pierwszy raz? – nic przyjemnego – chciałem stać się lepszym chciałem stać się mężczyzną – kolega mówił że tak trzeba że on mnie tego nauczy że mi wszystko pokaże – widzisz: szrama na policzku (to on mnie wtedy podrapał) – powtarzał że to jest klucz do nowego życia – ból? prawda? – pamiętam do dzisiaj tamto podniecenie kiedy wciskał mi w dłoń zakazany owoc – i też mnie zapłodnił nasieniem zła – cały świat ogarnie panika: gdyby nam kiedyś tego zabrakło…nie zabraknie póki nie zginie – Rzeczpospolita
nie wierzcie kiedy mówią: padnij – albowiem oni kiedyś przed wami padną – twarzą w błoto – nikt im nie wytłumaczył co to wstyd – teraz wracają nieuświadomieni gotowi i zwarci – tak po ludzku zapatrzeni w światło w siebie nawzajem – łowią uśpionym wzrokiem ostatnie znaki życia tych co ruszyć się już nie mogą – zło czai się wszędzie – bezradni też stoją w błocie po kolana
spośród wszystkich wymyślonych przez rozmaitej proweniencji fanatyków powitań wybieram to właśnie – kryje się w tych słowach taka naiwna nieomal dziecięca niezgoda na świat na naturę rzeczy – przecież wygłaszając tę formułkę mam na myśli tylko to co wyrażają jej składowe: niech będzie pochwalony…niekoniecznie przeze mnie – dlaczego właśnie Hitler? – może dlatego że on nie wiem czy zasługuje na jakąkolwiek pamięć – jednocześnie jest kimś kogo ludzkość nigdy nie zapomni – na wieki wieków
król
jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest
nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi
król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król
jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest
nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi król jest nagi
nie możesz mnie teraz widzieć – ale możesz mnie
wysłuchać: – pod niebieską piżamką jestem prawie naga – różowe stringi i tak
prześwitują przez cieniutką warstwę satyny – prześwitują również piersi (małe
jest piękne) – pewnie chciałbyś abym zdjęła teraz to wszystko – nic z tego –
wkładam rękę pod bluzkę – albo nie – wkładam rękę przez otwór na zewnętrznej
stronie prawego uda (mojego świnko) – i wspinam się powoli w kierunku skarbu
którego pragnie każdy mężczyzna – który w mężczyznach budzi emocje od świtu do
zmierzchu (a może odwrotnie) – wyjmuję rękę i co? – oblizuję
środkowy palec który przez chwilę był w skrzyni ze skarbem? – wyjmuję rękę wskakuję do łóżka i natychmiast zasypiam – po
prostu
koledzy – zostanie po mnie może jeden wiersz – uczucie trochę zbyt płomienne – i życie – wytarte bez zmartwień ale i bez nadziei – ślepa wiara że jeszcze jakiś bóg złoży nam hołd – i coś więcej – prorocy słów i rzeczy posłańcy – weźcie z sobą moje wszystkie sny – trochę może za bardzo naiwne – nie bójcie się że nie dacie rady – wystarczy uwierzyć że jeszcze jakiś bóg złoży nam wyrazy uznania – albo kondolencje – zostanie po was tylko jeden wiersz – ten wiersz (muzeum) i wiara – a oni tylko się śmieją – koledzy
dalej nie umiem – znowu wstawanie wczesnym rankiem – etat w fabryce budzi mnie do życia – może jutro znowu spóźnię się kilka minut (znowu mnie kierownik opierdoli jak fajnie) – potem wrócę do domu i powiem żonie tej brzydkiej starej krowie: znowu mi obcięli pensje – dumny z siebie – w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku rozwalę się na szkielecie fotela z puszką piwnego półproduktu w jednej ręce i pilotem od zepsutego telewizora w drugiej – a z ekranu spojrzy na mnie On i powie: już ja ci popstrykam
daddy’s flown across the ocean
leaving just a memory
a snapshot in the family album…