Kawa bez mleka
Edukacja wolnościowa - piękna idea. Głównym jej założeniem być ma zrezygnowanie z programu nauczania na rzecz rozwoju przez uczniów swych własnych zainteresowań czy pomysłów. śliczniuchnie to brzmi, ale czy wynika z tego coś naprawdę konstruktywnego? Skąd taki mały pierwszoklasista, przeciętny Jasio Kowalski, będzie wiedział, że "fajnie by było sostać fisykiem jondrofym, sawsze hciałem plojektofadź elektrofnie - juz od pielfsej glupy pseczkola", skoro nie da mu się jakiegoś podstawowego wykształcenia? Niższe poziomy edukacji to bardzo dobra droga do zdobycia wiedzy potrzebnej do funkcjonowania w jakiś sposób w świecie. Dzieci krzyczą "matematyka jest be!" a potem dają się okosić pierwszemu lepszemu sprzedawcy, bo nie potrafią szybko poradzić sobie z policzeniem ile zapłacić trzeba za tego loda; inne drą się w niebogłosy "matematyka jest suupeeer! to polski jest a fe!" - a potem dają się przekonać takim nędznym dziennikarzynom jak ja, bo nikt im nie wytłumaczył perswazyjnej roli języka oraz zasad erystyki. Nie sądzicie, że załamująca wizja, mili moi? Przykłady podałem oczywiście tutaj tylko dwa, ale inne przedmioty są równie potrzebne do podstawowej, chociaż orientacji w świecie otaczającym!
Mówi się również, że wiedza ogólna na sensownym poziomie była możliwa dawniej, a teraz z powodu zbyt wielkiego nagromadzenia tejże rozwinięta została ponad miary wszelkiego umysłu - powiadam wam, że to są wierutne bzdury. Po prostu w wiekach poprzednich nie było ogólnego dostępu do nauki - wiedzę zdobywać mogły jedynie wyselekcjonowane jednostki, z których o wyjątkowych przygłupach po prostu się nie mówiło zbyt wiele. Teraz każdy ma dostęp do edukacji, nawet osoby, które z dostępu do niej zadowolone nie są. Potem wyrastają z tego nędzni filistrzy nadający się jedynie do przyswajania przetrawionej papki z masmediów w swe malutenieczkie makóweczki, a potem wyrzygiwania (tak, wyrzygiwania, mili moi, bo inaczej obrzydliwego zajścia nazwać się nie da!) nawet nie naruszonej przez soki trawienne umysłu prosto w głowy innego przedstawiciela ich niskiego gatunku. Całe szczęście, że czytelnicy tego ambitniutkiego pisma tak nędznymi kreaturami (ah, czyż można nazwać ich jeszcze ludźmi?) nie są i wchłonąć oraz przyswoić (a w razie potrzeby wydalić) dawkę wiedzy ogólnej w szkole nam serwowanej ustawicznie. Hołubią temu nawet Brytyjczycy, a wszyscy wiemy jak wysoko rozwinięty to jest naród czego przykład mamy przy testach językowych organizowanych przez British Council na poziomie wyższym niż First Certificate in English - więc mówimy tu o np. Certificate in Advanced English (który wzorem jest dla matury rozszerzona z angielskiego) na którym pewien poziom wiedzy o świecie otaczającym jest wymagany, chociażby do odpowiedniego opisu materiału przy teście z części mówionej, bądź do napisania dłuższej wypowiedzi.
Ale za czegóż rozważanie się tutaj wziąłem w ogóle, mili moi! Przecież już teraz, jeżeli tylko o tym marzycie, macie szanse na naukę wyłącznie tego, o czym zamarzycie - na studiach! Przecież po zdobyciu minimum wiedzy niezbędnego do funkcjonowania na poziomie sensownym w świecie można sobie dowolniutki kieruneczek z setek (ba! żeby tylko setek! w tysiące już to idzie!) dostępnych kierunków na uczelniach! A wszystkich, którzy dalej uważają, że powinni uczyć się od lat najmłodszych jedynie wybranych przedmiotów zapytać muszę - czemuż, ah czemuż nie zdawaliście matury, ot chociażby po podstawówce, czy nawet wcześniej? Dlaczego nie poszliście od razu na egzaminy wstępne na studia? Wtedy moglibyście rozwijać swe zainteresowania dokładnie tak jak o tym marzyliście! To przecież takie proste!
Madness