Wstępniak



Ho, ho, ho!

Święta Bożego Narodzenia... Z czym Ci się kojarzą? Choinka, stół wigilijny, oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę, spotkania w gronie rodzinnym? Zapewne większości z Was takie właśnie obrazy stają teraz przed oczami. Gdybym jednak zapytał, z czym się kojarzą dwa-trzy dni przed świętami, zapewne okazałoby się, że z bieganiem, parą buchającą z kuchni, nerwami itp. Ten AMag dostosowuje się właśnie do atmosfery przedświątecznej...

Nie będę Wam psuł mikołajkowego nastroju, pisząc o perypetiach tego numeru i sposobie, w jaki zmienił się termin zakończenia nad nim prac. Dość powiedzieć, że było nerwowo i szybko, czego jednak — mam nadzieję — wcale nie odczujecie.

Tym bardziej że zawartość wcale nie wygląda na skleconą naprędce — całe szczęście, że to Wy tworzycie ten zin, my (gejtkiperzy i twórcy części kącików) jedynie wklejamy i obrabiamy praktycznie gotowy materiał. W związku z tym możecie cieszyć się ponad 30 tekstami w głównej puli, a także siedmioma kącikami.

Kończę już, gdyż ten wstępniak i tak będzie wyjątkowo długi ze względu na... No właśnie, oddaję głos Eddiemu.

Odstępniak

Gdybym chciał podsumować czas spędzony z Actionmagiem, musiałbym spędzić bardzo dużo czasu na porządkowanie i spisywanie wspomnień. Nie, żeby nie było warto, bo wspomnienia są to bardzo miłe, a czas nie był zmarnowany. Ja po prostu nie mam kiedy tego zrobić. Sam jednak chętnie bym takie podsumowanie przeczytał, gdyby kiedyś powstało.

W tym momencie wystarczy jednak powiedzieć, że Actionmag przez długi czas był mi świetnym kumplem, przyjacielem wręcz. W jego obecności dokonywały się najbardziej znaczące zmiany w moim życiu, nie raz i nie dwa był mi pomocny w chwilach ciężkich. Ostatecznie stał się częścią rodziny. A tak, właśnie tak.

W ciągu tych kilku lat miałem okazję poznać nieosobiście masę fajnych ludzi, osobiście — kilku jeszcze fajniejszych (no co, jakieś zróżnicowanie musi być) i nigdy nie pojawiłem się na żadnym zjeździe Actionmaga, choć chęć taką zawsze będę deklarował. Przedreptałem drogę od czytelnika po "bramkarza", nawet o wicenaczelnego się otarłem dopóki konkurencja nie wkroczyła. Fajnie było, łezka w oku, ale czas coś zrobić. A mianowicie, pożegnać się.

Żarty żartami, ale decyzja ta dojrzewała we mnie bardzo długo. Z czasem zmieniły się priorytety, zaczęło brakować czasu, zmianie uległa cała masa rzeczy, które wpłynęły na ostateczną decyzję. Ciężko było ją podjąć, ale ostatecznie było to nieuniknione. Tak więc, gdyby jeszcze do kogoś to nie dotarło, gdyby ktoś jeszcze niedowierzał, gdyby ktokolwiek jeszcze przecząco kręcił głową próbując myśl ową od siebie odtrącić, stało się — żegnam się z Wami, drodzy czytelnicy i autorzy. I nie ma co rozpaczać, łez ronić, moje miejsce zajął już ktoś inny, a ja — co tu dużo gadać — za stary jestem do tej roboty.

Zajrzę tu jednak co jakiś czas, żeby zobaczyć co się dzieje, jak wiele się zmieniło i dlaczego znowu nic. A gdy się nadarzy okazja i czas pozwoli, powspominam chętnie stare dobre czasy, kiedy istniała oddzielna pula dla tekstów kontrowersyjnych, a kawałki zupełnie niestrawne kodowane były ROT-13.

Jest kilka rzeczy, które będę wyjątkowo miło wspominał. Niewątpliwie najprzyjemniejszy był czas narodzin mojej córki. Z tej okazji dostaliśmy od Was mnóstwo bardzo życzliwych słów. Mam te życzenia po dziś dzień i zachowam dla Ewy, tak jak wtedy obiecywałem. Actionmaga z jej zdjęciem na okładce też Ewie pokażę.

Z pewnością też nie zapomnę ping ponga z sześciopakiem Żywca na stole. Wierzcie mi, że z tak serdecznym przyjęciem jak u Qnia w domu rzadko kiedy jeszcze można się spotkać. I tutaj, w tym właśnie miejscu chciałbym przekazać równie serdeczne pozdrowienia dla jego rodziny. Zawsze jakoś mi to umyka, teraz jest okazja.

Przy okazji też chciałbym pozdrowić od całej naszej trójki Zosię, Donalda i Rainmana (przy okazji: gratulacje i najlepsze życzenia dla jego rodzinki!!! :))), którzy wraz z Qniem i Vene odwiedzili nas kiedyś, w sumie nie tak dawno temu.

Ostatecznie, serdeczne pozdrowienia dla wszystkich actionmagowców od mojej lepszej połowy, Asi, która miała ogromny wkład w to, co się pojawiało na łamach magazynu. Najpierw była mi ogromną pomocą, aż wreszcie sama zaczęła przerabiać większość tekstów. Bywały miesiące, że i wszystkie. Tym samym stała mi się pomocą nieocenioną. W końcu dołączyła oficjalnie do grona "bramkarzy".

Czas na zakończenie tego przydługawego pożegnania, którego nawet nie będę czytał, bo wrażliwy jestem i się rozkleić mogę. Błędy Qń niech sprawdzi, on jest twardszy.

Jest to numer świąteczny Actionmaga, więc przyjmijcie od naszej trójki, Ewy, Asi i mnie, serdeczne życzenia wszystkiego co najlepsze oraz lekkiego pióra.

Trzymajcie się i piszcie jak najwięcej. To naprawdę świetne uczucie, przeczytać po kilku latach swoje teksty.

Pozdrawiamy!!!
Ewa, Asia i Eddie

Od siebie dodam tylko jedno: dziękuję. I nie jest to tylko czcze słowo.

Teraz czas na świeżą krew. Przyroda nie znosi próżni, więc w tym numerze w roli GK debiutuje... Niech się zresztą sam zapowie:

Czołem!

Dziwne to uczucie: stać po drugiej stronie barykady.

Pamiętam dawne czasy, kiedy sam słałem teksty i czekałem na odpowiedź. Wejdzie czy nie? Odpowiedzą? Zazwyczaj odpowiadali, najpierw Qn'ik, potem Eddie.

Cóż, piękne czasy. Teraz wiem, jak to wygląda od kuchni. Dostałem propozycję selekcjonowania tekstów i wychodzi na to, że zastąpię właśnie Eddiego, który udał się na zasłużoną, acz przedwczesną emeryturę.

Mam nadzieję, że będzie Wam ze mną dobrze. Do zobaczenia w mailach — oby w tych z pozytywną odpowiedzią.

Wesołych Świąt!
Gregorius

Tak właśnie. Wesołych — do przeczytania za miesiąc.


Qn`ik
Qnik@poczta.fm


 
© 2000 — 2005 Rozpowszechniane przez Action Mag (Magazyn czytelników czasopisma CD-Action)
Kontakt: Qnik@poczta.fm  :: Regulamin AM ::  Internet:  www.actionmag.plwww.actionmag.net
® Wszystkie prawa zastrzeżone przez Action Mag!   ::  ® Oprawa graficzna:  Gordon Freeman