| Another stupid text by Hołek... |
"What can I do to be happy?" |
|
|
Nie mogę. Nie rozumiem. Jestem słaby. Dlaczego Ty? Coś Losowi winna była? Nie rozumiem. Nie chcę tego. Nie mogę być przy Tobie... Ale po kolei. Wszystko się zaczęło dokładnie 16 września 2003. Podeszłaś pierwsza do nowego. Nowego u Was, nowego, nieprzystosowanego do reguł. Przedstawiłaś się i rozpoczęłaś, nieświadome swojego udziału, rozpalanie mego serca. Coraz bardziej czułem, że nie mogę bez Ciebie żyć. Żyłem, patrząc, co robisz, patrząc, jak się zachowujesz, czasem zamieniając z Tobą parę zdań i uświadamiając Ci coraz częściej, co do Ciebie czuję. Wciąż to jednak nie wystarczało, a ja nie wiedziaem, co robić przez swoją nieśmiałość. Teraz to już nie ma znaczenia... Ale po kolei. Pamiętasz, jak przez gie-gie wysyłałem Ci wierszyki o moich uczuciach? Zrobiłbym wszystko, żebyś była przy mnie, choćby jako przyjaciółka, koleżanka. Wiesz, że te wierszyki wcale nie były mojego autorstwa, tylko z jakiejś strony z wierszykami na onecie? Patrząc na Ciebie nabierałem ochoty do życia. Wiesz, wyprowadziłaś mnie z dna. I do dna mnie wciągnęłaś... Ale po kolei. Pamietasz mój koncert? Pamiętasz, jak zadedykowałem Ci wtedy Ucieczkę z Tropiku Bilińskiego? Ja pamiętam, pamiętam każde słowo, jakie wypowiedziałem (jak wiele dla mnie znaczysz, z podtekstem, że wyciągnęłaś mnie z dołka psychicznego), pamiętam, jak się zaczerwieniłaś i skryłaś twarz w swoich ślicznych drobnych rączkach. Popełniłem wtedy dwa błędy w piosence. Chyba też dwa błędy w życiu... Ale po kolei. Później musieliśmy się rozstać na krótki czas. Właściwie to ja musiałem się rozstać, bo Ty dalej widziałaś we mnie jedynie "tego kolegę, co się zna na kompach", mimo że wiedziałaś, co czuję. Ten pobyt umilałem sobie SMS-ami z Tobą. Reszta, nawet gdy pisała, nie odpisywałem. Byłaś jedyna, wyjątkowa. Minęły dwa lata, a ja Ciebie nawet do kina czy na lody nie wziąłem. Pamiętasz, jak byłem u Ciebie z Tomkiem? Pamiętasz, jak wzięliśmy zdjęcie klasowe i zaczęliśmy dobierać pary? Pamiętasz, jak powiedział, że do siebie pasujemy? Oj, głupi ja, że nic w tej sprawie nie zrobiłem... Ale po kolei. Stało się. Koniec wspólnego czasu - tak myślałem - gdy zakończyliśmy naukę w tej samej szkole. Jaki wtedy byłem zasmucony, jaki otępiały. Ha! A jak odżyłem, gdy dowiedziałem się, że idziemy do tego samego budynku w następnym etapie kształcenia! Spytalaś się mnie: "to co nic nie piszesz do sowjej ukochanej kolezanki?", odpowiedziałem coś, czego nie pamiętam. Skwitowałaś to zdaniem "Ale jak mi powiesz ze za mna nie tesknisz to przejde sie na ten strzelecki i skopie ci tylek". :) Przez gie-gie to byłem zuchwały. "nie teksnie, bo ide do tego samego liceum, co Ty". Jedną z ostatnich rozmów zakończyłaś "ok to ja sie odezewe za 2 tygodnie:)". Teraz już nie możesz się odezwać... Ale po kolei. Ah, wydało się, że jestem w liceum. Mniejsza. Ważne, że wciąż Ciebie widywałem, codziennie na korytarzu. Nie było dnia bez tego, bym Ci nie zepsuł fryzury przez rozczochranie i bez Twojego lekko wysokiego "ej, noo"... Zamieniliśmy parę zdań, pośmialiśmy się z zawartości obydwóch klas - i mojej i Twojej. Mimo to dalej nie potrafiłem zabrać Cię chodźby na te głupie lody... Rzuciłaś Marcina. W głębi duszy cieszyłem się z tego, lecz nie poczyniłem znowu żadnych kroków w Twoją stronę. Więc jak mogłaś mnie zauważyć? Znalazłaś Radka z jakiejś wsi. Super, ja w sumie chcę jedynie, abyś była szczęśliwa. Wtedy i ja będę szczęśliwy. Teraz i Radek płacze za Tobą... Ale po kolei. Stało się... Leżysz na intensywnej terapii podłączona do wszystkich kabli dostępnych na sali. Dotarłem do Ciebie pierwszy z naszej klasy. Stoję obok Ciebie. Zawsze stałem. Teraz jednak musiałem coś zrobić. Po raz pierwszy od paru lat zapłakałem. Trzymając Cię za rękę czułem Twój puls. I płakałem. Widziałem Cię całą opuchniętą. Dlaczego Ty? Wszyscy, tylko nie Ty! Nic już nie będzie takie samo. Wszyscy wierzą, że wyjdziesz z tego. Że będzie tak, jak dawniej. Że śmiać się będziemy z tego, tak jak z wypadku Piotrka. Ale czy na pewno? Popełniłem błąd, nie zbliżając się do Ciebie. Wtedy by się to nie wydarzyło. Bo nie wracałabyś od Marcina, lecz ode mnie. Albo od Radka. Teraz się do Ciebie nie dostanę. Płacę za swoją nieśmiałość. Nie wpuszczą mnie do Ciebie. Kto? Twoja rodzina. Siostra. Nie zna mnie. Ale ty mnie znasz. Ty byś ją przekonała. Ale... co ty teraz możesz? "Teraz to już nie ma znaczenia". W dwa tygodnie po tym zdarzeniu powoli wracałem do normalnego trybu życia. Wymieniłem swoje spostrzeżenia z Twoją najlepszą przyjaciółką. Wie ponoć, że znajdujesz się w stanie gorszym, niż mówią lekarze. Czy tak jest? Zdrowy rozsądek każe zaprzeczać temu, bo takich ludzi odłączają od aparatury. To za dużo kosztuje. Jednak ziarenko niepewności zasiała. "I do dna mnie wciągnęłaś". Teraz walczę ze sobą, walczę ze sobą, abyś i ty mogła wygrać. W końcu dobre myślenie pomaga. Nie mogę Ciebie stracić. Jeżeli mnie w ten sposób sprawdzasz, udaje Ci się. Zapewne cieszysz się, bo daję Ci wygrywać. Lecz co ja w takim stanie mogę? Nie potrafię być silny po tym, co się stało... "Nic w tej sprawie nie zrobiłem". A cóż miałem robić? Żyło mi się dobrze patrząc jedynie na Ciebie. Tja, "ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie/kto Cię stracił/Dziś piękność Twą w całej ozdobie/widzę i opisuję, bo tęsknię po Tobie". Byłem nieśmiałym ignorantem-minimalistą. Zadowalałem się tym, co mam. I dlaczego nie pokusiłem się o więcej? Bo nieśmiały byłem. (Hej, ty, co to czytasz: Też jesteś nieśmiała/y wobec kogoś? Lepiej się przełam i zaproś go/ją do kina, ale już! ...zanim będzie za późno). Stałem obok Ciebie. Zawsze. Nigdy jednak nie przed Tobą. Nigdy Cię nie uściskałem. A teraz, a teraz już mogę nigdy tego nie zrobić. Nigdy Ci nie powiedziałem prosto w twarz, co do Ciebie czuję. Stałem obok. I mi to wystarczało. Teraz nie mam obok kogo stać. Nie mam o kogo się oprzeć. Byłaś mi jedyną podporą. Teraz Ty potrzebujesz nas. Rodziny, klasy, mnie... Ale czy ja wytrzymam taki ciężar? Już parę osób się ugięło... Ja muszę przetrzymać... "Muszę", a "mogę" to jednak dwa skrajne światy... Co będzie po tym? Czy jedynie rehabilitacja czy zostaniesz "roślinką"? Cokolwiek, byle byłabyś dalej żywa. Teraz już nie mam zamiaru stać obok. Teraz mam zamiar stanąć na przeciwko Ciebie. Uczyć się razem z Tobą, cieszyć się razem z Tobą, żyć razem z Tobą. Czy jednak rodzina mnie dopuści? Jak nie, będę żyć jak dawniej i znowu stanę obok... |
||
|
Wypocił się nad tekstem: Michał Połtyn |
||
[co to znaczy?] [schowaj] To, że udostępniłem ten tekst na licencji Creative Commons oznacza, że możesz ten tekst dowolnie rozprowadzać (włącznie z użyciem komercyjnym) pod warunkiem, że podasz, kto jest autorem (wariant -BY).
Więcej o Creative Commons w artykule w Wikipedii: Creative Commons. |
||