Alinka ma 17 lat. 

Nie jest to takie nowoczesne 17 lat dwudziestego pierwszego wieku, z makijażem i palące fajki. Jej 17 
lat żyje w latach 70-tych (tych od dzieci-kwiatów, wojny w Korei i komunistów w Polsce), chodzi w ogrodniczkach 
uszytych ze starej zasłony i jest dumne, kiedy może sobie kupić gumę do żucia. Właściwie guma do żucia to największy 
bajer na jaki stać Alinkę. Jej rodziców stać na znacznie więcej - tatusiową wódkę, mamusiowe proszki na uspokojenie i 
wspólne wyjazdy za granicę. Bez Alinki. 

Alinka ma też chłopaka, Jaśka, którego jej koleżanki uważają za wartego wszystkich gum do żucia na świecie. Dla Alinki jest wart znacznie więcej. Więcej niż cały świat. Dla Jaśka Alinka też jest ważna, kiedy akurat jest obok. Czasem Jasiek ma ważniejsze sprawy na głowie. Na przykład inne dziewczyny, pieniądze i wódkę. Alinka jeszcze nie wie o tym pierwszym i ostatnim. O drugim owszem. Bo Jasiek ma mnóstwo pieniędzy i ma je tylko po to, by uszczęśliwiać swoją Alusię. Ala pamięta jak zabrał ją do prawdziwej restauracji i kupił strasznie drogie lody. Nadal się czerwieni, gdy pomyśli jakiego wstydu narobiła wtedy Jaśkowi zjadając dekorację z talerzyka. Ale Jasiek wcale nie był zły. Całował Aleczkę na ławce w parku strasznie mocno. I jeszcze mocniej ściskał ją pod bluzeczką pożyczoną specjalnie na to wyjście od koleżanki. A innym razem zabrał ją na przejażdżkę dorożką. I tak samo mocno całował i jeszcze mocniej ściskał, tylko tym razem pod spódniczką. A jakiś czas potem, kiedy rodzice wyjechali znów do jakiegoś Paryża albo może Rzymu, przyniósł ogromny bukiet kwiatów i butelkę wina i tak ślicznie mówił o swojej miłości do Alinki, Alusi, Aleczki jedynej. I potem spali razem, chociaż Ala wcale nie chciała, ale przecież Jasiek tak bardzo ją kochał a ona jego, że jeśli nie z nim to chyba już nigdy, wcale. 

Alinka wie, że Jasiek przynosi jej kradzione prezenty albo takie za kradzione pieniądze. Nic mu jednak nie mówi, bo wie, że on robi to tylko dla niej, tylko na jej szczęściu mu zależy. Nie powie mu, że jej do szczęścia wystarczy sam Jasiek, mógłby się obrazić. Bo to dla niej się stara. I to wszystko, żeby z nią być, do końca świata. 

A któregoś dnia Alinki jeszcze-do-przed-chwilą-przyjaciółka przychodzi i mówi, że Jasiek Alę zdradza. Ali 
pęka serce i filiżanka, w której właśnie byłej przyjaciółce podawała kawę. Serce pęka ze złości i żalu, a filiżanka, bo 
upadła na podłogę. "Wynoś się, nienawidzę cię!" krzyczy Ala na smutną teraz ex-przyjaciółkę. Płacze i krzyczy, kaleczy 
sobie ręce, zbierając resztki ulubionej filiżanki mamy. Co teraz będzie, co się stanie? "To moja wina" myśli Alinka, nie 
starała się dla Jaśka wystarczająco. Przeprosi go i może uda się to naprawić. Może filiżankę tez się uda naprawić i 
mamusia nie będzie zła. Ani tatuś. Bo ile to ich będzie kosztować? Mnie złamane serce, prawda, ale ich kolejną garść 
proszków na uspokojenie i kolejną noc nad kieliszkiem. I znowu będą krzyczeć "Alka, przestań wreszcie myśleć tylko o 
sobie!".

I Alinka przestanie. Zrobi wszystko, żeby ich przeprosić, bo to znów wszystko jej wina, a ona nie chciała przecież i już nigdy przenigdy, obiecuje, tylko wybaczcie. Wybaczą. Ale znów ich zawiodła, znów musi się starać podwójnie albo i potrójnie. I tak jej tego nie zapomną. A nawet przypomną nie raz. Bardzo jej tak dobrze. Bardzo dobrze, zasłużyła sobie. Tak jak mamusia na wszystkie uderzenia i kopniaki, których tatuś przecież wcale nie chce i bolą go tak samo jak mamusię. I bardzo dobrze, ze Jasiek też potrafi pokazać Ali, że zrobiła źle, tak jak tatuś mamusi, że niesłusznie go oskarża. A nawet jeśli słusznie, to to nie jej interes. 

Alinka strasznie cierpi, bo wie, że te siniaki i złamane serce bolą Jaśka tak samo jak ją. A na pewno jeszcze mocniej. Więc musi się poprawić. Dla niego. Bo miłość taka już jest, że się nie chce, żeby tego drugiego albo drugą bolało.

 

 

 

zOchowiecka