Tux i Śniady prezentują:
Od dłuższego czasu dało się słyszeć plotki, jakoby Suche Gnaty miały wrócić. I nie chodziło tu wcale o powrót do na bieżąco aktualizowanej strony
ale i na łamy magazynu Action Mag, z którym to autorzy, nie bójmy się tego słowa, serwisu, są związani od lat, utożsamiają się z nim i nadal mają wkład w wiodącą pozycję tegoż na rynku. Czytając te słowa wiecie już, że ku radości czytelników Suche Gnaty powracają. I to nie byle jak - w najlepszym składzie i w świetnym stylu. Niezależnie od tego, kto jest na gitarze prowadzącej, a kto na rytmicznej, twórcy rubryki po raz kolejny wznoszą się na wyżyny swoich umiejętności. Bo któż inny byłby w stanie w tak piękny sposób pieprzyć o pogodzie za oknem? Kto dokonałby tak gruntownej analizy wpływu muszek owocówek na rynek muzyczny nad Wisłą? Kto tak nieszablonowo zakląłby deszcz? No kto?
Popis szósty
Wszyscy śnięci
Tuxedo: Jesienno-zimowy marazm dotyka nas wszystkich. Dotknął on także dotychczas niestrudzonych twórców Gnatów. I fakt, że stało się to jeszcze wczesnym latem, naprawdę niewiele ma tutaj do rzeczy :) Nie znam osoby, dla której jesień byłaby ulubioną porą roku. Łapiemy wtedy mnóstwo infekcji, nasze babcie stają się niewyraźne, a my żyjemy ze świadomością, że w każdej chwili może spaść śnieg. Śnieżek to jednak zdecydowanie większe zagrożenie, dlatego wart jest osobnego tekstu. A my tymczasem o jesieni. Kasztany lecą z drzew, czasem jakiś spadnie na głowę. Albo, co gorsza, na buta. Idę ja sobie przez park na zajęcia (a pora była bardzo wczesna, bo ledwo dziesiąta minęła), idę, idę, idę… No i dochodzę :) Wcześniej trafiłem czubkiem buta w spadającego właśnie kasztana. Jakież było moje zdziwienie, gdy kasztan ów pomknął niczym futbolówka wystrzelona przez Roberto Carlosa w stronę stojącego kilka metrów dalej drecha… Na szczęście ani ja nie mam wykopu Brazylijczyka, ani kasztan łaciatej nie przypomina. Zatem chwila wstrzymanego oddechu, pojedyncze okrzyki na trybunach i… Jeeeeest! Piłka(kasztan) minęła bramkę(drecha) w bezpiecznej odległości! Publika wiwatuje, zawodnicy nie wymieniają koszulek i telefonów komórkowych z dresami (zazwyczaj są to wymiany dość jednostronne). Raźno pomaszerowałem dalej, dres jak stał tak stał, kasztan zatrzymał się kilka metrów dalej. Cóż, witamy w krainie Wiecznych Zbieraczy Kasztanów – pomyślałem i kopnąłem go jeszcze raz, tym razem świadomie. Może gdyby przez drogę przebiegł mi czarny kot, tym razem kogoś bym jednak trafił. Nic takiego się jednak nie stało (czarny kot owszem, próbował mi przebiec wcześniej drogę, ale byłem szybszy – skoczyłem maksymalnie w prawo i idę o zakład, że wystraszone kocisko bierze teraz za złą monetę sytuacje, w której to człowiek przebiega mu przez drogę :)).
JIVŚ: Jeżeli to, w co wpadliśmy latem to był jesienny marazm, to ciekaw jestem jak nazwać to, z czym zmagamy się teraz. Zgodnie z niepisaną umową między autorami SG to ja powinienem być tym pogodnym, radosnym i wesołym, wpuszczającym do mroków naszej rubryki promyczek światła. Dobrze, że wpuszczono go powyżej. Ja niestety od czasu pewnego, miast towarzyszącego mi powszechnie radosnego odczucia, że każda część mojego ciała łączy się z atomami wszechświata, czuję się jak kawałek drewna. Jak sękaty klocek. Jak Rasiak. Dobija mnie ciemność gdy wychodzę z domu, dobija mnie ciemność gdy wracam do domu. Ostatnio dobił mnie Ben Franklin, zapewniając mi o godzinę dłuższy sen. Dotychczas go za to uwielbiałem, przeszło mi odkąd śpię na materacu z dwoma poprzecznymi wąwozami poliuretanowymi, a dźwięk budzika sprawia, że czuję ból nie tylko mentalny, ale i fizyczny. Jakby jeszcze tego było mało po trzech operacjach na otwartym kompie, kiedy ten w końcu zdecydował się powstać ze złomowanych, szybkość jego chodzenia wskazuje, że jednak mam do czynienia ze złomem. Szło się przyzwyczaić, teraz mi jakoś trudniej z tym żyć.
A teraz morał:
Jeżeli:
1. Nie zdacie jakiegoś egzaminu
2. Nie zdacie z niego poprawki
3. Zaczniecie przy tym drugi kierunek
4. A na poprzednim zdacie warunkowo
będziecie czuć się nienajlepiej. Mniej więcej tak jak ja. Nie polecam.
O wyższości muszek owocówek nad komarami
Tuxedo: Pamiętam pewną radosną piosenkę o owadach, mniej więcej w tym stylu:
„Pierdolone muchy
I komary jak chuj”
W piosence nie było zbyt wielu zwrotek, refren również nie przedstawiał wiele większej treści niż to, co przed chwilą zaprezentowałem. Ot, taka sobie obozowa przyśpiewka jakich wiele. Ani lepsza, ani gorsza od tej śpiewanej przez menela, którego czasem mijam w drodze na wykłady. Menel nuci sobie coś o dziewce, co go nie chciała (ciekawe, czemu) i okrutnym losie. Narzekanie na okrutny los zajmuje z 90% owej śpiewki, chociaż jeśli by wykroić epitety, jakimi ów los jest obdarzany, to niewiele by pewnie zostało. Obie piosenki(?) mocno utkwiły mi w pamięci, zapewne ze względu na swoje niezaprzeczalne walory estetyczne. Któregoś dnia włączyłem sobie jakąś burżujską stację muzyczną i usłyszałem utwory podobnego poziomu. Najpierw nad swoim losem zawodziła Mandaryna, następnie Eksplozję zafundował widzom duet Kalwi & Remi. Przeszło mi przez myśl, że ludzie, którzy płacą za możliwość kontemplacji tych wytworów, muszą być naprawdę nieźle pokręceni (i to mówi gość, który nadal uważa wczesną twórczość grupy Boys za bardzo dobrą). Nie żeby mnie to drażniło, ale jak widzę na ekranie dwóch facetów z zadowolonymi minami obserwującymi roznegliżowane panienki, to mnie krew zalewa. Nie, nie dlatego, że ci mają tak dobrze. Dlatego, że komuś przychodzi do głowy płacić za te wygłupy, rozpustę tą i sam nie wiem, co jeszcze, bo muzyką na pewno bym tego nie nazwał. No tak, tylko co wspólnego mają muszki owocówki do spółki z komarami i przyśpiewki obozowo-menelskie przeciwstawione „nowym trendom” w polskiej muzyce? Cóż, sprawa jest prosta: i muszek, i komarów wprost nie znoszę. Tak samo jak muzyki, którą większość nastolatek uważa za boską i wypaśną.
JIVŚ: Nie jest tak, źle, dopóki nagrodę MTV Best Polish Act dostaje Polak. Gorzej, że dostaje ją Blog 27. Jeszcze gorzej, że zasłużenie, bo to jedyny hmmmm... "zespół" rodem znad Wisły, o który słyszeli za granicą. Poza panami Kalwim i Remim naturalnie, ale niestety nie załapali się czasowo, więc mimo iż ich eksplozja na trzy dźwięki syntezatora i powtarzaną w kółko frazę tytułową robi furorę tu i ówdzie, na nagrodę w tej kategorii liczyć nie mogli. Ja od siebie tylko dodam, że jest wiele rzeczy gorszych niż utwór "Explosion". Dużo gorsze jest na przykład uderzenie głową w płytę chodnikową, zgubienie 50 złotych, lub np. wydanie ich na płytę z tym 12 remiksami dzieła Kalwiego i Remiego. Z przyczyn takich, że jedyna pochlebna fraza o polskiej muzyce w mijającym roku, jaką mogę wygłosić bez oszukiwania samego siebie brzmi "moim zdaniem refren utworu 'Daleka droga do domu' zespołu Coma jest przebłyskiem czystego geniuszu", tudzież z pojawiającej się ostatnio w mojej głowie skłonności do narzekania przejdę do rozwinięcia tytułu. Też może przytoczę utwór:
"gdyby chociaż mucha
zjawiła się
mogłabym ją zabić
a potem to opisać"
Niestety, jako się rzekło we poprzedniej wymianie zdań idzie zima, razem z nią muchy same padają. Nie ma co ubić- nie ma co opisać. Nie ma co opisać- nie ma co czytać. Nie ma co czytać- nie ma co czytać.
Jesienny marazm
Muchy ubija
Więc Tux i Jędrzej
Nie strzępią ryja
TEATRZYK SUCHYCH GNATÓW
ma zaszczyt przedstawić
DWAJ PANOWIE OD DESZCZU
występują
ZAKLINACZ DESZCZU- Jędrzej IV Śniady w kretyńskiej przepasce ze skóry ocelota na biodrach i z kretyńsko pomalowaną w różne kolory tęczy twarzą
PRZEKLINACZ DESZCZU- Tuxedo w kretyńskich kąpielówkach imitujących skórę krokodyla i kretyńskich ogromnych okularach przeciwsłonecznych
***
(Przeklinacz deszczu leży na leżaku, opala się, obok stoi Zaklinacz deszczu)
ZAKLINACZ DESZCZU
(wrzeszczy, rozkładając ręce jak orzeł skrzydła)
Ooooooooiiiioioioioioioioio!!!!!!
(zaczyna tańczyć dookoła sceny, ruszając się jak żaba w kisielu, cały czas podśpiewując murzyńskie pieśni plemienne)
(nagle)
ZAKLINACZ DESZCZU (staje na środku sceny, podnosi rękę w górę)
Jetzt!!!!
(zaczyna padać)
PRZEKLINACZ DESZCZU (zwlekając się z leżaka)
Kurwa!!! Pierdolony deszcz!!!
(kurtyna)
(publiczność szaleje)
WIELKA KSIĘGA MĄDROŚCI SUCHYCH GNATÓW:
Ideały są jak gwiazdy. Świecą i gówno dają.