nie dla
ciebie luksus troski
jesteś
wszakże dziełem boskim
no a Boga
przecież nie ma
i to
tyle na ten temat
ja zrodzony z ciała i krwi – ja wypluty w sam
środek – ja walczący o wolność co do której dopiero się dowiem że nie istnieje
– zwyczajna rzecz – zawsze znajdzie się jakiś pomocnik targany pierwotnym instynktem
– będzie zabijał i mścił się za dobre drobne uczynki – otoczy ramieniem świat
cały i nie-ludzkość – wspaniałomyślny gest – stanie się naszym pierwszym i
ostatnim rodzicem wielkim rodzicem – potem wyda na świat kolejne potomstwo
które spotka taki sam los – które też pożre
zostałem sam na brzegu – wiara nadzieja miłość – za wielką wodą – nagle płacz i zgrzytanie zębów burza reflektorów mój pierwszy krok w chmurach – pierwszy raz czyjaś ręka między moimi nogami – wzrok mi się wyostrza wszystko jak na dłoni – świat najgorszy z możliwych przecież stwórca nie mógł się pomylić – tylko jakiś święty z brodą wchodzi od tyłu w skądinąd znaną kurwę – ostatni przejaw ładu – nie potrafię jeszcze samodzielnie podjąć decyzji: zostać czy iść dalej – ale beze mnie ten cały bajzel na pewno się rozleci
modlitwa jest najpierwszym obowiązkiem człowieka – muszę zanosić wołania – wpisać się do wielkiej księgi skarg i zażaleń – potem dostać odpowiedź: przyjęliśmy twój wpis do wiadomości personel został stosownie pouczony – aż jakaś przesłodzona hostessa poprowadzi mnie prosto do miejsca w którym spotkają się wszyscy ludzie – na gustownych słupach wiszą girlandy dookoła fruwają kolorowe baloniki sypie się confetti – powoli wszystko się sypie – sypię się i ja wkręcony w imadło czasu
gdziekolwiek bym się nie odwrócił widzę jakąś
znajomą twarz – jaki ten świat jest mały może tamten większy – a wszyscy czegoś
ode mnie chcą albo (nie wiem co gorsze) chcą coś zrobić dla mnie – abym poczuł
się lepiej – oświadczam wam niniejszym że lepiej się już czułem – potem
przyszliście wy – czuliście się tak jak ja teraz więc przyszliście – ale to
jest żadne rozwiązanie – może ja miałem pójść do was – ale to żadne rozwiązanie
– lepiej zostać na swoich miejscach i karmić się wspomnieniami – ale to żadne
rozwiązanie
byłem młody byłem natchniony jestem – nikt mi tego nie zabierze nawet ci mali ludzie nawet ten wielki tłum – echo mojego głosu miesza się z echem stuku obcasów o niczego nie przeczuwającą ziemię – ziemię która pochłonie zarówno mnie jak i ich gumowe pałki i transparenty oraz moją gitarę bez strun – mury runą? – to prawda ale dopiero wtedy kiedy ostatni anioł skończy swój recital – to prawda – zachowujemy się tak jakbyśmy zjedli wszystkie rozumy – a kiedy trzeba połknąć tajny dokument naszą partyjną książeczkę rozum nagle zawodzi dlaczego
dlaczego narzekam na brak czasu doprawdy nie wiem –
rozwiązanie tej dolegliwości opisał Vonnegut w swojej ostatniej książce
(obiecał że już nic więcej nie napisze może i dobrze) Timequake – czemu
o tej pory naukowcy się tym nie zajęli doprawdy nie wiem – zostało nam tylko deja-vu
trzęsienie czasu na skalę lokalną – dlaczego wydaje mi się że już to gdzieś
widziałem – dlaczego mam zdawać jakiś egzamin poprawkowy – dlaczego mam zdawać
relację z życia – dlaczego przed Bogiem który nie istnieje – doprawdy nie wiem
wczoraj przeczytałem w gazecie że Bóg umarł – dzisiaj przeczytałem że narodził się nowy – kurwa znowu
Mark Kewlar (wiecmsb@wp.pl)