RZECZ O MYCH SMUTNYCH IMPREZACH
Cytaty są po to, by równoważyć kompozycję wizualną.
(Obywatel)
Czerwony Pelikan.
Czerwony niczym wino.
W ogóle to taki zespół jest i sobie śpiewa. "Miałem serce w przełyku, co zrobić bez siku". Jesteśmy głupi i niedostatecznie spici. W lodówce
czekają jeszcze dwa piwa, a to oznacza, że mamy po jednym na głowę na dzisiejszy wieczór. Przegięcie. Czekamy na znajomego - jeśli nie
przyjdzie, oporządzimy jego browar, a on obejdzie się smakiem. Czekamy na nieprzyjście znajomego. Dwa Harnasie wszak to gratka. Ale jeśli
uzupełnić relację o wrażenia "dzień po", uznałoby się, że jednak Harnaś is not enough. Jedno,
I ojciec i matka i swatka i sąsiadka - wszystkie razem na rabatkach prują sobie suknie w kwiatkach. Dzikiej róży! O! O! O!
REAKCJA REAKCJA REAKCJA!!!!! DYFRAKCJA I NIESAMOWITA AKACJA!
Jebudu-jebudu-jebudu-jebudu-
Donald sięgnął po piwo, zaraz się nim udławi, a potem jednym haustem wypija zawartość(minutę mu to zajmuje). Ten opis nie oddaje dynamiki.
Osobowość Donalda została rozłożona na czynniki pierwsze przez niego samego, a następnie poskładana w Kompleks Uniona. Też mi coś, filozofia
i egzystencjalizm, dyskuty o meta- sprawach wiszą na włosku, najbliższa meta daleko,
A przecież wiadomo wszystko, że tak naprawdę kompleks ów jest równie urojony jak i cała dekadencja, która teoretycznie nam się udzieliła. Nie
było żadnej północy, nie było żadnego deszczu, nie było żadnego smutku. Wykonaliśmy medley wszystkich "Obław", z liryczną amnezją selektywną
w roli głównej. Amnezja była na tyle zachęcająca, żeby zachęcić zniechęcenie do zaniechania chęci życia,
Wszystko idzie w zaklęty krąg sansary a Obywatel słucha [tryp TPP] blablablabla blablablabla lody lody sprzedaję lody surrealizm pierdolić
kurczaki na pasach startowych - MUNDUR! Sansara zresztą to wynik rozmowy z Kachą. Wynik? Źle ujęte, oczywiście. Chodzi o to, co wywołuje
Donaldowatość - o to, co jest odpowiedzialne za zawartość Donalda w Donaldzie. Zresztą to termin z buddyzmu,
Donald leci po drugie piwo, rekordowe wyniki, Obywatel się śmieje i kupa nawet wózek widłowy nie działa. Nie śmiałby się, ale to zachowanie
komiczne, na tej dekadencko-zakapiorskiej orbicie wszystko kręci się w rytm "Encore, Jeszcze Raz", potworne zapętlenie, przeklęta karma,
Trza tylko usuwać gaz ryłem.
Ta pętla na gardle jest dla mnie zbawienna.
Jestem David Bekam.
Nie musicie tego rozumieć. Uwierzcie nam, uwierzcie mi na słowo. Tu jest dziwnie - "zapis chwili" to się nazywa. Redagowany przez ostatniego
w miarę trzeźwego. I naprawdę, naprawdę czas i przestrzeń mają swoje własne poczucie humoru, celną ripostę i trafność spostrzeżeń. Jeśli coś
na nas w tej chwili patrzy, jest to Czas - ten z litery dużej, nie wielkiej. On szacuje nasze błędy i próbuje naginać Przestrzeń tak, aby
krocząc po niepewnym gruncie, żadna siła sprawcza nie zruciła nas w otchłań pełną lawy, smoków,
I pojawiają się dziwni ludzie, picie trwa, żurawinówka koi gardło niczym sok malinowy, do wszystkiego prygrywa Wysocki, ale czemu Wysocki
nuci "can you tell me where my country lies" - trudno dociec. Peter Gabriel też zdziadział na młode lata, potrafi wydusić z siebie jedynie
"ja nie lublu". Donald niby się nie odzywa, a jednak mówi za dużo. Siedzimy na kanapach. Wróć. On siedzi na kanapie, ja na fotelu. Moja
ospałość przegrywa z jego ospałością i wznosi się na wyżyny Aktywności. Czasem bywa tak, że staję się odrobinę aktywny, zwłaszcza jeśli w
innym człowieku zobaczę odbicie samego siebie. To coś na wzór mimesis, odsyłam do Teatrum Mundi,
Akcja wychodzi poza mury mieszkania, zdarza się okazja do bliższego Poznania. Ale Poznań odmawia. Odmawiają również: Wrocław Lublin Góra
Paryż Okinawa Toronto Kalisz. I nie tylko. Putin też odmawia, za daleko mu na stopa. Łódź wyprostowuje swoje mięśnie czorogołowe, samochody
na ulicach tną spaliny na pył, a z naszych ciał nierozgrzanych alkoholem tatuaże skwierczą w supermarketach jak kody kreskowe. Wchodzimy do
Tesco, zawsze zastanawiam się, czy Hitman kupuje w Biedronce i jak daje sobie radę z zabezpieczeniami. Jest nas trzech, w każdym z nas z
promilami krew,
Pobudka bez większych problemów, głowa mnie nie boli, czuję się dobrze. Ekspedycja po chleb i papierosy, w końcu trzeba jakoś przeżyć dzień
dzisiejszy. Poranek zaprawiony krótkim klinem klinującym, specjalnie zostawiłem trochę na dnie poprzedniego dn(i)a. Trzeba łapać okazję, drań
zostawił tu wodę i markera. Jeszcze wróci, wspominał coś o Siekierezadzie,
Porady dla pijących piwo bez odrywania szyjki od ust.
Wspomnienie o tragiźmie sytuacyjnym podmiotu lirycznego.
Popis słowotwórstwa i znajomości składni fleksyjnych.
Zwykle przy takich okazjach Donald wspomina Caleba, ale chyba nikt nie ma mu tego za złe. Motyw Majstra Biedy powraca w piosenkach i licznych
podaniach nie tylko ludowych. Zresztą najbardziej frapująca jest sprawa jamniczka - jak on działa, czy może być w paski, czy może przypomina
ogrodowego krasnala? Oksana jest za uwolnieniem krasnali ogrodowych, bo z nauką wiąże swoją przyszłośc. Kolejny haust wódki, czysta Soplica.
Olek Grotowski jest w porządku, ale nie wie jak wszystko zlikwidować. Nagle atakuje nas Donaldowa wizja: gdyby Kononowicz został prezydentem
Piły, byłyby znaczne szanse, że z miasta nie zostanie kamień na kamieniu. Nic nie będzie. Nie legalizować niczego, zdelegalizować wszystko!
Sratatatatatatatata tatatata tatatata tatatata, pomniki spadają z cokołów, Papieże otrzepują się z kurzu. Przechodniu, powiedz Pile, żeśmy tu
oślepli widząc jej brzydotę. Łódź nie lepsza,
W takich ciasnych klitkach też można się czuć dobrze. Kiedy nie brakuje alkoholu, Leningradu i zagrychy, jest źle. Siedzimy i martwimy się o
to, że kiedyś zapasy się skończą, a życie zastanie nas w drzwiach i wygoni nas w poszukiwaniu sklepu nocnego. Kiedy nie ma co pić, jest
dobrze. Wiemy, że wszystko już skończone, można się więc dołować zaistniałą sytuacją. Można udawać, że wybiera się powoooli powoooli
baaaardzo powoooli po zapaaaaasy. Nie kończy się tylko muzyka,
Wybiórcze patrzenie na miasto przydaje się szczególnie w przypadku Łodzi, wierzba płacząca na chodniku obok obskurnego, betonowego
przedszkola - ale to jednak ta wierzba ma w sobie coś urzekającego. Zawijasy na latarniach na Piotrkowskiej, wieżyczka kościoła wzbijająca
się odrobinę ponad poziom dachu nowej siedziby Philpisa. Niestety, Tokio to nie jest,
Nieśmiałe plany snują się po liniach trakcyjnych tramwaju numer czternaście. Hamburger po łódzku, to Cię zadowala, nie? Kupa surówek, wielki
kotlet, który zdąży wystygnąć, zanim człowiek przekopie się przez stertę tych warzyw. Wpadamy na opłacalny interes - gdyby kupić hurtem
kilkaset plastikowych, dużych widelców w Selgrosie, możnaby je sprzedawać tuż obok tej budki i opatulić się napisem "Chcesz zjeść szybciej? -
tylko 50 gr". Owszem, domyslne widelczyki, a raczej widelczątka również nadają się do jedzenia, ale... hm... widelczyki, no właśnie. Wtedy,
To straszna głupota pisać o imprezach. To chyba jedyny powód, dla którego to w ogóle robię. Przeraża mnie myśl, że mógłbym stracić mój
dziewiczy, niepokalany idiotyzm. Skoro Galeria Łódzka jest gorszą imitacją Galerii Dominikańskiej, albo innej Mokotowskiej, to znaczy, że w
Pile nie ma centrów handlowych. Wystarczy zrobić przekrojowy przegląd piosenek Ironów i odśpiewać po połowie Dark Side Of The Moon i The
Wall Floydów, wtedy wiadomo wszystko o wszystkim, wszechświat jest tak poukładany, tak perfekcyjny, tak doskonały, że AŻ SIĘ RZYGAĆ CHCE!
Przerażająca dorosłości, trzeba kiedyś stanąć z Tobą twarzą w twarz,
Tak perfekcyjny, tak doskonały, tak perfekcyjny, tak doskonały... Jaki jest sens czegokolwiek, gdy cokolwiek zostaje poddane w uzasadnioną
wątpliwość? Sensem jest wątpić,
Dom to dół, mentalny marazm, moralne bagno, nicnieróbstwo, a fajnie jest w trasie. I tyle.
© Obywatel(obywatelsix@go2.pl) + Donald