Z ROZMYŚLAŃ PRZY BRAKU ŚNIADANIA
Dupa, dupa, dupa. Co ja mam robić po wstaniu z łóżka? Niech mnie ktoś... a
nie, niech mi nikt nic nie robi, pieprzę.
Już zapuściłem kompa, zaraz sobie zapalę papierosa i nie będzie czystego
sprania po wstaniu. Chrzanione nawyki. A tak
chciałbym móc leżeć w łóżku przez jakieś 24 godziny i patrzeć niewidzącym
wzrokiem. I wywiesić kartkę "Nie chce mi się
dzisiaj prowadzić życia". Ale nawet machnięcie palcem będzie tego życia
prowadzeniem.
Cóż, chyba trzeba się z tym pogodzić zaraz z rana. W dodatku wszyscy tak mają.
Rzadko kiedy porównuję się
do wszystkich. Ale że wstają z łóżka i nawet nie tyle że muszą coś robić,
tylko że po prostu coś robią - to jest chyba dobre.
Mogę się więc przyznać do wspólnego języka z resztą ludzkości i np.
zapalić tego papierosa. Ale kutwa, czemu to jest dobre,
nie wiem. Chyba złapałem parcie na konformizm. Wszyscy to robią, od tego mózg
rusza... Nieee, jednak wolę leżeć i być
naburmuszony. Mieć półotwarte oczy i robić nic. Nie "nie robić
nic", tylko robić nic. To różnica. Być niczym, rozpłynąć się
w ezoterii. Stracić świadomość istnienia, która mi w tym momencie
przeszkadza. Będzie wtedy ciepło i wygodnie... Ale
kurwa niestety wstałem. To już się stało. Siedzę przed kompem i myślę o
sobie jako o śpiącym, który robi nic. Więc coś
robię. W taki sposób mogę coś robić. Rozmaślić oczy nie skupiać wzroku
tylko siedzieć. I jak czasem mnie coś wróci
do życia, to transportować się w ten stan alfa, na przykład podsypiając.
Puściłem piosenki Kuby Sienkiewicza. Czuję, że się zmieniam. Już mi się
nie chce wpieprzać metalem, tylko
rozwalać Kubą. A może cofnąłem się w ewolucji... Już mi się zachciało
żyć do tego stopnia, że chcę zapalić, no...
Papierosek, aaaa... Rzecz piękna. Już czuję jak mi białko w udach tężeje i
łeb się rozjaśnia. Tak jakbym musiał sobie
implementować prozac, żeby w ogóle funkcjonować. Pierwszy papieros jest na
otrzeźwienie, ale drugi będzie na ewidentną
rozwałkę. Zrobiło mi się za dobrze, co jest niekomfortowe. Teraz zjadę do
wcześniejszego poziomu. Lubię autodestrukcję, bo
jest taka pierwotna. Może by już zobaczyć na portale, czy coś się nie
dzieje na świecie? Taki nawyk mam. Zwyczaj poranny,
razem z piciem kawy 3w1. Czasem dobrym śniadaniem. Ale od nawyków wolę nałogi.
Same się przyplątują, a nawyki musisz
wykształcić.
No i wszedłem na te strony. Zdradziłem się. Zdradzę się jeszcze dzisiaj około
pięciu milionów razy. Jest gdzieś
świat, badania okresowe, myślenie o pracy, dbanie o zdrowie, lecz nie tu. Tu
się wkurwiam na obecną ekipę rządzącą. Nie,
drugi papieros był jednak na stabilizację. Trzeci, jak będzie z kawą, będzie
znowu na plus. Może się kurde położyć w to wyro
i próbować zasnąć... Krzyczenie "A to chuj w dupę" byłoby nadużyciem.
Z jednej strony klip Ironów, a z drugiej chęć pieprznięcia tym wszystkim.
Ale do dupy, Bruce nie włazi na wysokie
rejestry. Refren o pół oktawy niżej niż zwrotka. No, witajcie stare
kompleksy, żyję znowu. Jestem siebie tak pewien jak sarna,
co spieprza w kierunku lasu. Wlazłem na krawędź swoją, po której zawsze łażę
i na której nie ma nic ciekawego. Ergo -
nawijkę kończyć czas, bo gadanie innym o własnym życiu normalnym to nuda
nieziemska. UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU
UUUUUUUUUUUUUUUUUU!! uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu.
Blablablablablablablablablablablablablabla,
blablablablablablablablablablalbablabla, Hardcore, softporn. Dream of
californicatiooooooooooooon. x2.
Donald
16-10-2006 (Dzień znamiennej rocznicy, kiedy to przywódcy III Rzeszy zadyndali
na szubienicy)