Marzenie chłopczyka

 

 

            Przypominają sobie państwo swoje dzieciństwo? Pewnie tak. Pamiętam jak nie mogłem zrozumieć różnicy między rzeczownikiem a przymiotnikiem, biegałem za piłką i kłóciłem się z bratem. Tylko wybrane zdarzenia, screeny z pierwszych kilku lat życia. Pamiętacie swoje marzenia, problemy, pamiętacie ważnych ludzi? Pamiętam jak płakałem na Kasprowym Wierchu, pamiętam zapach domu gdy wracałem z przedszkola. Też to pamiętacie? A marzenia były, musiały być? Pewnie naiwne, niespełnione, wywołujące śmiech. Astronauta, nurek, malarz, ktokolwiek inny. To coś więcej niż marzenie chłopczyka (dziewczynki), to nieskrępowana wizualizacja pragnień. Też chciał pan być astronautą, zabawne. Miło jest wspominać, nie czuć żalu. Pani już wychodzi, przecież dopiero zaczynamy... a rozumiem czajnik na gazie, w takim razie do widzenia. Miałem powiedzieć kim chciałem być. Piłkarzem, tak właśnie piłkarzem. Nie wiem dlaczego, a czemu pan pyta? Patrzyłem na telewizor i wyobrażałem sobie, że jestem między nimi, byłem małym chłopczykiem. Mogłem chyba sobie wyobrażać cokolwiek prawda? Takie typowe dziecięce marzenie... Dlaczego ta pani śpi, nie, nie, proszę ją zostawić, przecież nie chrapie. Zgubiłem sens, o czym to ja mówiłem... Wiem, wiem że o marzeniach! Zaraz, chwilkę mam tutaj napisane na karteczce... Przedstawić się miałem. Grzesiu jestem. No właśnie, piłkę kopać chciałem, moi koledzy również, to sobie graliśmy na szkolnym, jak to kiedyś nazywaliśmy, boisku. Dziś nie zdecydowałbym się na taką hiperbole. Nie przeszkadzało nam, że to co w przypływie optymizmu jestem w stanie nazwać klepowiskiem nie nadaje się do gry. Tak proszę pani grało się, a co miałem czekać, aż tam trawa wyrośnie. Wybierało się składy, ja byłem Romario, ktoś był Zidane, Beckham, Zola i tak sobie graliśmy w doborowym towarzystwie. Panie co się bramki strzelało, no mówię panu, stadiony tego no... świata.

Zwody, kiwki, szmery-bajery. Panie normalnie cuda na kiju. Pamiętam dokładnie, kumple bali się grać ze starszymi, ale trzeba było bo by nas z murawy przegonili jak bydło normalne. Do widzenia...  ale pan torbę zostawił.. Może wróci... No i jak dostało się łupnia od starszych, to kumple przez tydzień nie wychodzili grać w gałę .Tak proszę wziąć torbę. Jeszcze raz do widzenia. A jak wyszli to ja byłem Hajto, a kumpel Juskowiak, no bo trzeba było pokory po porażce. Proszę pani graliśmy tak samo, nie wie pani że nazwiska nie grają. Nic się więcej nie robiło. Szkoła, granie, obiad, granie, kolacja, czasami bez,. Słońce gasło to się wracało do domu. Pan się pyta co mamusia mówiła, panie ja sobie wolę tego nie przypominać. No ale dorosłem i już nie biegałem za piłką, marzenia stawały się bardziej realne. To znaczy dalej się nie spełniały, ale wydawały się realne. Panie no starałem się, czy ja wyglądam jakbym się nie starał. Panie, czy pan mnie słucha, piłkarzem chciałem być... To była ta no... wizualizacja to była. Czemu pan się śmieje, pani też.... proszę nie wychodzić, drodzy państwo to jeszcze nie koniec, bardzo proszę.....

Panowie wy dwaj czemu tu jeszcze siedzicie. Wiem ,wiem że nie skończyłem. Chciałem tylko powiedzieć, że nie udało się, ale cieszę się bo fajnie było pograć z kumplami. Nie będę śpiewał, że „znowu w życiu mi nie wyszło”. Proszę pana, jasne że się cieszę, marzeniami żyłem jak król... Przy okazji mogę o coś zapytać? Dlaczego panowie nie wyszli? Chyba nie będziecie mnie lustrować... hehehe... tak jakby, co to znaczy „tak jakby”? Jak to obudzę się? Przecież nie śpię. Tak w ogóle to pan mi przypomina George’a Besta. Zna pan? A pan obok, po co te notatki? Pan mi przypomina tego no... trenera. Właśnie, Pan Górski, czy mógłbym uścisnąć dłoń. Ale panowie przecież nie żyją, nieprawdaż.... Zależy od czego? Patrzę na to z mojej perspektywy. Pan chce żebym grał u was w drużynie? Miła propozycja, a gdzie gracie? Heaven Stadium -  niestety nie znam włoskiego, ale brzmi nieźle. Mogę grać na środku pomocy, a ile płacicie. Jak to nie będą już mi do niczego potrzebne? A co mi tam, ale dzisiaj nie mogę, umówiłem się. Nie, nie jestem jeszcze spóźniony. No przecież jest... o zegarek mi stanął. Skąd pan wie, że nie czeka? Jak to płacze? Kochała mnie, chciała założyć rodzinę, skąd to wiesz? Dlaczego nie wrócę, już wychodzę... Gdzie są drzwi, gdzie te cholerne drzwi !Co to znaczy, że ona tego nie wytrzyma?  Jak to czego pragnę? Chcę tylko, żeby była ze mną. Będzie tu za tydzień, na moim miejscu, będzie opowiadała o swoim marzeniu, skąd  to wiesz człowieku, kim jesteś? Tak, wiem mówiłem, że tego pragnę... Ale powiedz mi tylko gdzie ja do cholery jestem.

- Jesteś w Niebie, a tu marzenia się spełniają. Dlatego chodźmy na stadion, inni czekają. Za tydzień wrócimy wysłuchać jej marzeń. Może wtedy ty nie wyjdziesz z sali, ale to za tydzień.

 Nawet nie zauważysz jak ten czas szybko zleci.

 

 

PS: „Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki.”

Paul Michael Zulehner

 

QUASIMODO

          with some kind of PARANOJA

 

 

quasimodo18@wp.pl