Kompilacja
Człowiek to jednak zwierzę bezczelne. Zadufane w sobie. I w ogóle. Doszedłem do wniosku, że to wszystko jest bez sensu. Żyjemy i umieramy. Gotujemy jajko i je jemy. Oglądamy telewizję i zanosimy telewizor do naprawy. Zbiegamy ze schodów i jedziemy na pogotowie ze złamaniem ręki. Jemy deser Danio strociatella i rzygamy. Szamając nawet najdelikatniejsze w smaku ciacho przeżywamy jakieś-tam uniesienia podniebieniowe. Słuchając Pidżamy Porno albo wymiotujemy, albo wielbimy wokalistę. Idziemy spać. Rozbieramy łóżeczko, wkładamy piżamkę, kładziemy się. Wstajemy, gasimy światło, kładziemy się znowu. Jest fajnie. Całujemy się. Też podobno fajnie. Piszemy tekst - jeszcze lepiej. Cieszymy się. Dostajemy maila odnośnie tekstu. Hurra.
Co potem? Dalej, dalej po ciastku, dalej po śnie i dalej po tekście. Cieszyliśmy się sekundę temu, czas swoim zwyczajem pobiegł naprzód. Nie ma już ciastka, snu, przyjemności z napisania tekstu. Chociaż on sam został, to nam już niewiele z niego przyjdzie. Odejdzie w niebyt, tak jak wszystko, co do tej pory stworzyliśmy, co tworzymy w tym momencie i do czego jeszcze nas popchnie los w przyszłości.
A po co to? Chwilowa przyjemność. To wszystko, na co możemy liczyć. Nasza egzystencja składa się z milionów, setek tysięcy, a przynajmniej kilku chwil, w których czujemy szczęście. Nie bezgraniczne-powiedzeniowe, bo takiego nie ma. Szczęście bezgraniczne, jak sama definicja wskazuje, nie mogłoby mieć granic. A to nasze granice owe posiada. W tej sekundzie jest, być może w następnych kilku też jest (jeśli wolniej przyswajamy wiedzę, to nawet w minutach je można liczyć), ale już za chwil kilka po tym kawałku szczęścia nie pozostanie ani okruszyna, a my zaczniemy gonić za następnym promyczkiem. I tak, kurwa, w kółko.
Pogoń za szczęściem, choćby krótkotrwałym, jest jednak warta świeczki. Sam nie wiem, czemu to napisałem. Zaprzeczam niewypowiedzianej jeszcze myśli przewodniej, buntuję się. Buntuje się mój organizm, jaźń moja i kto wie, co jeszcze. Ostatnio się dowiedziałem, że posiadamy jeszcze coś w rodzaju „uogólnionego Innego”.
Że kurwa co?
Uogólniony inny. Odbijamy się w ludziach jak w lustrze. Zbieramy te odbicia i się uogólniamy. Ostatnio to się tak uogólniłem, że wydawało mi się, że jestem fajny i że umiem nie stosować „że” w tekstach. Uogólnione lustro może się stłuc? Chyba nie, przynajmniej pan wykładowca nic o tym nie wspominał. Zresztą miał na te zajęcia wyjątkowo mało czasu i szybko skończył o uogólnieniach.
Jeszcze można negocjować/zachowywać twarz. Tego akurat nie zrozumiałem. Zdaje się, że chodziło o działanie na konto swoje i na konto populacji. Ja zdecydowanie działam na konto swoje, na konto populacji mi się nie chce. Swoją drogą jakoś nie widzę, żeby populacja działała na moje konto. CHWDPopulacji?
Nie jestem cyniczny, ironiczny, sarkastyczny.
Bywam cyniczny, ironiczny, sarkastyczny.
Jestem otwarty, bezpośredni, inteligentny.
Bywam nieśmiały, aspołeczny i głupi.
Nie urodziłem się marudą. Nie chciałem zostać leniem. Tak wyszło.
Mogłem mieć więcej szczęścia, mogłem mniej. Nie narzekam. Wykorzystuję półprodukty. Pół-zadowolenie, pół-spełnienie, pół-radość. Patrzę w pół-niebieskie oczy i szukam pół-zielonych, o których wszyscy mówią.
Czuję się dowartościowany. Mosty spaliły się same. Nie zostawiłem za sobą nic, do czego chciałbym wracać. To nie jest fajne uczucie, kiedy zostawiasz za sobą dwadzieścia lat i mówisz, że ci nie zależy, że mogłoby ich nie być. Bo to by znaczyło, że zmarnowałeś kawał czasu albo miałeś wyjątkowo dużego pecha. I jeszcze głupio się tłumaczysz.
Czuję się lepszy. Niż wcześniej, niż każdego poprzedniego dnia. Najbardziej się czuję, kiedy uogólniam się w oczach niebieskich. Z kolei oczy niebieskie uogólniają się w jeszcze innych oczach (niż moje). Tak to jakoś idzie. Że nie mam szczęścia na tyle, żeby nie pisać podobnych idiotyzmów. Ale jakoś idzie. Bo wiecie co? Ten tekst miał być o tym, że życie jest diabła warte i że równie dobrze mogłoby go nie być. Tylko kto by wtedy narzekał? Jakby nie było życia, to by narzekania też nie było. A bez niego źle.
Madzi dedykuję, jak wszystko, co ostatnio napisałem.