(the final cut)
po Bydgoszczy chodzę pijany nie wódką ale… – przepraszam bardzo która godzina – dziękuję pani
panu bardzo – teraz mogę wrócić do domu i przespać się parę godzin z Pluszowym
– otóż Dorian bywa bardzo zły na mnie kiedy znikam z domu na cały wieczór – on
nie jest całkiem normalny wiecie zupełny abstynent – ale kiedy wracam nad ranem
potrafi mnie mimo wszystko przytulić – czasem nawet coś do mnie powie mimo że
jest tylko niedźwiedziem (wiecie on nie jest całkiem normalny) – mimo że jestem
tylko…
jeszcze się nie zamknął czas – obudziłem się nagle zlany potem – Doriana przy
mnie nie było – wychyliłem się trochę chciałem zobaczyć czy aby nie spadł ale
nie – czyżby uciekł ode mnie po tylu latach – odruchowo zajrzałem pod poduszkę
– na prześcieradle leżał foliowy woreczek z czymś białym w środku – obok jakaś
nadludzką siłą wyrwana z notesu kartka: – nie mogę dłużej z tobą mieszkać –
poszukam sobie bardziej rozgarniętą panią – weź się wreszcie do roboty – Dorian
jeśli chcesz mieć święty spokój zabij mnie – zamknąłem oczy i otworzyłem raz jeszcze –
miałem nadzieję że to jednak zły koszmar (bo wbrew pozorom są również dobre
koszmary) ale nie – minęło trochę czasu zanim dotarło do mnie że Dorian też
pewnie sobie nie radzi beze mnie – przecież nie jest całkiem normalny –
wyobrażałem sobie jak leży gdzieś na ławce w parku albo jeszcze lepiej pod
ławką i nikt go nie zauważa – zupełnie – czasem ktoś siądzie na ławce zapali
papierosa rzuci niedopałek – mój towarzysz zginie śmiercią tragiczną – to
nic nie boli
…to zupełnie inna robota – mówią że najgorsza jest ta niepewność – ale po co
się martwić – od tego przecież nic nie zależy – może Dorian trafił do jakichś
krasnoludków – zdetronizował jakiegoś Błystka i teraz to jego muszą słuchać – a
stary król tłucze się po świecie – każde szczęście przychodzi złą drogą
oto jest wasza scena – reflektor niżej – wczoraj przypadkowo spotkałem Doriana jak
przechadzał się pod rękę z jakąś lalką – był prawie mojego wzrostu ona
nieznacznie niższa – zlustrował mnie wzrokiem nic nie powiedział chyba mnie nie
poznał – jego towarzyszka posłała mi buziaka – nie mogę tego ocenić ale chyba
się zarumieniłem – poszedłem dalej – kiedy po dłuższej chwili się odwróciłem
stali zaledwie kilka metrów ode mnie – chciałem porozmawiać z Dorianem ale z
każdym moim krokiem oddalali się – zacząłem biec wtedy zniknęli – bladą
dłonią świt otrze pot i łzy…wszystko minie
blokada kasowników – proszę przygotować bilety do
kontroli – (tak naprawdę podają
coca-colę w styropianowych kubkach – nieszczęścia lubią chodzić parami) – kiedy
podniosłem głowę butelka (znowu!) była prawie pusta choć (pamiętam) wypiłem
tylko parę łyków – rozejrzałem się naprzeciwko siedział Dorian i dziwnie się
uśmiechał – potem powiedział że mi przebaczy ale pod jednym warunkiem – muszę
przestać pić – i dał mi dobę na podjęcie decyzji – spytałem gdzie się spotkamy
– powiedział że jeśli będzie trzeba znajdzie mnie – obawiam się że nawet nie
zechce szukać – koszmary koszmary koszmarów cztery pary
hej weź się w garść i zacznij wszystko od nowa – dokładnie dwadzieścia cztery godziny później mimo
iż miałem wypowiedzieć mu znajomość Dorian przyszedł do mojego mieszkania – co
najdziwniejsze zastał mnie w nim – w łapach trzymał sześciopak piwa – usiadł
obok mnie otworzył puszkę a mnie podał drugą – po godzinie piwo się skończyło –
nawiasem mówiąc pierwszy raz widziałem pluszowego misia pijącego piwo (w ogóle cokolwiek)
– chciał mi jeszcze coś powiedzieć ale nie zdążył – zamienił się z powrotem w zwykłą
maskotkę – kiedy przed snem (piwo strasznie usypia) kładłem go jak zwykle pod poduszkę
znalazłem kopertę – jedyna prawdziwa prawda krzyczały do mnie litery – otworzyłem
i przeczytałem:
cokolwiek
prawdziwie się zaczyna nigdy się nie kończy
Mark Kewlar (wiecmsb@wp.pl)