CLAVA CURVA PIE VINCO


Ruscy naukowcy przeprowadzili, jak wczoraj słyszałem, reinkarnację Lenina. Wódz kazał sobie przynieść całą
rewolucyjną literaturę z okresu gdy nie żył, a potem zamknął się w pokoju celem nadrobienia zaległości. Po około czterdziestu
minutach byli u niego siepacze Putina, a za następne czterdzieści minut Włodzimierz Ilicz siedział już w pociągu w jedną
stronę do Norylska albo innego kurortu, w którym zafundują mu dozgonną krioterapię. W uznaniu zasług Wołodia wyposażył
go na drogę w dwa wędzone jesiotry, z prikazem aby drugiego podarował Chodorkowskiemu. Putinowi za dobrze jest, żeby
ryzykował hece Lenina po raz drugi. Carat w Rosji jest tak naturalny jak kac po wódzie, od zawsze ktoś był tam carem. Jak
nie autentyczni pomazańcy, to satrapowie pomazani krwią tych, którym się ich porządki nie podobały. A teraz, w najgorszym
od wieków dla tego pięknego kraju okresie, carem został gość upaćkany olejem i śmierdzący lewą kasą. A nie mógł zabić?
Nie mógł. Dopóki nie było w Rosji komuny, było po ludzku, stawiałeś się - brałeś w czapę. Komuna przyszła i nie zmieniła
odwiecznego porządku, bo nie było szmalu. Teraz jest i ci na górze zachowują się jak najgorsza mafia. Jak znowu przyjdzie
jakaś rocznica, sztandary z Leninem wesoło załopoczą nad Kremlem, a ten będzie sobie robił rewolucję w małym baraku i
chuchał w łapki do końca swojego drugiego życia.
Ciekawe co by Putin zrobił, jakby mu sie udało ożywić swojego idola Stalina. Trzeba dbać o Pi Ar, więc pewnie nie
spróbuje. Głupio by było, jakby sie Józek napatoczył Bushowi albo Angeli. Jakby się napatoczył Kaczyńskiemu, to by się
Wołodia szczerze po rusku roześmiał, a potem powiedział że nasz przywódca ma omamy. Stalin nie, chociaż chciałoby się,
chciało. Co najwyżej można dać się powygłupiać Łukaszence. Świetna sprawa, mieć taką kukiełkę - kołchoźnika i obracać go
na widok Europy dupną stroną, śmiejąc się przy tym w kułak. Putin ma Unię w dupie Łukaszenki. U nas taka kukiełka zrobiła
się sama. Hubert H. Powiedział głosem wszystkich normalnych Polaków, co myśli o prezydencie. Typowo polska rzecz,
wyjechać komuś z ułańską fantazją przyprawioną alkoholem. Ale Hubertowi zabrakło putinowskiego cwaniactwa, więc jego
akcja nosi znamiona li tylko happeningu, a nie poważnego zaplanowanego działania. Za to poważnie i z planem podeszli do
niego przedstawiciele władzy - zaczęli go ścigać. I wyszło także na happening, bo się ośmieszyli
Polityka państwa nad Wołgą, Newą, Jenisejem, Obem, Irtyszem, Amurem, Leną i tysiącem innych rzek ma taki
szczery wyraz... Nie to co u nas, gdzie przypomina jako żywo bójkę w piaskownicy trzylatków z zespołem Downa albo
autyzmem. Nie obrażając w żadnym razie trzylatków z zespołem Downa czy autyzmem. One nie są winne temu, jak się za-
chowują, politycy owszem. Jedynym, który w ostatnim czasie miał coś wartościowego do zaoferowania, był Kononowicz
Krzysztof. Jak ja kibicowałem temu facetowi! Jak chciałem, żeby on wygrał!! Chciałem w całości i w rozdwojeniu jaźni, na
stopie i poza nim, trzeźwy i pijany, chciałem całym sobą. Kononowicz Krzysztof pojawił się w polskiej polityce gwałtownie,
jak meteor na spokojnym wiosennym niebie. Nie miał do czynienia z komuną, poza tym że żył w niej czas jakiś. Ale kto
wtedy nie żył. Nie pielęgnuje czule odleżyn po styropianie. Nie nachapał się ani nie oferował nikomu pracy za seks.
Jest czysty jak łza. Mesjasz. Kononowicz Krzysztof wierzył w to co mówi. Kononowicz Krzysztof ma prawdziwy zapał
i energię. Tylko go puśście, już wam pokaże. A że wyganiałby policjantów na ulice za pomocą saperki, nanosił odręczne
poprawki w plany budowy dróg, a wszystkich używających alkohol wywaliłby z roboty na zbity pysk, to co do cholery? Nasi
posłowie, ministrowie, urzędnicy może skuteczniejsi? Niech no powieszą sobie plakat pana Kononowicza nad lustrem, niech
zobaczą w nim obraz siebie, obraz zwierza politycznego, w którym (wierzę, cholera), drzemie zapomniany idealista
i społecznik. Niech sobie Lepper przypomni jak nosił taki sweter, Giertych - jak pasjami robił podobne miny. Kaczyński
(obojętnie który), jak mu się tak język plątał. Oni się w naszej demokracji nie wzięli z tradycji. Co najwyżej Giertychowie,
ale u nich to tradycyjne polskie oszołomstwo przystrojone szóstą albo siódma pochodną poglądów narodowców z między-
wojnia. Nie wzięli się ze szkół dyplomacji ani parusetletnich doświadczeń, jak we Francji albo Anglii. Oni się wzięli ze wsi
i ze strajkujących zakładów. A potem dali się zjeść i wysrać władzy, po czym powtórzyli całą operację, a niektórzy powtarzają
ją z lubością juz enty raz. A Kononowicz Krzysztof jest tak uroczo nieporadny i tak uroczo nie jest w stanie tego zauważyć.
Ale nie tłumaczy się spiskiem mediów, układów, błędami ani wypaczeniami. Kononowicz Krzysztof urodził się politykiem.
Powtarzam, on by wpakował całego siebie w prezydenturę, w sejm, w senat, gdzie by jeszcze tam był! A jakby doprowadzał
swoje miasto do statusu pośmiewiska, rujnował je finansowo i sprowadzał na nie wszystkie mozliwe plagi, ja siedziałbym
w Rzeszowie czy w Gdańsku i wiedziałbym że to się w takim ustroju zdarza. Że ktoś przypadkowy może dojść do władzy,
że może równo spieprzać, czego tylko się tknie i zwalać odpowiedzialność na wszystkich wokół. I śmiałbym się przyjaźnie,
słowiańsko, do rozbuchu, bo miałbym poczucie, że to tylko wyjątek i że nikt nie nadaje tej komedii pozorów powagi.
Któregoś wieczoru szedłem sobie z dziewczyną po Warszawie i mało na nas nie wlazł Buzek. Szedł od przeciwnej
strony, z niejakim obłędem w oczach, jakby czegoś szukał. Zastanawialismy się z Asią co mu mogło zginąć, i doszliśmy do
wniosku że to Trabant, który stał pod jednym z budynków uniwersytetu. A że budynki te stawiali jakieś pięćdziesiąt lat temu,
Trabant w połączeniu z nocą i wszechogarniającym socrealem dookoła stworzył klimat iście moskiewski. Aż się czuło ten mróz
na policzkach, mimo że był październik. Tę piękną jakośc nijakości, charakter miejsca biorący się stąd ze absolutnie żadnego
charakteru nie miało. Tylko w Rosji. Jak się gdzieś osiedlać to w Moskwie, tam kurewstwo jest czymś normalnym i nie razi po
oczach, jak pisałem. A jak przyjdą święta, jak gospodynie narobią kartaczy i blinów, jak się zaczną śpiewy... Tam są dopiero
święta... Takie rzeczy jak wiara, malowanie ikon i picie wódki były dla Rosjan jedynym obszarem wolności, stąd jak biorą się
oni za jedną z nich, to czynią to najprawdziwiej, najżyczliwiej i najpiękniej jak sie da. A u nas kraby wychodzą na ulicę. Wielkie
kraby wełnistoszczypce łażą sobie po Helu!! Jeszcze niedawno taka rzecz byłaby nie do pomyślenia, a dziś jakiś facet łapie na
ulicy kraba, niesie go tam gdzie trzeba bo myśli, że uciekł komuś z akwarium, a mówią mu, że takie kraby normalnie zyją w
Bałtyku. Wyobrażacie sobie że idziecie ulicą, a z przeciwka idzie taki krab, bokiem, szczypce niesie w górze i ma tę swoją
pewną minę z małymi oczkami? No ja bym walnął, jako żywo!!!. Do tego wybrzeża dookoła Helu są pełne krewetek, po plażach
spaceruje coraz więcej raków, a za sto lat będą u nas rosnąć palmy. A ludzie robią na to wszystko wielkie oczy, bo gdzie
krewetki w naszym morzu... Dobrze, że jest się jeszcze w Polsce czemu szczerze dziwić.
Ulicami Rzeszowa zapieprza tłum rozwrzeszczanych członków Młodzieży Wszechpolskiej. Towarzystwo omamione
wypitym alkoholem miało w knajpie koncert pieśni patriotycznej, który potem przeniósł się w plener. Wyją i wrzeszczą,
wplatając między jedną piosenkę a drugą bojowe okrzyki. W białych koszulach przyszli posłowie. Prawe ręce naśladują dumnie
wzniesione lufy czołgów na demonstracji siły. Z okien gmachu Sądu Apelacyjnego nikt nie spogląda, ale maszerujący i tak
patrzą tęsknie w tamtę stronę. Lezą w równych szeregach, a kobiety kręcą się między czarno-białym tłumem, rozdając
kiełbasę. Karni i zdyscyplinowani jak chińscy sportowcy tresowani aktualnie w kraju środka do najbliższej olimpiady, w której
mają zapełnić wszystkie mozliwe podia. Igrzyska w Pekinie będą triumfem chińskiej myśli humanistycznej, technicznej, a jak
dobrze zawieje to i politycznej. Chińskim sportobotom nieśmiało życzyłbym, aby za jakieś naście lat mogli wystąpić choćby
w olimpiadzie specjalnej. Kto wie czy będa zdolni do jakiegoś w miarę normalnego zycia, jak im się skończy olej, a na nich
samych wygaśnie zapotrzebowanie. Chociaż może ktoś im coś wymyśli, w kraju galopujących możliwości. Koszykarze mogą
robić za słupy telegraficzne, pływacy za ruchome bojki, a ciężarowców wstawi sie jako nową jednostkę wagi - jednego steryda.
A Wszechpolacy, którzy się nawpieprzali kiełbasy i zmordowali od tupania w glanach śpiewają z głupimi minami: "Już za
cztery lata, już za cztery lata jeeest reliiigia na ma-tu-rze.". Za cztery lata to ich potencjał się zmarnuje i pokończą jako
ochroniarze w dyskotekach. Bo agresję, wolę zwycięstwa i pakowanie anaboli tez trzeba kontrolować. Polska to nie Chiny,
gdzie ludzi traktuje się jak dobro naturalne, i tu nikt nie zaproponuje im roli nawet dumnego słupa. Co najwyżej pomnika
głupoty, ale Wszechpolacy nie lubią jak się z nich śmiać i przyjmą to za porażkę.
Chinole liczący sobie miliard trzysta ludności, do roku 2025 będą pierwszą potęga militarną świata, z armią liczącą
sto osiemdziesiąt pięć milionów rezerwistów. Jak im coś nie spasuje, znowu pobawią sie w Carmageddona czołgami, tylko
że tym razem pewnie w Rosji. Wołodia Putin może mieć pierwszy raz w życiu przesrane. Nawet James Bond czy Chuck
Norris nie pomogą i w pogodny dzień ze wzgórz okalających Moskwę przez niezłą optykę zobaczy się na wieżach Kremla flagi
w starym, dobrym czerwonym kolorze, tylko że tym razem z pięcioma gwiazdkami. Zagram w Cywilizację II i ich rozpieprzę
bo chyba tylko tyle mogę na nich poradzić.
Jedyna nadzieja to to, że Chinole wygrają, przypędzą Ruskich w stronę Polski, Ruscy wyjedzą kraby i zasymilują
się z nami i będzie u nas wtedy miarę normalnie.


Donald

17-12-2006