Rafał A. Ziemkiewicz - Ognie na skałach
Pafnucy
Rafał A. Ziemkiewicz znany jest głównie jako felietonista, krytyk literacki i
komentator polityczno-społeczny. Ale oczywiście pisze również książki, a dwie z
nich zostały uhonorowane nagrodą Janusza A. Zajdla. Są to "Pieprzony los
kataryniarza" i "Walc stulecia". Jednak w tej recenzji spróbuję napisać co nieco
o innej książce tego autora, o książce z gatunku "fantastyka", wydanej w 2005
roku przez Fabrykę Słów. Jest to książka zatytułowana "Ognie na skałach".
Fabuła ma się mniej więcej tak... Żegost, najemny żołnierz przybywa do
niewielkiego księstwa, Berghu, którym włada książę Zamborg. Jednak coś
niedobrego dzieje się z tą nadmorską krainą. Na miejscu Żegost dowiaduje się o
dziwnych wypadkach, którym ulegają rybacy wypływający na połów, o niezrozumiałym
zachowaniu tutejszego księcia, który co jakiś czas opuszcza bez słowa swoją
siedzibę i pod osłoną nocy udaje się w nieznane. Poznaje także szczegóły dawnej
wyprawy zbrojnej księcia, na daleką, mroźną północ, w której to zabił on
Shizzandra, potężnego czarodzieja i uwolnił z jego rąk księżniczkę Khielve,
której poprzysiągł wieczną miłość i która potem została jego żoną. Żegost więc
postanawia pomóc rybakom, jednak nie wszystkim podoba się to, że wtyka nos w nie
swoje sprawy. Dla Szlachetnych, którzy stanowią książęcą drużynę jest po prostu
przybłędą, którego jak najszybciej należy się pozbyć. Potem, z biegiem czasu
powoli wyjaśniają się niektóre zagadki a sam Żegost zostaje nawet kapitanem
przybocznej roty księżnej.
"Ognie na skałach" Rafała A. Ziemkiewicza to nie wyróżniająca się niczym
szczególnym, typowa powieść fantasy. Mamy więc tu świat zbliżony nieco do
średniowiecza, szczyptę magii (w tym przypadku tej złej), i głównego bohatera,
który jak to zwykle bywa w niczym nie wyróżniających się powieściach fantasy, ma
do wykonania pewną misję. Jednak nie jest to ratowanie świata, czy też obrona
królestwa (w tym przypadku księstwa) przed krwiożerczym potworem. Żegost styka
się bowiem z mroczną tajemnicą, która wydaje się mieć związek z przeszłością,
czyli wspomnianą wcześniej wyprawą księcia Zamborga na daleką, mroźną północ.
Akcja powieści Ziemkiewicza rozwija się bardzo powoli, praktycznie dopiero w
samej końcówce książki przyspiesza i... książka się kończy. Jakkolwiek dziwnie
to brzmi, to jest to prawda. Niestety, trochę smutna prawda. Bowiem przez trzy
czwarte "Ogni na skałach" fabuła strasznie się wlecze. Nie można znaleźć w
tekście nic takiego, co by sprawiło, że zaraz "coś się stanie", że akcja choć na
chwilę przyspieszy.
Dopiero na ostatnich kilku kartkach tej dość krótkiej powieści (240 stron i
tekst wydrukowany dość dużą czcionką) akcja się kumuluje i następuje finałowa
scena. W tym miejscu muszę też niestety wspomnieć, że zakończenie książki nie
jest zbyt ciekawe. Autor chyba za bardzo poszedł na łatwiznę, albo, co jest
chyba bardziej prawdopodobne, nie miał po prostu pomysłu na jakieś lepsze
zakończenie.
|
I cóż ja więcej mogę napisać o książce Rafała A. Ziemkiewicza? Z tego co
napisałem powyżej wynika, że książka jest bardzo kiepska. Ale nie jest to jednak
do końca prawdą. Owszem, "Ognie na skałach" posiadają wiele wad, ale mimo
wszystko czyta się ten tytuł bez uczucia straconego czasu. Jest tu troszkę
humoru, dosyć ciekawa historia, a i wątek miłosny się znajdzie. Także, jeśli
lubicie fantastykę i kiedykolwiek będziecie mieli okazję sięgnąć po "Ognie na
skałach" Rafała A. Ziemkiewicza to zróbcie to. Może niekoniecznie polecałbym
książkę kupować ale wypożyczyć z biblioteki czy też pożyczyć od kumpla jak
najbardziej.
|