Trudna sprawa z trudną młodzieżą

Z młodzieżą jest źle. Wiadomo: szerzy się chuligaństwo, rośnie liczba nieletnich przestępców, nauczyciele są zastraszani, pierwszoklasiści "koceni". Gazety coraz częściej szokują nas gwałtami i morderstwami jakich dopuszczają się nastolatki.
Mówi się o nieudolności wychowawczej szkół , powszechnej demoralizacji, braku autorytetów, złym wpływie tzw. "szatańskiej" muzyki, czy nawet gier komputerowych(?). Wini się zbyt liberalną edukację, upośledzony kontakt z zapracowanymi rodzicami, i wszystkie możliwe służby, które mogłyby zapobiec tej, czy innej zbrodni.
Ze wszystkich stron zalewają nas opinie, jakoby należało młodych wziąć za karczki i wpoić im nieco dyscypliny. W wielu szkołach juz teraz są kamery, patrole straży miejskiej, niedługo ma być także policja. Coraz więcej pieniędzy idzie na rozbudowę systemu kontroli nad uczniami- jednocześnie w rzadko której szkole można znaleźć psychologa na pełen etat. Bo przecież brakuje funduszy.
Sprawców zamyka się w różnych zakładach, przetrzymuje, a potem wypuszcza. Wszystko jest ok. Popełniono przestępstwo, sąd osądził złego bandziora, a następnie go ukarał. I sprawiedliwości stało się zadość.
Takiego myślenia nauczyły nas media, kolejne rządy i całe rzesze prawników. Zastanawiamy się głównie nad pytaniem: "jak ukarać przestępcę?". Koncentrujemy się na wymierzaniu kary, z ofiary czyniąc jedynie kolejny materiał dowodowy. A potem się dziwimy, że młodocianych przestępców jakoś nie ubywa. Hmm... pewnie zbyt łagodnie ich traktujemy... albo zamontowaliśmy zbyt mało kamer, no i oczywiście szkoła wciąż jest zbyt liberalna!
Od dłuższego czasu w naszym kraju można obserwować ślepą wiarę w sprawiedliwość karzącą. Systematycznie rosną wyroki, zaostrzane są kary. Każdy kolejny minister sprawiedliwości buduje sobie wizerunek szeryfa, twardego faceta który nie cacka się ze zbirami, tylko "robi porządek". Sprawców przedstawia się jako psychopatów i bestie pozbawione ludzkich uczuć.
Zadziwia kompletny brak refleksji i krytycznego spojrzenia na dotychczasowe osiągnięcia w walce z chuligaństwem w szkołach. Nie potrafimy zająć się istotą problemu, wciąż skupiamy się na nieudolnym likwidowaniu objawów.
A przecież można inaczej. Zamiast "sprawiedliwie karać" i liczyć na efekt postrachu, można spojrzeć na sprawę bardziej kompleksowo: za cel postawić sobie uleczenie sytuacji powstałej w wyniku popełnienia przestępstwa. Zadbać zarówno o ofiarę, jak i sprawcę. Niewiele jest przypadków w których satysfakcja z zemsty wystarcza ofierze by powrócić normalności. Niewielki procent tzw. trudnej młodzieży to przesiąknięte złem, aspołeczne potwory.
Powinniśmy traktować podsądnego w kategoriach pomocy, a nie zemsty. Większość z tych ludzi, szczególnie w szkołach, zachowuje się tak, a nie inaczej ze względu na środowisko w którym wyrośli, brak perspektyw, społeczne wykluczenie lub biedę. Oczywiście, że to nie usprawiedliwia ich postępowania. Ale rzuca inne światło na problem. Aby go zlikwidować musimy położyć nacisk na naprawę relacji takiej osoby z otoczeniem. Tego nigdy nie osiągnie nawet 30 psychologów, jeżeli nie włączymy w proces społeczności lokalnej(w tym wypadku szkolnej, a także rodzin poszkodowanego i przestępcy). Często zdarza się, że u chuligana po spotkaniu z pokrzywdzonym występuje uczucie skruchy; oprócz tego znika bezpieczna anonimowość. Jest jasno pokazane, komu wyrządzono krzywdę. Nie do przecenienia jest też presja ze strony rodziny.
Jeżeli postawimy na dialog, i mediację pomiędzy ofiarą i sprawcą, możemy mieć nadzieję na uzdrowienie sytuacji i w miarę możliwości powrót do stanu pierwotnego. Chodzi o stworzenie procesu, w którym uczestnicy oraz ich rodziny(ew. przyjaciele), korzystając z szansy jaka przed nimi stoi, biorą na siebie ryzyko samodzielnego rozwiązania problemów wynikających z przestępstwa, zmierzając do zadośćuczynienia, i przebaczenia. Na drodze mediacji, rozmów, i spotkań w towarzystwie mediatora strony dochodzą do pewnego porozumienia dotyczącego sposobu wyrównania szkód . Pokrzywdzony jest postawiony w centrum procesu, ma możliwość powiedzenia sprawcy, jaki wpływ wywarło na niego oraz jego najbliższych to zdarzenie, czego od niego oczekuje. Kluczowy jest tu bezpośredni kontakt między stronami- wywiera silny efekt psychologiczny na przestępcy, ofierze zaś pozwala zrzucić z siebie ciężar tego co się stało, a nawet okazać przebaczenie. Przebaczenie nie jest jednak czymś, co ofiara robi dla przestępcy. Jest to odrzucanie przez pokrzywdzonego wściekłości i bólu z powodu niesprawiedliwości, by móc prowadzić życie wolne od władzy gwałtu przestępczego. Przebaczenie jest czynem, który robimy sami dla siebie, a nie dla sprawcy.
Ten proces nosi nazwę sprawiedliwości naprawczej. Dopiero kiedy sprawiedliwość karzącą zastąpi sprawiedliwością naprawczą, będzie można mówić o skutecznej walce z przemocą w szkole. Dowodzą tego przykłady Nowej Zelandii, Niemiec oraz Stanów Zjednoczonych. Te kraje odważyły się eksperymentalnie wprowadzić na obszarze jednego lub więcej miast rozwiązania mniej więcej zgodne z opisanymi powyżej. Skutek był znakomity. W Bostonie, San Francisco, Chicago i Indianapolis zastąpienie "wojny z gangami" kompleksowym programem pomocy, z udziałem rodzin i społeczności lokalnych, przyniosło efekty w postaci kilkukrotnego spadku liczby morderstw. W Nowej Zelandii liczba spraw nieletnich kierowanych do sądów zmalała czterokrotnie, a w sprawach rozpatrywanych wspomniane wyżej porozumienie udawało się nawiązać w 90% przypadków. Mimo wszystko zajęcie się tylko sprawcą i jego rodziną może nie wystarczyć. Skrucha skruchą, ale kiedy się wraca miedzy kolesi, łatwo zapomnieć o wstydzie i żalu jaki się czuło podczas spotkań z ofiarą. I mimo zastosowania filozofii naprawczej, po kilku tygodniach wracamy do punktu wyjścia.
Często poruszanym problemem szkół są grupy chuliganów, zastraszające tak uczniów jak i nauczycieli. Niektóre z pomysłów na powstrzymanie tego zjawiska śmieszą, inne mrożą krew w żyłach. Do tej drugiej grupy należy projekt natychmiastowego przesuwania takich osób do specjalnych ośrodków. Moim zdaniem należałoby taka grupę potraktować jako całość, złożony problem społeczności. Jak ludzi, nie jak śmieci. Tylko w ten sposób możemy ich zawrócić z drogi do kryminału, którą być może właśnie zaczynają.
Dobrym rozwiązaniem może się okazać seria rozmów, rodzaj specjalnego programu, który miałby na celu wskazanie młodocianym przestępcom, że można ze swoim życiem zrobić coś konstruktywnego, a świat nie jest po to, aby ich gnoić. Ważne, aby obejmował całą grupę, nie tylko jednego czy drugiego członka.
Nie chodzi oto, by tu i teraz przedstawiać gotowy schemat rozwiązania problemu przemocy w szkołach. Chodzi o to, by pokazać, że więcej kamer, i więcej policji nie rozwiązuje niczego, może tylko łagodzić skutki. Chodzi o to, by przełamać nawyki myślowe, i z otwartym umysłem zastanowić się , jak uleczyć obecną sytuację. Coś trzeba zmienić, bo jechać dalej tak jak przez ostatnie 17 lat już nie można.

Michał Borowy(vel. Ivan)