Bóg się rodzi, karp truchleje
"Zabijemy świnię, bo Bóg się rodzi
A jak się narodzi, to nas oswobodzi
Jak wielu z Was reprezentuje takie myślenie? Jak wielu z Was zjadło w te święta karpia?
Więc jestem spokojny
I nie robię nic..."
Dezerter
Jak wielu z Was wiozło go wcześniej bez wody w platikowej siatce i trzymało w wannie?
Chyba niewielu, skoro czytacie taką gazetkę.... ;)
Niemniej jednak widok karpi, sprzedawanych w supermarketach żywcem, poniekąd wrósł w krajobraz polskich świąt. Nie tak dawno nikogo nie dziwiło, że do specjalnych basenów wkłada się więcej zwierząt niż wody w której miałyby one pływać... Polacy stoją nawet po pół godziny w kolejce, by dostać "świeżą rybę". Bo te już zabite, które przez cały rok kupowali na postny, piątkowy obiad, były najwyraźniej nieświeże(?).
I gdy przed rokiem użerałem się z kierownictwem supermarketu Geant przy ul. Jubilerskiej, by z łaski swojej przestało sprzedawać żywe ryby w plastikowych torebkach, klienci wyglądali na co najmniej skonfundowanych sytuacją. Później zaczęli się irytować. Na koniec pewien pan uznał, że jestem gnojem, i powinienem wypieprzać do domu. Stanęło jednak na tym, że wszystkie ryby musiały być zabijane, zanim trafiły do siatek. Teraz proszę wyobrazić sobie jego minę jak to usłyszał...
Gdzieś w tle dawało się słyszeć protesty Klubu Gaja i innych podobnych organizacji. Bez większego odzewu ze strony reszty społeczeństwa. Nie pomógł nawet sugestywny filmik Stowarzyszenia Empatia, pokazujący wózek sklepowy, a w nim karpia szamoczącego się w torebce z logo Carrefour. Ciiicha noc, święęęta noc...(podkład muzyczny).
Organizacji jednak przybywało, z roku na rok rosła liczba happeningów, kontroli sklepów, a także obywatelskich interwencji. Boże Narodzenie 2006 miało już całkiem konkretną oprawę ekologiczną: Straż Miejska oraz Straż Ochrony Zwierząt nie były w stanie ogarnąć wszystkich zgłoszeń! W każdym większym mieście Polski organizowana była jakaś akcja w obronie maltretowanych ryb. W tym roku w ciągu przedświątecznego tygodnia widziałem około 5-7 sporych artykułów na ten temat w największych warszawskich gazetach (zazwyczaj pojawiały się tylko wzmianki o "świrujących ekologach").
Zdaje się też, że powoli zmienia się nastawienie społeczeństwa - ludzie życzą powodzenia aktywistom, przyłączają się do pikiet, a nawet sami dzwonią po Eko-Patrol Straży Miejskiej,.
Niestety większość wciąż jeszcze stanowią osoby pokroju pewnej pani, która rozmawiając z aktywistami, twierdziła, iż nie ma serca zabijać ryb, więc wkłada je żywe do zamrażalnika. I wyjmuje rano.
W tym roku w akcję włączyli się nawet uczniowie. Nieoficjalna grupka młodzieży pt. Kolektyw Ziemia zamiast grzać tyłki przed telewizorem, z uporem maniaka usiłowała wywołać ferment w którymś z hipermarketów sieci Carrefour. Całkiem skutecznie- w Carrefour Reduta po kilkugodzinnej akcji interweniowała Straż Ochrony Zwierząt. Spisano kierownictwo, oraz pracowników działu. Powiadomiona została prokuratura, a strażnicy z uśmiechem polecili dyrektorowi sporządzenie oficjalnego stanowiska sklepu. On także cały czas się uśmiechał. Nie wiedzieć czemu odniosłem wrażenie, że była w tym nutka fałszu...
Nikt z Kolektywu Ziemia nie był pełnoletni. Nikt z nich nie miał większego doświadczenia w takich działaniach. Czy potrzeba lepszego dowodu na to, że naprawdę można coś zrobić, niezależnie od wieku?
To wszystko, razem wzięte, daje nadzieję. Nadzieję na szybkie wyeliminowanie ohydnej, barbarzyńskiej "tradycji" mordowania zwierząt z okazji urodzin boga Chrześcijan.
Michał Borowy(vel. Ivan)