zostanę z Tobą mimo wszystko –

przecież wiesz

chłopie bracie”

 

kiedy podawałem mu rękę

na pożegnanie

przypomniał że

jutro też trzeba będzie przeżyć

Jego śmiech

 


Mark Kewlar

(wiecmsb@wp.pl)