Najbardziej chciany bandyta w Polsce
Wielkie, czarne BMW spokojnie przemierzało drogę prowadzącą do Konstancina, zaś za kierownicą siedział nie kto inny, tylko Marian Bączek, jeden z najważniejszych polskich gangsterów, członek mafii paliwowej, bogacz oraz filantrop. Jego auto jechało z prędkością dwa razy większą niż dopuszczalna, jednak nie przejmował się tym zbytnio. Nawet jeżel spotkałby jakiegoś gliniarza włożyłby mu do kieszeni kilka tysięcy euro i odjechał dalej. Poza tym był za dobrym kierowcą żeby rozbić swoje auto o jakiegoś przechodnia bądź innego urzytkownika drogi. Na horyzoncie pojawił się cel jego podróży luksusowa willa z 18 pokojami, 5 łazienkami, dwoma basenami, ogromnym garażem oraz dużą częścią jego dobytku, składowaną w piwnicy z powodów oczywistych. Bączek kochał to miejsce, chyba najbardziej ze wszystkich jego domów, stąd najczęściej kierował całym swoim interesem i tutaj mógł prawdziwie odpocząć. BMW powoli wjechało za automatyczną bramę i zatrzymało się koło basenu. Marian wysiadł z auta, przygładził marynarkę i wszedł do domu. Tam wyjął telefon i zadzwonił po kilka "dziewczyn do towarzystwa" oraz nalał sobie najlepszej whisky.. Dziewczyny przyjadą za jakieś pół godziny, więc Marian miał czas, by usiąść w salonie przed telewizorem i odpocząć. Powąchał swój trunek, zapach alkoholu zawsze działał na niego kojąco, w dodatku, że trzymał w ręku jeden z najlepszych trunków świata. Gangster zasiadł na skórzanej kanapie i włączył telewizor. Na ekranie pojawiło się kilku czarnych osobników w zbyt luźnych ubraniach, rapujących o swoim życiu. Marian zamknął oczy i powoli odpływał w półsen...
- Widzę, że nadal cieszą cię te twoje prymitywne, hedonistyczne rozrywki, którym potrafisz się poświęcić bez reszty- usłyszał po chwili. Jednak wbrew zdrowemu rozsądkowi nie sięgnął po pistolet, żeby bronić się przed źródłem tych słów, ani nie wezwał ochroniarzy. Coś takiego już mu się zdarzało, więc zamiast panikować, otworzył powoli oczy i zobaczył dokładnie to, czego oczekiwał. Na fotelu siedział ubrany w biały garnitur mężczyzna. Długie czarne włosy opadały mu do ramion, nad głową unosiła się święcąca aureola, zaś twarz wyrażała lekkie zdenerwowanie. Przed Marianem Bączkiem siedział jego anioł stróż.- Czy ty naprawdę nie rozumiesz, że to, co robisz jest potwornie głupie i zaszkodzi ci w przyszłości?! Dokładnie rok temu tłumaczyłem ci, że jesteś na najlepszej drodze do spędzenia wieczności w czeluściach piekielnych, a ja jako twój Anioł Stróż mam obowiązek chronić cię przed tym. Myślałem, że wziąłeś sobie moje ostrzeżenie do serca, jednak ty nic sobie z tego nie robisz- w tym momencie anioł wyciągnął z zewnętrznej kieszeni marynarki notes i otworzył go na pierwszej stronie- według moich obliczeń w ciągu tego roku dokonałeś 70 zabójstw, 145 wymuszeń, 120 kradzieży, 80 razy cudzołożyłeś, siedemnaście razy wręczałeś łapówkę i dokonałeś jeszcze masy złych czynów o których aż wstyd mi wspominać! Co masz na ten temat do powiedzenia?!- Stróż gangstera zatrzasnął zeszyt i patrzył na jego twarz, próbując dostrzec na twarzy bandyty chociaż cień skruchy, bądź zażenowania. Niczego takiego jednak nie dostrzegł. Marian spokojnie dolał sobie whisky, zapalił cygaro i spojrzał na Anioła uśmiechnięty.
- Widzisz mój drogi, nie do końca wiem o co ci chodzi i dlaczego jesteś taki wzburzony. Moim skromnym zdaniem wcale nie robię nic takiego złego, by osiąść na wieczność obok takich osób, jak Stalin, czy Hitler i dać rozrywkę jakiemuś diabłu, który z braku lepszego zajęcia przypalały mi stopy. Owszem, nie jestem może świętoszkiem i zrobiłem w swoim życiu kilka złych rzeczy, ale na pewno nie jestem aż taki zły i okropny jak twierdzisz.- oświadczył, po czym łyknął odrobinę trunku. Ależ co ty wygadujesz, doprawdy!- oburzył się Anioł- Czy niedokładnie wysłuchałeś tego co ci przeczytałem? A i to nie jest wszystko, dochodzą jeszcze takie sprawy, jak porwania...- zaczął, ale Bączek przerwał mu szybkim ruchem dłoni. - Więc przyjmij do rozumu mój drogi Aniele, że twoje wszystkie wyliczenia można sobie delikatnie mówiąc o dupę potłuc. W czasie ostatniego roku dałem tylko jedną łapówkę, dokonałem dwóch wymuszeń i nikogo nie zabiłem, jedynie rozwaliłem kolano jednej prostytuce, ale to była jej wina- roześmiał się- co do cudzołożenia to muszę ci przyznać rację, chociaż nie do końca, bo przecież nie mam łoża, ale w innych sprawach mylisz się diametralnie. -Nie kłam tak bezczelnie- powiedział z irytacją Stróż- przecież moje wyliczenia są bardzo dokładne i nie może być mowy o żadnej pomyłce. - Może i twoje wyliczenia są dokładne, lecz są również błędne. Otóż to nie ja dokonałem tych wszystkich złych uczynków, lecz ludzie, których zatrudniam- machnął ręką, gdyż widział, że Anioł ma zamiar mu przerwać- otóż widzisz, wiele się nauczyłem od czasu naszego pierwszego spotkania. Ja nie każę moim ludziom zrobić tego i tego. Ja daję moim ludziom wybór, napominam o tym ukradkiem i tak dalej. Mają wybór, mogą grzechu uniknąć, mogą być ludźmi przykładnymi. To nie moja wina, że zwykle robią coś zgoła odmiennego. - Przecież oni wiedzą, że jeżeli ośmielą się nie zrobić tego, czego od nich oczekujesz, to zginą!- krzyknął Anioł podrywając się z fotela- jesteś dla nich źródłem grzechu! - Aniele mój uspokój się i daj mi spokojnie dokończyć!- Stróż usiadł na fotelu, widać było, że nie w smak była mu ta rozmowa.- Po pierwsze nigdy żadnemu z moich podwładnych nie zagroziłem zabójstwem bądź jakąkolwiek inną torturą, jeżeli nie zrobi tego, co bym chciał. Jeżeli tak dobrze znasz moje życie, to powinieneś to wiedzieć. Po drugie, wcale nie jestem dla nich "źródłem grzechu", jak to pięknie, poetycko ująłeś. Oni zatrudniają się u mnie dobrowolnie, jako ludzie na posyłki. Oni poznają tylko moje pragnienia i chęci, nie zawsze dobre. To ich osobista decyzja, że starają się je spełnić. Ja tego nie robię, per saldo: nie jestem grzesznikiem. A samych pragnień nie jestem w stanie zahamować, ponieważ jestem jedynie istotą ludzką, a to, że oni popełniają dany grzech ze względu na mnie, jest ich własną decyzją i ja jestem w tym momencie czysty.- Marian zakończył swój monolog z uśmiechem.
Anioł sam do końca nie wiedział co zrobić, czuł, że traci panowanie nad tym co się dzieje. Wiedział przecież, że człowiek, którego oddano mu pod opiekę to oprych w najgorszym wydaniu, sprytny, inteligentny i nie posiadających żadnych zahamowań moralnych, prawdopodobnie najgorszy bandyta w tym kraju, a już z pewnością najbardziej poszukiwany. Mimo to czuł, że polemika Bączka zawiera w sobie pewnego rodzaju logikę, jakiś specyficzny, niebezpieczny rodzaj prawdy z którą nie potrafi sobie poradzić, bo zawiera ona w sobie sporo racji. Przetarł twarz rękoma i postanowił nie dać się zwykłemu bandycie. - No dobrze, skoro uważasz się za czystego w tamtych sprawach, nie ma sensu do nich wracać, bo niestety kogoś takiego jak ty do skruchy się nie zmusi- przewertował swój notatnik- ale jeżeli chcesz wziąć po uwagę tylko i wyłącznie czyny, które popełniłeś osobiście, to i tak jesteś okropnym grzesznikiem- skrzywił się z niesmakiem, zauważająć, że na twarzy jego podopiecznego widnieje wciąż lekki uśmieszek i brakuje jakiejkolwiek skruchy- gwałt, pobicia, wymuszenia...- zaczął, lecz Marian znowu mu przerwał. Bandyta wstał powoli, wziął do ręki szklankę z alkoholem i spojrzał mu prosto w oczy.
- Zapewne jako Anioł Stróż bardzo dobrze znasz nasze społeczeństwo i religię. Mniemam również, że przy okazji obserwowania mnie porównywałeś mnie z wieloma osobami, które widać za oknem, gdy spieszą się do pracy czy do szkoły. I mimo tego wszystkiego nadal uważasz mnie za plugawego grzesznika, prawą rękę Antychrysta? Drogi Aniołku, to znaczy, że albo mnie nie znasz, albo nie znasz reszty ludzi- roześmiał się- Gdyby tak nie było, przyznałbyś mi rację, że jestem jednym z najpobożniejszych ludzi, jakich można tu spotkać. Wejrzyj w mój umysł jeżeli chcesz, proszę bardzo, nie mam nic do ukrycia. Moja jaźń jest czysta jak łza. Jako jeden z niewielu prawdziwie wierzę w Boga i chodzę do Kościoła. Staram się nie krzywdzić bliźnich bez potrzeby. A teraz spójrz na ludzi żyjących obok nas. Jak było powiedziane w Biblii, człowiek grzeszy myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Spójrz więc wgłąb umysłów większości ludzi. Zauważysz wtedy, że w niektórych z nich dzieją się rzeczy tak obrzydliwe, że ja "ohydny grzesznik" jak to sam ująłeś przed chwilą, otrząsam się obrzydzeniem. Ludzie, którzy wyglądają na normalnych, mają ochotę zabić kogoś dla przyjemności, zgwałcić piękną dziewczynę, która przeszła obok nich, rozstrzelać swoją matkę dla czystej przyjemności, bądź zrobić coś podobnego. I to nie dlatego, że nie ma innej możliwości, oni po prostu chcą tego zasmakować. Jak wiesz, studiowałem kiedyś psychologię, dzięki temu znam ludzi. Wiem, jak okrutne potrafią być dzieci w przedszkolu, jak niektórzy uwielbiają w szkole dręczyć jakiegoś bogu ducha winnego ucznia, ponieważ myśli inaczej niż oni. Zresztą, żeby to zrozumieć nie trzeba studiować, wystarczy się rozejrzeć! Patrz na dewotów, którzy uważają się za dobrych, a żydom plują w twarz i obrażają ich na każdym kroku i czują się z tego dumni, bądź na dresów, którzy biją dla poczucia władzy, które daje im więcej niż kasa czy komórka, którą zabiorą. Spójrz w oczy prawdzie aniołku, to nie ja jestem zły, ale reszta ludzi. Ja nie grzeszę dla przyjemności, zabijam ludzi bądź ich okradam tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne i nigdy nie robię tego z przyjemnością. Nie czerpię przyjemności z krzywdzenia kogoś, nie mam ochoty nikogo zniewalać ani nic z tych rzeczy. Chodzę do kościoła i modlę się szczerze, chyba najszczerzej ze wszystkich, bo nie wałkuję monotonnym głosem zdrowasiek. Więc mi nie wmawiaj, że jestem taki beznadziejny, bo w porównaniu do innych nic tak złego nie zrobiłem.
- Ale ludzie o których mówisz, tylko o tym myślą, a ty naprawdę zabijałeś!- wrzasnął Anioł z desperacją - to o czym mówisz to tylko pokusy i potszepty Szatana...- krzyczał rozpaczliwie, lecz bandyta potrafił mu przerwać- Ach, tak więc wyobrażenia kogośtam, o tym, jak zdziera stanik z koleżanki z pracy to nie jego wina?- zapytał drwiąco Marian- Bardzo łatwe wytłumaczenie "To nie ja, to Szatan wysoki sądzie". Prawdopodbnie takim samym wytłumaczeniem będą chcieli wykręcić się moi pracownicy, Zrozum, że Bóg dał nam wolną wolę i nasze myśli i chęci zależą tylko od nas, także to, czy wykonujemy czyjeś polecenia, czy nie. Życie to sztuka wyborów, którą nie każdy opanował. Chcesz wiedzieć, dlaczego ci ludzie o których, mówię, nie zrobili tego co tak często czynią w myślach? Nie dlatego, że tak mocno wierzą w Boga i Sąd Ostateczny. Oni nie chcą konsekwencji, chcą żyć sobie dobrze i w godnych warunkach materialnych, a swoje zło trzymać głęboko w sobie i rozkoszować się nim. Musisz to przyjąć do zrozumienia, że ten świat to syf, gdzie zła jest dużo, dużo więcej niż dobra, a ludzie tacy jak ja, normalni i tylko czasami popełniający grzechy nie z powodu przyjemności, są uważani za bandytów i poszukiwani. Taka jest prawda, jeżeli ja jestem na dnie moralnym, to większość ludzkości jest o wiele głębiej.
W pokoju zapanowała nieprzyjemna cisza. Anioł siedział w kącie i wpatrywał się ślepo w przestrzeń. Słowa Mariana Bączka odbijały się w jego głowie, niczym jakieś upiorne echo. Nie wiedział co zrobić, co odpowiedzieć. Sylwetka Stróża powoli się rozmywała, aż w końcu zniknęła zupełnie, pozostawiając mężczyznę samego. Marian uśmiechnął się i dopił Whisky, po czym udał się do ogrodu, gdzie powinny już czekać na niego dziewczyny...
Solar
Ten tekst nie jest w żaden sposób powiązany z moimi poglądami. Jako tekściarz postanowiłem zabawić się w adwokata diabła, wkładając w mojego bohatera słowa, którymi mógłby się tego typu osobnik bronić w takiej sytuacji, przy czym wykorzystałem tutaj pewne obserwacje z życia codziennego.