Jeszcze tylko 5 minut



Siedzę na krześle i gapię się w otchłań mojego pulpitu, a zarazem ciemność internetu i przepaść pomiędzy życiem, a śmiercią. Wiem, że to pochłania mnie coraz bardziej, że powinienem robić teraz wiele innych, ciekawszych rzeczy. Mógłbym teraz spać, myć się, rozmawiać, pić kawę, imprezować, czytać książkę, uczyć się, czy też wydalać, ale nie mogę się mu sprzeciwstawić. Wciąż siedzę na tym j****** krześle, chociaż pęcherz ciśnie i w brzuchu burczy. Muszę przecież czuwać...jestem strażnikiem. Powieki powoli zsuwają się po gałkach ocznych, jednak ja wciąż tulę wypukły kawałek plastiku i delikatnie pieszczę kanciaste przyciski. Czuję się zagubiony, ale muszę wytrwać. Matka kazała mi odejść od niej trzy godziny temu, lecz mój umysł odebrał to jako "Bad command or filename". Siedzę więc w ciszy i co chwilę patrzę na minutową wskazówkę zegara. Czas zbyt szybko mija, zbyt szybko płynie. Myślę sobie "Jeszcze tylko 5 minut" i to jedyna myśl, która przewinęła się przez mój umysł częściej niż "Jestem głodny" lub "Chce mi się pić". Uważam siebie za człowieka z silną wolą. Nie palę, nie piję, nie wciągam, nie kłuję się, nie wyznaję szatana, jestem asertywny, ale temu kawałkowi plastiku wciąż ulegam. "Przecież to źródło informacji, niezmierzona skarbnica wiedzy i miejsce, gdzie wszystko staje się prawdą!" zaprawdę głupcem byłem, że kiedykolwiek zaufałem ludziom, którzy tak chwalili to piekielne narzędzie. Mija godzina pierwsza czternaście. Po raz kolejny idę w to samo miejsce i bez większego namysłu wczytuję się w to, co dzisiejszego dnia czytałem już milion razy. Kolejna strona jest tą samą, którą odwiedziłem zaledwie 6 minut i 26 sekund temu, jednak z uporem maniaka przesuwam wzrokiem w dół. Odpisali czy nie odpisali? "Oczywiście, że nie!" jestem przecież racjonalnym człowiekiem i powinienem wiedzieć, że o 1.14 wszyscy już śpią, a tylko ludzie podobni do mnie buszują po sieci...

Cóż tu zrobić, cóż zrobić? Chwila zastanowienia. Przesuwam zdradziecką strzałkę w dół i wysuwam nowe okno. Znowu czuję się zawiedziony, znowu widzę tych samych ludzi, te same litery co zwykle. Mdłe światło razi mnie, kłuje me oczy, lecz ja zawzięcie otwieram kolejne strony. Już dawno minął etap, kiedy w sieci szukałem czegoś nowego, teraz opieram się na tych samych, wysłużonych rzeczach. Jestem poirytowany swoją postawą. Moje ciało drży, oczy mrużą się, organizm pragnie snu, który tylko decyzja mózgu może mu zapewnić. "Jeszcze chwilę, jeszcze 5 minut" odpowiadam sam sobie. Jestem żądny tego samego co otrzymałem przed chwilą i czuję, że jeśli znów pojawię się w znanym mi miejscu, to będzie lepiej. Umysł zaczyna wysyłać mi fałszywe wskazówki. Litery zaczynają plątać się pod naciskiem moich palców, a słowa rozmazywać przed moimi oczyma. Wiem, że ostatnie pięć godzin miałem spędzić na nauce, jednak przyzwyczajenie zwyciężyło i uruchomiłem bestię. Jutro, a właściwie dzisiaj po otwarciu oczu bestia znów się przebudzi. Toczę z nią przegraną walkę, jednak próbuję się usprawiedliwiać. "To przyniesie Ci kiedyś dochody", "Będziesz wiązał z tym życie", ale i w tej kwestii się oszukuję. Jestem przecież nikim, a tylko wyolbrzymiam swoje umiejętności. 

Mija godzina pierwsza trzydzieści jeden i czuję, jak worki tworzą mi się pod oczami. Muszę teraz perfidnie wyglądać. Idę spać...wreszcie.

Nie. Nie mogę opuścić moich bogów. Chcę sprawdzić co się u nich dzieje...kontrolnie. Przez kolejnych pięć minut klikam w te same miejsca i czytam te same słowa. 

Oczywistym jest, że nic się nie zmieniło. 

Wiem, że chociaż temu zaprzeczam, jestem uzależniony...

...jutro z tym powalczę.


By Demigod 

demigod1990@o2.pl