Fiut.

 
 


Wartość seksualna tego tekstu wynosi zero. No, nie do końca. Penisów parę będzie, aczkolwiek nie w tym kontekście, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni.
Nie będzie kontrowersyjnie. Przepraszam.

Są jednak ludzie, którym za wszelką cenę zależy na odpowiedzi. Węszą, skrobią, podnosząc niebezpiecznie cuchnącą spódniczkę prawdy. Niech śmierdzi sobie sama. Ja nie posiadam remedium. Jedyne, co mogę zaproponować, to historia.
Zacznijmy więc od jej końca. Następnie poznamy środek… a początek? Cóż, początek jak zwykle obroni się sam…

 
Interpretacja: „Tłumaczenie, objaśnianie, komentowanie czegoś. Rozumienie  zjawisk/zdarzeń na podstawie własnego subiektywnego poglądu”

 +

Idea: „Myśl przewodnia wyznaczająca cel i kierunek działania. Odbicie w psychice ludzkiej fragmentu obiektywnie istniejącej rzeczywistości.”


Powyższej mieszanki należy używać z rozwagą. Złe interpretowanie idei prowadzić może do trwałego kalectwa, ślepoty, degeneracji człowieczeństwa, a nawet śmierci całych narodów. Życzymy miłego dnia. 

 
To był koniec. Czas zatem na środek.

 
Nie był zadowolony. Nie był nawet zdenerwowany. Wkurwiony to zdecydowanie najlepsze słowo na określenie jego stanu. Wkurwiony i zażenowany. Żuchwa jego poruszała się niespokojnie, raz po raz ściskając się w nerwowym spazmie. Niewielkie żyłki na skroni poruszały się w pulsującym tempie. Blond włosy niepewnie podrygiwały na głowie, w rytm jego myśli. Niespokojne ognisko pod kopułą czaszki.
Wszyscy! - wzgardliwy promyk rozjaśnił jego umysł. Nikt nie pomyślał! Skończeni kretyni! Myślą, że to śmieszne. Śmieją się…
Fiut! To nie jest fiut! Przypomina tysiąc innych rzeczy, a oni wybrali fiuta… Samolot, góra, wulkan, duch…nie, musi być fiut! Jakże by inaczej.
Otworzył z wolna dłoń. Gdy palce zostały odchylone, światu ukazał się niewielka, pomięta kulka papieru. Po chwili te same palce złapały kulkę i zręcznym, delikatnym ruchem objawiły jej zawartość:


Został wyśmiany. Nazwany zboczeńcem. To był żart. W końcu on też się bawił. Bo kto w tym wieku rysuje fiuty? Kutasy. Śmieszne. Zarechoczmy. Tego od nas oczekuje.
Wlazł jakby nigdy nic. Wziął do ręki długopis i zaczął rysować. Pierwszy zeszyt. Potem kolejny, następny - na wszystkich zostawił ten sam znak. Po skończonej robocie, gdy wszyscy z owymi symbolami zdążyli się zapoznać – zadał pytanie: „Co widzicie?”
Przez chwilę panowała cisza. Gdyby ktoś wyjął w tym momencie nóż, mógłby ją swobodnie pokroić. Mucha, brzęcząc głośno, przeleciała przez pokój, by z łoskotem usiąść na ścianie. Jedni zdegustowani, inni rozśmieszeni, a jednak wszyscy zgodni: „Fiuta!”
Potem były śmiechy. Spojrzenia zarezerwowane dla idiotów. I pytania. „Czemu fiut?”
I jedna odpowiedź. „To nie jest fiut”. „Ależ jest” – brzmiała kolejna chóralna riposta.
- Dlaczego?
- Bo tak to wygląda?
- Nieprawda. Ja tu fiuta nie widzę.
- Ale wszyscy inni tak.
- To mój rysunek. Ja decyduję, co nim jest.
Ach, jakież to było naiwne… Nie mogło się inaczej skończyć.
O fiutach zawsze decyduje tłum.

 

Początki zawsze są te same. No, prawie. Jest wiara, jest idea. Jest też bezwiednie narysowany znak. Autorowi spodobał się na tyle, że postanowił go powielić. 
Choć trudno w to uwierzyć - nie widział w nim nic.

 

 

Ale kogo to obchodzi? Jest tylko fiut.