(uwaga plagiat)
obiecałem wam autobiografię – ale coś się pochrzaniło w kuchni – stąd też minionego niełatwego lata przy okazji wypichciłem też psim swędem dziennik – niemniej zawsze możemy zamówić pizzę – tak więc zapraszam do środka – wchodźcie – podnieście ręce na wysokość oczu – popatrzcie na te zmyślne osobliwe stwory miłośnie i z wdzięcznością – powtarzajcie: dziękuję
podczas procesu oświęcimskiego na ławie oskarżonych zasiadł sanitariusz który zastrzykami fenolu w serce uśmiercał więźniów: – ile przeciętnie zastrzyków oskarżony robił dziennie? – to trudno powiedzieć – pamiętam że raz zrobiłem przez cały dzień tylko dwieście – czy to było mało? – tak ale wtedy śpieszyłem się – chciałem się ogolić wykąpać zmienić mundur – wybierałem się na Wilię
ciotka postawiła go do góry wzdłuż uda swoimi rękami (były zimne blade i smukłe) i ścisnęła go – tym razem nie leżała nago na brzuchu w łóżku – czekała na mnie udrapowana w kimono – ty o niczym nie wiedziałaś i nigdy ci nie mówiłem – nie patrzyłem na nią gdy do mnie mówiła – ani nawet wtedy gdy mi go postawiła – potem wyruszyliśmy do kościoła – dokuczał mi podczas chodzenia i utykałem – coraz bardziej mnie bolało – po powrocie do domu rozpięła mi spodnie i zdjęła włosienicę – był tak ciasno ściśnięty – ból stał się jeszcze silniejszy i wytrysnęło kilka kropel spermy – potem modliliśmy się na klęczkach – ciotka położyła się na brzuchu w łóżku i biłem ją – ale ty o niczym nie wiedziałaś – a ja nigdy ci o tym nie mówiłem
nie wierzę miernym intelektualistom którzy udają że odpoczywają aktywnie przy pracy fizycznej – odprężają się przy rozładunku jakichś tam wagonów – nie wierzę im za grosz – praca fizyczna spełnia dla nich rolę dekoracji – ale to męczący wysiłek który nie daje odprężenia – i po cóż mi w końcu odprężenie – bzdury…bzdury i puste słowa
dojrzewały w sadach śliwy złociste – jakby kto krople słońca w powietrzu ostudził nagle jak wosk – tańczyły siostry kołem – od tej wesołej jazdy migało pod powiekami – dudniły warkocze jak ulew jasne sploty rzucane z nieba – dudniły deszcze owoców poprzez rozwiane włosy – tańczyły siostry kołem – od żaru oczy ręką ogarniał jak od lśniącego bąka: weźcie mnie siostry – i wesoło się siostry śmiały – został sam na brzegu żalu – na drzewach nawet ptaki wszystkie są z metalu
nie lubił pisać na kratkowanym papierze – kratka przypominała mu więzienie – nie lubił pisać na liniowanym papierze – zdawało mu się że jego myśl nagina się podświadomie do prostych równo biegnących linii – wiedział że myśl ludzka nie jest prosta ani równa – lubił pisać na luźnych kartkach gładkiego papieru – pisał drobnym pismem o nagłych krzywiznach i meandrach – kojarzył to z zygzakowatym lotem jaskółek – na tle szerokiego otwartego i wolnego nieba…
znaleziono wśród tych straszliwych szczątków dwa szkielety – jeden z nich trzymał drugi w jakimś niezwykłym objęciu – jeden z tych dwu szkieletów który był szkieletem kobiecym miał jeszcze na sobie strzępy sukni – na szyi jego widniał naszyjnik z jedwabnym woreczkiem (był pusty) – drugi szkielet (obejmujący silnie tamten) był szkieletem mężczyzny – miał skrzywiony kręgosłup głowę wsuniętą między łopatki i jedną nogę krótszą od drugiej – kiedy próbowałem odłączyć go od szkieletu który trzymał w uścisku rozsypał się w proch