Godzina raz, godzina wiele.
Opowiem wam dzisiaj pewną historię. Kilka dni temu spotkałem w autobusie starą przyjaciółkę jeszcze z dawnej szkoły. Ot, zwyły przypadek, ja jechałem autobusem dalej, ona raptem dwa przystanki, ale wywiązała się rozmowa. Krótka, rozmowa o niczym, zawsze jednak rozmowa. Najbardziej wstrząsneło mną to, że gdybym zobaczył ją na ulicy, to bym jej w życiu nie poznał. Inne włosy, okulary, aparat, figura, po prostu inna osoba, oczywiście poza oczami. Bo, dziwna sprawa, oczy u ludzi praktycznie nigdy się nie zmieniają. I gdy tak patrzyłem na nią wysiadającą z autobusu, dziewczynę którą znam siedem lat, nie mogąc w niej rozpoznać osoby, którą znam. A przecież dwa lata to wcale nie jest taki znowu szmat czasu, a wystarczył, żebym nie mógł poznać osoby w jakiś sposób mi bliski. A co będzie za lat pięć, bądź dziesięć?
Owszem, może i przesadzam, ale ta sytuacja wywarła na mnie duże wrażenie. Czas leci niby powoli, godzina po godzinie, minuta po minucie, aż w którymś momencie spostrzegamy, że minęło już tyle czasu i zaszło tyle zmian. Rok w tą, rok w tamtą i czas leci. Ot, najzwyklejszy proces przemijania. Jest to jedna z tych rzeczy, których czasami nie cierpię z całego serca. Są momenty, kiedy naprawdę chciałym się tym całym przemijaniem nie przejmować, mieć je głęboko w dupie i nie zwracać na nie uwagi. Ale ja tak nie potrafię, bo przecież jest tyle rzeczy i tylu ludzi, których naprawdę lubię, a którzy prawdopodbnie w końcu odejdą z mojego życia i zostaną tylko wspomnieniami... Ciepłymi, miłymi, dającymi radość i ciepło w sercu, ale jednak tylko wspomnieniami. Czasami zazdroszcze tym wszystkim trendy/nowoczesnym/energicznym przedstawicielom młodzieży, których stare znajomości nie obchodzą, którzy potrafią podzielić swoją przeszłość na etapy, a następnie definitywnie się od nich odciąć. Odciąć się od dawnych przyjaciół z którymi się kiedyś piło, rozmawiało i śpiewało, odciąć się od starych zadurzeń, odciąć się od dosłownie wszystkiego co było. Bo przecież nie liczy się przeszłość, tylko przyszłość. Najważniejsza jest kariera, zarabianie pieniędzy, a rozpamiętywanie tego co było nic nam nie da. Naprawdę tylko pogratulować takiego sposobu myślenia. "Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy" śpiewał Marek Grechuta. Otóż myli się pan, Panie Marku, przeszłość jest bardzo ważna i powinna w nas być zawsze i na zawsze. W końcu to co było, nas w pewien sposób ukształtowało. Ludzie, których poznaliśmy, słowa które usłyszeliśmy, miejsca w jakich byliśmy, to wszystko jest naprawdę cholernie ważne. Wszystkie nasze błędy też powinniśmy pamiętać i uczyć się z nich. Oczywiście pamiętać to nie znaczy rozpamiętywać i użalać się nad sobą, bo też do niczego nie prowadzi. Ale zwyczajnie, pamiętać.
Niestety samo pamiętanie nic nie zmieni. Przemijanie trwa dalej, choćbym krzyczał i groził, wrzeszczał i kopał. I dlatego jestem smutny. Czuje się bezsilny, wiem, że nie mogę temu zapobiec, a tyle rzeczy chciałbym zostawić przy sobie. Człowiek zwykle nie zwraca uwagi, ile wokół niego jest spraw, które dają mu choć trochę szczęścia i do których się przyzwyczaił. I nie chodzi mi tu wcale o coś wielkiego, ale o błahostki: miły uśmiech bibliotekarki, która już cię poznaje jako stałego czytelnika, droga którą przebywamy codziennie, rozmowy ze znajomymi o niczym, czy radosna mina przyjaciółki na twój widok. Niby pierdółki, których zwyczajnie człowiek nie zauważa, ale czuje, że będzie ich szkoda, kiedy ich w końcu zabraknie. A, że zabraknie, niestety jestem pewien. Większość z was może pomyśleć, że jestem głupim sentymentalistą. Może trochę, ale mnie to jednak nie przeszkadza.
Od zawsze nie lubiłem pośpiechu. Staram się nigdy nie spieszyć, jeżeli nie muszę. A jeżeli już wynika taka konieczność, nie daje mi ona wcale radości, raczej obrzydza życie. Pospiech jest czymś sztucznym i nienaturalnym, gdyż Bóg stworzył tylko czas, pospiech dorobiliśmy my, ludzie. Jestem pewien, że to jeden z najgłupszych wynalazków ludzkości. Mam jednak wrażenie, że niektórym ludziom się to podoba, nie próbują nawet zmienić tego, że żyją w ciągłym pospiechu. Ich życie jest bardzo szybkie i ciekawe. Jeżeli ja miałbym żyć w taki sposób, to wolę moją staroświecką nudę. Bo człowiek żyjący w taki sposób jak ja może przyjrzeć się temu wszystkiemu lepiej. Może bardziej wchłonąć to, co jest wokół niego, przeżyć to intensywniej i lepiej. Dla spieszącego się godzina to nic. Dla mnie to bardzo wiele. I wierzcie mi, to choć trochę pomaga mi pogodzić się z tym cholernym przemijaniem.
Dziękuje za uwagę.
Solar
Pozdrawiam Marcina.