|
Być jak płynąca rzeka
Niniejszy tekst powstaje pod wpływem lektury, którą za jakąś godzinę skończę konsumować [tytuł zwarty w tytule], a także na podstawie własnych przeżyć z ostatniego czasu i obserwacji zachowań otaczających ludzi. :] Na początku chcę zaznaczyć, że jestem pod naprawdę przeogromnym wrażeniem. Zmieniło się bardzo wiele w moim życiu, w tym przełomowym [może to i banał] okresie życia, jakim jest przerwa pomiędzy liceum a studiami. Poznałam wielu ludzi, mam przeżycia związane z pierwszą pracą, kształtował się pod wpływem tego wszystkiego mój światopogląd [choć ten akurat kształtuje się przez całe życie, w tym okresie, zdaje mi się, że jednak najmocniej], pochłonęłam parę wcześniej nie czytanych książek, nie słuchanych muzyk, nie oglądanych filmów, zbliżyłam się bardzo silnie z Moimi Najważniejszymi Przyjaciółmi, zaczęłam jakoś tak po prostu inaczej podchodzić do świata, ludzi i tego, co mi się przytrafia. Zmiana ma pozytywny wymiar. Ludzie mnie otaczający ją zauważyli, a to oznacza, że jest to zmiana faktyczna, a nie tylko odczuwalna przeze mnie. Śmieję się do świata wokół mnie, raduję życiem, drobnostkami i wielkimi sprawami, uśmiecham do ludzi, do kropel spadających z drzew, do słońca, do wiatru, do chmur, do dnia, do nocy… po prostu stałam się niepoprawną wręcz optymistką i Ahhh! Jest mi z tym tak dobrze… być może to zmienia się coś dookoła we wszechświecie w czasoprzestrzeni gdziekolwiek, ale Pewna Bliska Mi Osoba również zaczęła inaczej patrzeć na świat, porzuciła wrodzony pesymizm i równie mocno jak ja cieszy się z wszystkiego. Albo może inaczej: wrodzony optymizm wziął nad nami górę, wyparł pesymizm, i teraz w końcu świat ma piękne barwy, tyle odcieni szarości ma listopad, tak pięknie już od 16 godziny błyszczą się latarnie na dworze! :] Być może to „wina” studiów. Chociaż nie uczęszczam na jakąś wyśmienitą i elitarną uczelnię naszego Kraju, to jednak dowiaduję się tu wielu ciekawych rzeczy, poznaję ciekawych ludzi, ciekawe opinie, ciekawe poglądy, artykuły, książki… wszystkim się zachwycam i jest to zachwyt co najmniej małego dziecka poznającego świat, jeśli nie aż przybysza z innej planety. Zachwyty tym razem w mojej głowie i duszy mają jasne, świetliste, dobre barwy i dźwięki, na kogokolwiek bym nie trafiła, cokolwiek by mnie nie spotkało, potrafi wywołać pozytywne odczucia i reakcje. Nie potrafię ani ja, ani nikt z obecnych przy mnie od co najmniej trzech lat ludzi, wyjaśnić tego, co się dzieje. I zauważyłam również, że jeśliby się tak poważniej i głębiej przyjrzeć temu wszystkiemu, całemu światu, każdej drobince z osobna, to naprawdę nie jest tak źle, tak bezbarwnie, szaro, mgliście, negatywnie, wrogo i obco w tym wszystkim, jak zdawali się przekonywać, przynajmniej mnie, wszyscy dorośli ludzie, wszyscy pełnoprawni obywatele, wszyscy ci, którzy uważają, że mają większe doświadczenie życiowe. Może być naprawdę dobrze i pięknie, nic nie jest w stanie zakłócić harmonii i spokoju wewnątrz mnie, wytrącić mnie z tej równowagi już od tak dawna przeze mnie upragnionej. Ani brak pieniędzy, ani korki o wpół do ósmej rano, kiedy to na uczelnię mały tłumek środkami komunikacji miejskiej podąża, ani ceny piwa i papierosów w barach, ani dziwni ludzie kandydujący na jakże szanowne stanowiska Kraju. Po prostu jest i będzie dobrze, bez względu na to, jak było niegdyś [bywało, owszem, pozytywnie, ale były to chwile nieliczne]. Chciałabym więc, za Paulem Coelho i Beatą Pawlikowską powtórzyć: cieszcie się z tego, co macie, bo nawet, jeśli się Wam wydaje, że to mało, to jesteście w błędzie. Jeśli czytacie ten tekst, to już jest kilka powodów do radości: oznacza to, ze macie dostęp do Internetu, a to wbrew pozorom nie jest złe, macie oczy –wzrok, możecie i umiecie czytać, prawdopodobnie rozumiecie moje przesłania, co świadczy o jakiejkolwiek inteligencji Waszej, przeżywacie właśnie kolejne chwile własnego istnienia, jeśli ten tekst wyczytujecie w AM, to znaczy, że macie jakieś zainteresowania, czyli wcale nie jesteście przeciętnymi, bezbarwnymi istotami krążącymi na naszej planecie… i tak dalej… naprawdę, jest tak wiele pozytywów „zwykłego” życia, że aż nie wiem, za których wypisanie się zabrać, więc pozostanę przy tych, które mi jako pierwsze przyszły do głowy i pod palce, a całą resztę pozostawiam jako pracę domową dla tych, którym powodów do życia jest mało. Ale ja myślę osobiście, że każdy, choćby najmniejszy powód jest życia wart. Zachwyt mój nad życiem, który trwa niedługo, ale za to nieprzerwanie, jest tak wyraźny, że nie potrafię nawet sensownie o nim napisać. Krótko i zwięźle rzekłabym: cieszcie się chwilą, bo naprawdę warto! :) Na koniec parę dobrych rad cioci Ewy, która na własnej skórze się przekonała, jak wspaniałe jest życie: słuchajcie dobrej muzyki [proste, o tym wie każdy, ale to tak, żeby nie było wątpliwości], przeczytajcie „Być jak płynąca rzeka” Paulo Coelho i „W dżungli życia” Beaty Pawlikowskiej, zauważajcie małe drobnostki, nie spieszcie się, nie przegapiajcie biedronek na parapetach waszych okien, księżyca na niebie, kolejnego poranka, który dane wam było przywitać, dziękujcie za każdy posiłek, uśmiech, gest… naprawdę pięknie jest dobrze żyć, a jak się żyje dobrze chyba wie każdy :] po prostu w zgodzie z sobą samym :] powodzenia!! :) DziewczynkaZPuszczy efu7ster@gmail.com 4798514 |