Czy żyjemy w państwie wyznaniowym?

Co bardziej "szczerze zatroskani" o losy naszej Ojczyzny nie wypowiadają tych słów w formie pytania. Oni od czasu ostatnich wyborów przekonani są, że żyjemy w Katolandzie, gdzie słowo księdza proboszcza ważniejsze jest niż ustawy uchwalane przez Sejm. A ja upieram się że tak nie jest! W tym arcie nie zamierzam bronić rządzących (zresztą kto czytał moje teksty na tematy związane z polityką ten wie, że można o mnie powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że jestem zwolennikiem PiS-u i obecnej ekipy rządzącej).

Jasne, jesienią ubiegłego roku nastąpił zwrot na prawo (choć nie w kwestii gospodarczej, ale to zupełnie inny temat). Ale uparte twierdzenie że z dnia na dzień ze wspaniałej, postępowej III RP staliśmy się republiką proboszczów jest co najmniej ryzykowne. W ogóle strasznie mnie drażni roztaczanie dramatycznych wizji. A są ludzie, którzy się w tym lubują. Jak w 2001 roku SLD wygrało wybory to byli tacy, którzy przepowiadali powrót kolejek i pałowania niepokornych. Jak wiemy, do niczego takiego nie doszło. Teraz mówi się o powrocie do Średniowiecza, o tym że wiele sfer z naszego życia przejdzie pod władanie Kościoła.

No właśnie, mówi się. Rzuca się hasła. A konkrety? Brak. Może więc najpierw należałoby poważnie zastanowić się co to takiego państwo wyznaniowe. Jest takowym z pewnością niejedna republika Islamska. Niektóre z owych republik nawet (ale tylko niektóre) mają zapisane w konstytucji wolność wyznania. Ale w praktyce oznacza to chyba jedynie wybór pomiędzy pójściem na poranne bądź wieczorne modły w meczecie. A jeżeli ktoś już koniecznie pragnie porzucić Islam na rzecz jakiejś innej religii, bądź w ogóle porzucić religię? Istnieje oczywiście taka możliwość ale... Ano właśnie, ale. Rezygnacja z Islamu oznacza jednocześnie rezygnację z posiadania własnej głowy na własnym karku, ponieważ jej ścięcie jest właśnie przewidziane dla ludzi, którzy mają czelność odrzucić nauki Mahometa. No cóż, ład, porządek i jedność ważna rzecz. Nie będzie nam tu innowierca mącił. Nad tym aby obywatele zbytnio nie mącili i nie hasali czuwa policja religijna. No i to jest państwo wyznaniowe pełną gębą! A gdzież tam Polsce do takich standardów?

Ktoś powie: religia w polskich szkołach. O, przepraszam bardzo. O ile wiem katechizacja jest nieobowiązkowa. Pamiętam, że w podstawówce miałem w klasie koleżankę, która nie chodziła na religię. I nie było żadnego problemu. Chyba nawet tak ustawiano lekcje, żeby religia była pierwsza lub ostatnia i żeby mogła ona później przyjść do szkoły bądź wcześniej wrócić do domu. I z tego co pamiętam ani nauczyciele ani koledzy nigdy nie prześladowali jej w najmniejszym stopniu. Nikt nawet specjalnie nie poruszał tego tematu, nie dociekał przyczyn jej absencji na katechezie. Ja do dzisiaj nie wiem dlaczego ona nie chodziła na religię i, prawdę mówiąc, nie zżera mnie ciekawość ani nie pałam nienawiścią do niej jako do innowierczyni.

Chciałbym mocno podkreślić, że moja koleżanka absolutnie nie była prześladowana za swoją absencję na lekcjach religii. Ta uwaga jest ważna bo często słyszę pesymistyczne wizje Polski jako kraju, w którym ateiści czy innowiercy nie mają prawa nie tylko głosu, ale i bytu. Po raz kolejny proszę jednak o przykłady. Czy ktoś z Was nie dostał się na wymarzone studia lub nie dostał wymarzonej pracy, bo nie jest katolikiem? Czy dostaliście na koniec roku gorszą ocenę z jakiegoś przedmiotu bo nie wierzycie w jeden święty, powszechny Kościół? Czy były jakieś pobicia, zabójstwa, dewastacja mienia na tle religijnym? Jasne, czasami zdarzają się jakieś wybryki antysemickie (jakieś kilkanaście razy mniej niż choćby w Niemczech czy we Francji), ale tu stroną atakującą nie są katolicy tylko neonaziści.

Często też słyszę zarzut, że różne dyskusyjne kwestie natury moralnej, takie jak na przykład aborcja czy eutanazja, są rozwiązywane pod dyktando kościelnej doktryny. Nie będę tutaj przytaczał argumentów za czy przeciw aborcji. Ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że dla niektórych kwestia aborcji czy eutanazji to walka o obronę życia. A życie jako wartość powinno zawsze podlegać ochronie, niezależnie od światopoglądu. Ponadto ustawę aborcyjną (zresztą będącą mocnym kompromisem, bo nie chroni ona w pełni życia nienarodzonych, ale i w większości przypadków zabrania usuwania ciąży) uchwalili posłowie w imieniu narodu. A jak wiadomo "vox populi, vox Dei".

Można jednak zapytać: czy ci przedstawiciele narodu nie są wybierani wskutek tego, że naród głosuje na nich z rekomendacji księdza proboszcza wprost z ambony. Takie zarzuty często dochodzą do moich uszu. Najlepsze jest to, że ja, chodzący co niedziela do kościoła, nie słyszałem ani razu (powtarzam: ANI RAZU) kazania w stylu: "Głosujcie na Iksa, nie wolno wam głosować na Igreka", a ludzie do kościoła nie chodzący wiedzą doskonale, że księża mieszają się do polityki. Fakt, na pewno takie przypadki były, są i będą. Jest to jednak margines. Mamy także problem z toruńską rozgłośnią Ojca Dyrektora ale wierzę, że polscy biskupi wreszcie przestaną się obawiać reakcji słuchaczy Radia Maryja i rozwiążą całą sprawę z pożytkiem dla polskiego Kościoła.

Wielu jednak nie przyjmuje do wiadomości powyższych argumentów i z uporem twierdzi, że Kościół w Polsce rozdaje wszystkie karty. A wiecie co już totalnie mnie śmieszy? Jak słyszę, że skoro w Polsce mamy zarejestrowanych około 40 związków wyznaniowych, to dlaczego tak dużo miejsca, na przykład w mediach, poświęca się Kościołowi katolickiemu. Na tej samej zasadzie możnaby zapytać dlaczego taka na przykład Partia Demokratyczna nie ma w ogóle przedstawicieli w Sejmie, a Platforma Obywatelska ma ich prawie 150. W końcu i jedna i druga to partie polityczne. Wypowiadający słowa o równym dostępie do życia publicznego wszystkich związków wyznaniowych zapominają o statystykach mówiących, że w Polsce dziewięćdziesiąt parę procent społeczeństwa przyznaje się do katolickiej wiary. Przedstawiciele innych wyznań są natomiast w zdecydowanej mniejszości. A skoro katolików jest w społeczeństwie polskim zdecydowanie najwięcej to nic dziwnego, że są obecni również w mediach. Ja nie mam pretensji, że w takiej Arabii Saudyjskiej nie ma w telewizji programów redakcji katolickiej.

Proponuję zatem nie dramatyzować. Do zasłużenia na miano państwa wyznaniowego jest Polsce bardzo daleko. I jako katolik stwierdzam, że to bardzo dobrze! Bo gdy czysto polityczne wpływy Kościoła na życie obywateli są duże to wiara staje się gorzkim przymusem, a nie możliwością do radosnego przeżywania więzi z kochającym Ojcem.

Jacek Stojanowski

PS1: Zapraszam na moją stronkę:http://www.siewy.prv.pl/
PS2: Zapraszam do mailowania:stoja@wp.pl