Policja - Dramat

     Mrożek stwierdził wprost, że policja ma pełne ręce roboty. I jest to prawda, podobnie zresztą jak pełne ręce roboty mają: sądy, sejm, wielki minister edukacji i lokale gastronomiczne. Ale pozostając przy policji, nie zajmują się oni tylko ściganiem ludzi, którzy rzucili papierek na ulicę. Z wnikliwego dochodzenia przeprowadzonego przeze mnie wyłania się obraz policji jako instytucji bohatersko walczącej z przestępcami, dociekliwie prowadzącej każde śledztwo i posiadającej personel traktujący z najwyższą powagą swe ważne obowiązki. Żeby nie było to jedynie strzeliste pustosłowie, przytoczę kilka dowodów. 

Dowód 1 zaprotokołowany jako " Protokół przesłuchania świadka"

Prowadzący sprawę: asp. szt. Jan K.

Osoby uczestniczące: świadek-pokrzywdzony Lukasz P., ja i konserwator powierzchni płaskich /sprzątacz/, który czasem pali w centralnym Michał P. 

// Tu muszę nadmienić, że aspirant sztabowy Jan K., tworzy ze sprzątaczem panem Michałem tajną grupę operacyjną, tak tajną, że nawet komendant nie wie o jej istnieniu//

Zeznanie świadka: kiedy rano wszedłem do kurnika, zobaczyłem, że: jedna kura łeb urwany - nie żyje, druga chodzi - całkiem dobra, reszta znikła. O dokonanie tego czynu podejrzewałem sąsiada, więc poszedłem do jego pijacko-bandycko-prostytuckiej meliny, czyli do niego do domu, w celu odzyskania kur. nie wpuścił nie ch... jeden. Ponieważ nie mam siekiery, poszedłem na policję.

// Sprawa niestety nie została wyjaśniona, pomimo najwyższych starań ze strony organów ścigania. A wysiłek był tytaniczny: asp. szt. K. wysłał protokół do prokuratury, ale ta, ze względu na nieczytelny charakter pisma odesłała protokół z nakazem przepisania jeszcze raz. Pismem zajął się sprzątacz (wykształcenie: podstawówka ukończona), który pismo przepisał, ale nie potrafił poprawnie zaadresować koperty, wróciła ona z Kuby dwa tygodnie temu. Do tego czasu pan Łukasz P. kupił siekierę i dziś ma kontakt z asp. szt. K. w charakterze sprawcy.//

Dowód 2 zaprotokołowany jako: obserwacja, poczyniona w warunkach operacyjnych

1 Września policjanci, zamiast siedzieć w radiowozie i zajadać pączki, ruszyli, nie o tyle z poczucia służbowego obowiązku, o ile z polecenia przełożonych, strzec przejść dla pieszych, aby nikt nie przeszedł na czerwonym świetle lub (nie daj Bóg!) przejechał rowerem przez przejście dla pieszych. Zapewne z powodu braków kadrowych, patrole były złożone z policji i straży miejskiej. I tu dochodzimy do niejakiego punktu kulminacyjnego owej obserwacji: pogoda piękna, nieznośny żar leje się z nieba (ok. 30ºC) strażnicy miejscy stoją pod pobliskimi drzewami w cieniu i  stamtąd spełniają powierzone im obowiązki, a dzielni niebiescy służbiści i przepoconych mundurach stoją na słońcu.

Wniosek: gdyby mieli mózg, to pomimo czapeczki i tak by udaru mózgu niechybnie doświadczyli.

Wniosek 2: w dowcipach o policjantach jednak musi być więcej niż ziarno prawdy...

Wniosek 3: ludzie, którzy przyszli przeprawić się przez ulicę, widząc policjanta nie wiedzieli co robić. Bali się przechodzić nawet na zielonym świetle.

Dowód 3: (dla wszystkich prócz familii Giertychów): darwinowska teoria doboru naturalnego.

Zgodnie z teorią Darwina, osobnicy mocniejsi/sprytniejsi/lepiej przystosowani przeżywają, słabsi/głupsi/gorzej przystosowani nie przeżywają. Podpierając się ową tezą wiemy dlaczego w szeregach policji brakuje kilku tysięcy funkcjonariuszy (na jednego policjanta przypadają dwa psy). Nie dlatego, że zostali wartościowi, a odpadły betony. Dlatego, że wartościowi przystosowali się do nowych warunków w Londynie. A w rodzimych szeregach zostało to, o czym opowiadamy sobie kawały. Tacy którzy albo nie umieją czytać w ogóle, albo nie umieją czytać po angielsku i dlatego nie wiedzieli, że tam teraz istnieje zapotrzebowanie na policjantów. Kryzys personalny widać gołym okiem: brakowało nawet kompetentnego Komendanta Głównego, więc wzięto nie Inspektora Generalnego Mgr. X, ale pana B.

Nie chcę być zrozumiany źle, policję szanuję jak mało kto. Ale kiedy gdzieś nie dzieje się dobrze można: denerwować się* lub uśmiechnąć się podczas ironicznego komentarza. Ja wolę to drugie.

Denerwować się - to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych. To hasło widziałem w szkole. I jest cenniejsze, niż niejedna lekcja...

 

ABSURD