M G N I E N I E  5

 

  1. Oryginał

 

pierwszy raz? – nic przyjemnego – chciałem stać się lepszym chciałem stać się mężczyzną – kolega mówił że tak trzeba że on mnie tego nauczy że mi wszystko pokaże – widzisz: szrama na policzku (to on mnie wtedy podrapał) – powtarzał że to jest klucz do nowego życia – ból? prawda? – pamiętam do dzisiaj tamto podniecenie kiedy wciskał mi w dłoń zakazany owoc – i też mnie zapłodnił nasieniem zła – cały świat ogarnie panika: gdyby nam kiedyś tego zabrakło…nie zabraknie póki nie zginie – Rzeczpospolita

 

  1. Dyskretny urok konformizmu

 

nie wierzcie kiedy mówią: padnij – albowiem oni kiedyś przed wami padną – twarzą w błoto – nikt im nie wytłumaczył co to wstyd – teraz wracają nieuświadomieni gotowi i zwarci – tak po ludzku zapatrzeni w światło w siebie nawzajem – łowią uśpionym wzrokiem ostatnie znaki życia tych co ruszyć się już nie mogą – zło czai się wszędzie – bezradni też stoją w błocie po kolana

 

  1. Niech będzie pochwalony Adolf Hitler

 

spośród wszystkich wymyślonych przez rozmaitej proweniencji fanatyków powitań wybieram to właśnie – kryje się w tych słowach taka naiwna nieomal dziecięca niezgoda na świat na naturę rzeczy – przecież wygłaszając tę formułkę mam na myśli tylko to co wyrażają jej składowe: niech będzie pochwalony…niekoniecznie przeze mnie – dlaczego właśnie Hitler? – może dlatego że on nie wiem czy zasługuje na jakąkolwiek pamięć – jednocześnie jest kimś kogo ludzkość nigdy nie zapomni – na wieki wieków

 

  1. W tajnej służbie Jej Kurewskiej Mości

 

król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi

 

  1. Autoportret w piżamie

 

nie możesz mnie teraz widzieć – ale możesz mnie wysłuchać: – pod niebieską piżamką jestem prawie naga – różowe stringi i tak prześwitują przez cieniutką warstwę satyny – prześwitują również piersi (małe jest piękne) – pewnie chciałbyś abym zdjęła teraz to wszystko – nic z tego – wkładam rękę pod bluzkę – albo nie – wkładam rękę przez otwór na zewnętrznej stronie prawego uda (mojego świnko) – i wspinam się powoli w kierunku skarbu którego pragnie każdy mężczyzna – który w mężczyznach budzi emocje od świtu do zmierzchu (a może odwrotnie) – wyjmuję rękę i co? – oblizuję środkowy palec który przez chwilę był w skrzyni ze skarbem? – wyjmuję rękę wskakuję do łóżka i natychmiast zasypiam – po prostu

 

  1. Zamiast testamentu

 

koledzy – zostanie po mnie może jeden wiersz – uczucie trochę zbyt płomienne – i życie – wytarte bez zmartwień ale i bez nadziei – ślepa wiara że jeszcze jakiś bóg złoży nam hołd – i coś więcej – prorocy słów i rzeczy posłańcy – weźcie z sobą moje wszystkie sny – trochę może za bardzo naiwne – nie bójcie się że nie dacie rady – wystarczy uwierzyć że jeszcze jakiś bóg złoży nam wyrazy uznania – albo kondolencje – zostanie po was tylko jeden wiersz – ten wiersz (muzeum) i wiara – a oni tylko się śmieją – koledzy

 

  1. Prognoza niepogody

 

dalej nie umiem – znowu wstawanie wczesnym rankiem – etat w fabryce budzi mnie do życia – może jutro znowu spóźnię się kilka minut (znowu mnie kierownik opierdoli jak fajnie) – potem wrócę do domu i powiem żonie tej brzydkiej starej krowie: znowu mi obcięli pensje – dumny z siebie – w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku rozwalę się na szkielecie fotela z puszką piwnego półproduktu w jednej ręce i pilotem od zepsutego telewizora w drugiej – a z ekranu spojrzy na mnie On i powie: już ja ci popstrykam

 

daddy’s flown across the ocean

leaving just a memory

a snapshot in the family album…