Memento Mori, Carpe Diem!

 

„Przerażeni turyści uciekają w pośpiechu.

Jakiś kamień z barbakanu stoczył się po piachu.

Na kogo, na kogo, na mnie czy też na ciebie?

Na kogo?”

Happysad „Krakofsky”

 

    Sam nie wiem czy to pewnego rodzaju zboczenie, bądź inny masochizm, ale są chwile, kiedy sprawia mi przyjemność wyobrażanie sobie momentu własnej śmierci. Wtedy kłade się na moim starym łóżku i oddaje się cały wyobrażaniu tego momentu. Czy umrę w podeszłym wieku otoczony gromadą dzieci i wnuków, czy może zgine na skutek jakiegoś wypadku, czy też może ktoś mnie z zimną krwią zamorduje. Nie mówię, że to, iż na pewno umrę napawa mnie radością. Rzekłbym raczej, że jest zupełnie odwrotnie. Ja się zwyczajnie boje śmierci. Chociaż nie, boje się to zdecydowanie złe słowo. Ja po prostu chcę jak najdłużej żyć, za bardzo kocham ten zasrany świat, żeby się z nim rozstawać. A jednak czasami lubię wyobrazić sobie jak będzie wyglądało moje zejście. Paradoks ot, co!

   Dobrze mieć poczucie własnej śmiertelności. W przeciwieństwie do osób, które wierzą, że ich starzenie się nie i śmiertelność nie dotyczy, ja doskonale wiem na czym stoje i zdaje sobie sprawę z tego czym jestem. Kupą białka z duszą w środku. Wiem, że jeżeli wezmę leżący obok mnie scyzoryk i wbije sobie prosto w odrapaną gardziel, padne w kałuży krwi na miejscu. Na dodatek wiem, że w każdej chwili mogę sam sobie odebrać życie. Mogą to także zrobić wszyscy inni. Że co, że to pesymistyczne? Wcale nie, to czysty realizm.

   Ktoś zapewne bardzo mądry powiedział kiedyś, że człowiek powinien przeżywać każdy dzień swojego życia, jak ten ostatni. Próbowałem, nie udało się. W przeciwieństwie do tych, którzy nie zobaczą jutrzejszego dnia (czego im bynajmniej nie zazdroszczę) ja będę przeżywał wszystkie konsekwencje swoich czynów. Gdyby dzisiaj był ostatni dzień mojego życia, to przywalił bym w mordę znienawidzonemu nauczycielowi, ze skłonnościami do sadyzmu. Jednak tego nie zrobię, bo wtedy wyrzucili by mnie ze szkoły na zbity pysk. Chciałbym umieć mieć w dupie to co będzie później, naprawdę. Chciałbym potrafić "Carpe Diem" i do przodu, robić to co w danym momencie wydaje się najlepszym pomysłem. Ja niestety tak nie potrafie. Należe do tej grupy ludzi, która zastanawia się dwa razy zanim coś zrobi. Analizuje wszystkie plusy i minusy decyzji. Potrafie mimo wszystko być spontaniczny, ale nie często i nie bardzo. Może to instykt samozachowawczy...

   Memento mori, pamiętaj o śmierci. O śmierci pamiętam cały czas, kiedy pije herbatę, słucham muzyki, idę przez miasto, bądź po prostu odpoczywam na fotelu. Zresztą jak tu o niej nie pamiętać, skoro ona sama cały czas przypomina mi o swojej obecności. Przypominam sobie o niej zawsze, kiedy widzę jakiś grób, kiedy mijam ulicą starszego, schorowanego staruszka. Kostucha uśmiecha się do nas z reklam, filmów, płyt, książek itp. Nawet gdybyśmy próbowali choć na chwilę przestać o niej myśleć to byłoby to dużo trudniejsze niż ciągłe o niej pamiętanie.

   Więc o śmierci pamiętam. Jednak mimo tego nie robię niczego, żeby ją oddalić, bądź się do niej jakoś duchowo przygotować. Nie pijam ziółek, nie łykam przed snem trzynastu najróżniejszych rodzajów tabletek i nie odżywiam się z pomocą diet. Nie wynająłem sobie nawet grobu na cmentarzu. Może i jestem młody, ale teraz taki ruch, że może nie być dla mnie miejsca później. Ale za to do kościoła chodzę. Modle się, nie wyklepuje Zdrowaśków, ani innych Ojcównasz, ale modle się po swojemu, własnymi słowami. Bo wierze. Jednak mimo tego, mimo codziennych modlitw nigdy nie modliłem się odnośnie śmierci. Sam nie wiem dlaczego. Mam wrażenie, że po prostu nie chciałem w nią uwierzyć. Dziwne nie, przecież powinienem się chyba cieszyć? W końcu jest prawdopodobieństwo, że trafie do domu Boga...

   Pamiętam o śmierci, chwytam dzień. Codziennie, niezmiennie staram się żyć po swojemu tak jak moim zdaniem się powinno. Wiem, że kiedyś umrę, jednak staram się chwytać każdy, nawet najparszywszy dzień. Nie mówię, że mi się to zawsze udaje, ale w końcu jestem tylko człowiekiem. A patrząc w przyszłość myślę optymistycznie. Wszak jak to powiedział Pewien Gość "Wiem, że istnieje życie przed śmiercią". Nawet jeżeli kiedyś będę tylko kupą zgniłego mięsa, mam zamiar żyć dobrze. Pamiętajcie: Memento Mori, Carpe Diem!

Solar

solar53@wp.pl