F O R D O N I Z A C J A

tym którzy wierzą

w Nowy Wspaniały Świat

 

Osoby:

PATRYK – trzydziestoletni mężczyzna; znak rozpoznawczy: żółta teczka z nieokreśloną zawartością

ARTUR – gimnazjalista (na oko szesnaście lat); znak rozpoznawczy: drewnopodobny wisiorek na szyi

 

Bohaterowie wyglądają i zachowują się trochę jak Don Kichot i Sanczo, chociaż to nie do końca trafne porównanie. Może jak Didi i Gogo z dramatu Becketta. Czy ja wiem?

 

SCENA 1

 

Galeria artystyczna. Właśnie trwa wystawa współczesnego (powiedzmy) malarstwa religijnego. Na ścianach obrazy Dalego, Chagalla etc. Chłopcy siedzą na krętych schodach przy wejściu na antresolę, na przeciwnych końcach tego samego stopnia, raczej pośrodku, ale bliżej góry niż dołu. Artur trzyma w ręku puszkę (zamkniętą).

 

Dzwonek do drzwi.

 

ARTUR Może byś tak poszedł otworzyć, Pati. To teraz twój interes.

PATRYK Ile razy mam ci powtarzać, żebyś mnie tak nie nazywał. To brzmi tak… niemęsko.

ARTUR A jak ma brzmieć!?

PATRYK Masz rację. Między przyjaciółmi nie istnieje coś takiego jak płeć. Przecież chciałeś, abyśmy byli przyjaciółmi.

ARTUR Więc jak – otwierasz czy nie?

PATRYK (półgłosem) Czy ty wiesz, co to znaczy…? (do Artura) Zejdź, proszę.

Artur podaje Patrykowi puszkę (Patryk otwiera, upija kilka łyków i stawia puszkę przed sobą) i schodzi do drzwi, mijając po drodze biały plastykowy stolik. Na stoliku leży teczka. Artur otwiera drzwi wejściowe i, nikogo nie zastawszy, z powrotem zamyka je na klucz. Zabiera ze stołu teczkę. Wraca i siada na schodach, tym razem tuż przy Patryku.

 

            PATRYK Po co to przyniosłeś?! Mogło zostać na stoliku, nikogo

tu nie ma.

ARTUR W końcu to twoja teczka.

PATRYK Słyszałem, jak zamykałeś drzwi na klucz.

ARTUR Tutaj i tak nikt nie przychodzi, a jak już przyjdzie, to tylko z grzeczności. Albo, żeby stać się bardziej wiarygodnym.

PATRYK Czy tylko dla siebie…? Skoro już przyniosłeś moją teczkę, pokażę ci, co jest w środku.

Patryk otwiera teczkę

            ARTUR Pewnie znowu jakieś wiersze.

Patryk odkłada teczkę. Nie zamyka jej. Artur nieśmiało bierze do ręki pierwszą z brzegu kartkę.

ARTUR Nie mogę nic przeczytać. Czy nie mógłbyś pisać trochę wyraźniej?

PATRYK To mój pierwszy wiersz. Pierwszy, którego się nie wstydzę.

 

Przez całą tę rozmowę Artur od czasu do czasu pociąga z puszki. Patryk, wpatrując się w kartkę, zaczyna recytować:

przytul mnie -

bo twoje ręce są jak promienie słońca

odbite na piasku

 

całuj mnie -

bo twoje usta są jak kwiat pachnący

na twardej pustyni


kochaj mnie -

bo twoja miłość jest jak ogień drżący

co trawi gorzki piołun i słodkie maliny

 

Po drugiej zwrotce Artur wchodzi na górę i przez poręcz spogląda tęsknie w kierunku drzwi. Zgniata w rękach pustą puszkę i upuszcza ją. Puszka dziwnym trafem spada prosto na stolik.

 

Scena trwa dosyć długo. Bohaterowie wszystko robią i mówią bardzo wolno. Wzrost tempa mówienia jest zauważalny tylko podczas recytacji wiersza przez Patryka. Obaj są bardzo powściągliwi wobec siebie.

 

SCENA 2

 

Bar mleczny. Na ścianach bohomazy typu „jeleń na rykowisku”. U sufitu sennie obracają się wentylatory. Artur i Patryk siedzą obok siebie przy stoliku (przodem do lady, plecami do widowni). Przy stoliku obok matka karmi kaszą kilkuletnie dziecko. W kącie bezzębny staruszek siedzi nad pustym talerzem.

 

Głos zza lady: „Schabowy! Naleśniki z dżemem!”

Artur przynosi zamówienie do stolika. Chłopcy zaczynają jeść i rozmawiają.

            PATRYK Co mają znaczyć te naleśniki? Odchudzasz się?

            ARTUR Nie, ja lubię naleśniki.

            PATRYK Smakują ci…

ARTUR Nie wiedziałem, że naleśniki mogą być tak dobre, zwłaszcza w takim barze. Dzięki, że mnie tu przyprowadziłeś.

PATRYK Lepiej powiedz, co masz na szyi. Talizman?

ARTUR A co – nie podoba się coś?

PATRYK Nie. Nawet ci to pasuje. Nie rozumiem tylko, dlaczego stroisz się jak choinka. (pauza) Albo jak dziewczyna.

ARTUR Dlaczego piszesz te swoje wiersze?

Mówiąc to, Artur wstaje od stolika, aby odnieść swój pusty już talerz. Wraca z dwiema szklankami maślanki. Wyciemnienie.

 

Po chwili ten sam bar mleczny. Wentylatory wyłączone. Matka z dzieckiem również już wyszła. Bezzębny staruszek siedzi na swoim miejscu. W przeciwległym kącie, przodem do widowni, siedzi Artur, bez wisiorka. Patryk siedzi tam, gdzie siedział, w tej samej pozycji.

            PATRYK Dlaczego piszę te swoje wiersze?

Stolik Patryka obraca się, widać dwie puste (czyste) szklanki i deserowy talerzyk z wisiorkiem.

 

Przez całą scenę, z wyłączeniem momentu wyciemnienia, pali się mocne światło. Nie gaśnie aż do rozpoczęcia sceny następnej. Bohaterowie wraz (wraz ze staruszkiem) wychodzą kuchennymi drzwiami.

 

Uwaga dla inscenizatorów! Jeśli komuś nie pasuje ta droga ewakuacji, to równie dobrze mogą wyjść przodem sceny. Pozostałe wyjścia zamknięte

 

SCENA 3

 

Sala kinowa. Ciemność rozświetla tylko ekran. Właśnie wyświetlany jest jakiś western (scena pościgu na koniach). Patryk i Artur są jedynymi widzami seansu. Artur siedzi w jednym z pierwszych rzędów, Patryk – na samym końcu.

 

Patryk wstaje i, trzymając w ręku swoją żółtą teczkę, schodzi do Artura. Szepczą do siebie i wychodzą za kulisę. Po chwili ekran gaśnie.

 

Przed salą kinową. Chłopcy siedzą a rozkładanych krzesełkach (takich jak w starych kinach).

 

ARTUR Dlaczego wyszliśmy?

PATRYK Miałem wrażenie, że film cię średnio interesuje.

ARTUR Przeciwnie, bardzo lubię westerny. Co masz w teczce?

PATRYK Czyste kartki. Długopis też mam.

ARTUR Po co?

PATRYK Żeby coś tworzyć.

ARTUR Napisać?

PATRYK Niekoniecznie.

 

Artur bierze kartkę (z teczki) i długopis (od Patryka) i zaczyna cos pisać czy rysować. Patryk wychodzi na chwilę. Kiedy wraca, „dzieło” jest już skończone. Teraz wychodzi Artur. Wraca, staje koło Patryka, który siedzi na skrajnym krzesełku.

 

            ARTUR I co?

            PATRYK Ładne.

            ARTUR Chyba sobie żartujesz ze mnie?!

PATRYK I ze mnie tak kiedyś żartowano. I też nie chciałem uwierzyć, że to, co piszę, jest coś warte.

ARTUR Nie…

PATRYK Tak. Dopóty nie masz talentu, dopóki ktoś go w tobie nie odkryje. Chcę odkryć ten talent, nawet jeśli go nie masz. Nie zaszkodzi sprawdzić.

ARTUR To znaczy?

PATRYK Podrzucę ci kilka wierszy, jakąś prozę i kilka pomysłów. Narysujesz coś dla mnie.

ARTUR Nie ma sprawy.

PATRYK Ja też się cieszę. (pauza) Muszę już iść, na razie. Miło się z tobą chodzi do kina.

Patryk wychodzi w kulisę. Artur nie wie, co ma zrobić z przyborami, które zostały mu w rękach. Wreszcie chowa je do kieszeni spodni i również wychodzi (w drugą kulisę).

SCENA 4

 

Krótka uwaga przed ostatnią sceną. Jeśli inscenizacja jest robiona na potrzeby teatru telewizji, to nie widzę problemów, jeśli natomiast ma się odbyć na prawdziwej scenie, to nie ma konieczności robienia zbyt autentycznych dekoracji. Wszystko jest kwestią umowy.

 

Plaża. Środek sezonu. Bohaterowie w spodenkach kąpielowych i boso. Artur ma na sobie jeszcze koszulkę i nieodłączny wisiorek, a na nogach tenisówki. Spacerują brzegiem morza, po chwili skręcają w stronę złożonych w kostkę ubrań. Siadają na piasku.

 

PATRYK Jest gorąco, Art. Może byś zdjął koszulkę. I buty. Czyżbyś nie chciał się kąpać.

ARTUR Nie umiem pływać.

PATRYK Ja też nie. Ale to nie jest powód, żeby się trzymać z dala od wody.

ARTUR Do czego chcesz mnie sprowokować?

PATRYK Wydaje mi się, że coś ukrywasz.

ARTUR Na pewno nie przed tobą.

Artur wstaje i zdejmuje koszulkę. Na dobrze zaokrąglonym tułowiu wyraźnie widać bliznę po wycięciu wyrostka. Artur zrzuca też buty.

            PATRYK Chyba rozumiem.

            ARTUR Nieważne. Chodź do morza.

Artur puka Patryka w ramię. Patryk zaczyna go gonić. Wpadają do wody. Przewracają się i podnoszą, raz za razem. Fala wyrzuca na brzeg drewniany wisiorek. Patryk wychodzi z wody, podnosi wisiorek i zaczyna uciekać. Artur, zorientowawszy się w sytuacji, biegnie za nim.

 

X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X  X

 

Tak się kończy „Fordonizacja”, bez żadnej puenty, bez zbędnych fajerwerków. Nie ma żadnego głębszego przekazu, tylko zbiór luźno związanych z sobą scen, które nigdy się nie zdarzyły i może nigdy się nie zdarzą. Teoretycznie najbardziej prawdopodobna jest czwarta z opisanych sytuacji, ale to i tak nic nie znaczy. Dojrzewanie bohaterów ze sceny na scenę to tylko rozwiązanie kompozycyjne i ma tylko jedno na celu – ukryć to, że i ty znasz tę historię.

 

Już wiem, co miałem na myśli, szalony encyklopedysta. „I cóż tam, Kubusiu, twoje miłości?”

 

Mark Kewlar

(wiecmsb@wp.pl)