Doroslosc jak wiadomo w pewnym momencie zycia dopada kazdego czlowieka, tak wiec nie ma sie co dziwic, iz dopadla takze i mnie. Prawde jednak powiedziawszy w moim przypadku jest to doroslosc cokolwiek niedorobiona, jakkolwiek mianoby to rozumiec.

Ale od poczatku!

Pewnego dnia postanowilam dokonac w mym zyciu niezwykle radykalnej zmiany, dzieki ktorej owo zycie nabraloby nowych kolorow, tak niezbednych do radosnej i wypelnionej dzikim szczesciem egzystencji. Zmiana podsunela sie sama, lub tez zostala podstepnie wypchnieta na sciezke mego losu, dzieki czemu polslepa od ogladania codziennie tej samej szarosci, owa zmiane bogu dzieki dostrzeglam. Chociaz moze z tymi podziekami, padaniem na twarz i biciem poklonow troszke jeszcze sie wstrzymam.

Tak czy inaczej, w kazdym badz razie jakkolwiek, a wlasciwie to nad wyraz prosto, to znaczy ekhm. No wiec zmiana wypelnila moje zycie, wytrysnela na wszystkie strony innymi zmianami, co mozna by opisac efektem paczkowania, ktory jest nam dobrze znany juz z czasow szkoly podstawowej. Zmiana wypaczkowala, czas i przestrzen wypelnily wszystkie kolory teczy, calosc nabrala niezlego tempa, efektem czego bylo zebranie tylka i wyruszenie w poszukiwaniu radosci i szczescia.

Radosc i szczescie w mej glowie znajdowala sie gdzies daleko, droga do owych zjawisk powinna byc niezmiernie ciezka i trudna do pokonania, powinnam stracic ostatnie buty, zedrzec stopy, pasc ofiara kilku napasci, przegrac kilka zakladow, ktos powinien okrasc mnie, ja powinnam okrasc kogos, potem wymiana broni, luk startuje na ktorys tam poziom, ostatecznie niezwykle rozwinieta, aczkolwiek biedna, wkraczam w obszar niekonczacego sie zadowolonia i tutaj nastepuje tzw. the end.

Nic bardziej mylnego!

Z dotarciem do krainy cudownych zjawisk nie mialam nawet najmniejszych problemow, po prostu kupilam bilet i wsiadlam w samolot, ktory zabral mnie wysoko wysoko pomiedzy stada chmur i oblokow, tylko po to, aby moc zaczac opadac i tym samym wywolac w mojej glowie stado przedziwnych procesow. Kamyczki uszne, czy jak im tam, dzieki ktorym czlowiek potrafi poradzic sobie z utrzymaniem rownowagi, zaalarmowaly moj organizm, powiadamiajac go mianowicie, iz spadam, przez co odbyt i zoladek, zapewne w zmowie, odmowily posluszenstwa, no dobra, moze tylko zoladek. Tak czy inaczej po ktotkim locie dotarlam do celu, obylo sie bez bohaterskich przegranych i nieuczciwych zwyciestw.

Rozejrzalam sie wokol siebie i wtedy dotarla do mnie okrutna rzeczywistosc.

Szczescia nie bedzie, zamiast niego moge zas otrzymac darmowego kopa w tylnie rejony czlowiecze. Bosko!

Tutaj powoli zblizam sie do sedna, ktore opatrzylam jakze sprytnie mianem 'doroslosci'.

Dzien za dniem, wkrecajac sie w wir zycia poza domem, zdana tylko na siebie i ma druga polowe, musialam nauczyc sie wielu rzeczy. Wlasciwie to ucze nadal. Wciaz jeszcze nie wiem co jaki czas trzeba kupowac proszek, jak sie placi rachunki i co powinnam sobie teraz uswiadomic jako nauczke zycia. Wiem tylko jedno - los jest okrutny! Polaczyl na dosc dlugi okres czasu dwie osoby, z ktorych jedna marzyla i marzy i chce doroslosci w swoim zyciu jak najwiecej (to oczywiscie nie ja) oraz totalnego dzieciaka, ktory, a wlasciwie ktora ma ochote pozostac pod tak zwana oslonka najdluzej, jak to mozliwe. (to wlasnie o mnie chodzi), przez co sprawy niezwykle proste skomplikowaly sie niezmiernie, natomiast sprawy skomplikowane w ogole juz nie nadaja sie do rozwiazania.

Doroslosc dla mnie okazala sie byc plastikowa podroba rolexa mejd in tajwan. Nic tylko wyrzucic do smietnika prosze panstwa! Nie spelnia oczekiwan nabywcy.

I tu wlasnie nastepuje najlepsza, najwspanialsza i moja najbardziej ulubiona czesc programu! Otoz dzieki pewnym wydarzeniom, ktore przytrafily mi sie w ostatnim czasie, a ktore tak ogolnikowo i nieudolnie opisalam powyzej, uswiadomilam sobie, iz na doroslosc bylo za wczesnie, wyznaczylam najblizsza mozliwa date przybycie do domu i napawalam sie wizja powrotu do poprzedniego stanu rzeczy. Po czym okazalo sie, ze jest juz za pozno. Moge sobie wracac. Doroslosc i tak pozostanie, czy to jako cale zycie, czy tez tylko jako jego chocby i niezmiernie nikla czesc. Rok zycia natomist zniknie jak kamfora.

Natomiast dno den zostaje osiagniete dzieki kolejnemu objawieniu - jezeli milosc zycia wreszcie stala sie samodzielna, a ja z powrotem chce otulic sie matczyna spodnica i wiem, iz nie ma mozliwosci pogodzic naszych zupelnie odmiennych potrzeb - ktora droge powinnam wybrac? Poswiecic sie i unieszczesliwic, czy tez oczekiwac poswiecenia, a tym samym unieszczesliwic druga istote?

Zalatuje mi to konfliktem tragicznym.

Poniewaz temat jest aktualny w mym zyciu az do wakacji '07 wykorzystam tutaj przywilej kontaktowy i zamieniajac calosc w jedno z wielu zapytan typowych dla kacika napisz do Marietty zamilkne w oczekiwaniu.


Ahoj panie bobrze.


naff