O kichaniu słów kilka.



Denerwują mnie moi rodzice. Nieważne dlaczego, ważne, że mnie wkurzają niezmiernie często. W podły nastrój wprawiają mnie ludzie obłudni, zakłamani, dla których największą wartością są oni sami. Irytuje mnie niemal wszystko, co z mymi idealistycznymi wartościami zgodne nie jest. Ciężko jest być idealistą, ale kimś być trzeba.
Lecz te kilka zdań nie ma traktować ani o idealizmie, ani o obłudzie czy hipokryzji, nie mam również w nim zamiaru użalać się nad sobą.
Czasami jednak ludzie mnie otaczający mimowolnie doprowadzają mój stan świadomości do skrajnej frustracji, która gdzieś się musi podziać, bo nie mam zamiaru dusić jej w sobie. Co robię?
A PSIK!
Wykichuję ją. Nie tłuczę talerzy, szyb, nie wyżywam się kopiąc piłkę czy trenując zapasy, jak to kiedyś miałem w zwyczaju, ani też nie palę papierosów, bo się nimi brzydzę, również nie mogę zbyt często się upijać, bo skutki tego mogłyby być zgubne.
Kicham raz po raz. Wraz z tym, co z prędkością 60 km/h wylatuje ze mnie podczas kichnięcia, znika też me poczucie beznadziejności świata, na którym przyszło mi żyć. Ot tak.
A PSIK!
I już uśmiechnięty kroczę w kolejne minuty i godziny mego żywota.
Oczywiście, kichanie, gdy się nie jest przeziębionym, czymś trzeba spowodować. Najlepszym do tego środkiem jest szczypta tabaki.
Sypię, wciągam do nosa, kicham kilka razy, i od razu lepiej. (krótka analiza, mam nadzieję, przyszłego ekonomisty: pudełko tabaki kosztuje kilka złotych, przy umiarkowanym dawkowaniu starcza na co najmniej miesiąc, toteż jest to, mym zdaniem, inwestycja opłacalna).
Oczywiście tabaka to tytoń, a jak wszem i wobec wiadomo, tytoń zdrowiu szkodzi. Lecz życie ma to do siebie, iż czasem zmusza do wyboru mniejszego zła, a czy tłumienie w sobie złości i strzępienie nerwów bardziej nie skraca naszej egzystencji niż szczypta wciągniętej tabaki?
Szczerze mówiąc, ja się nad tym nie zastanawiam.
A PSIK!
I żyję dalej.

I nieważne, że świat, na którym przyszło Ci żyć, lepszym wydawał się być, nieważne... (Happysad "Marihuana")


Nitramay



22.11.2006