Za szybko to poszło



Zwykle otwieram usta nieco za często. Ze statystycznego punktu widzenia mam więc większe szanse na zwichnięcie szczęki niż standardowy obywatel (nie mylić z niestandardowym Obywatelem). Zwykle zbiegam ze schodów, przeskakuję z krawężnika na krawężnik, podbiegam do tramwaju. Mimo to nic sobie jeszcze nie złamałem (nie licząc obojczyka, o czym uświadomiono mnie na komisji wojskowej). Szczęka też w porządku, można właściwie powiedzieć, że dziecko szczęścia. Nawet osa mnie nigdy nie użądliła, chociaż jedna ostatnio była na jak najlepszej drodze. Wiecie, ile dzieli jak najlepszą drogę od drogi idealnej? Osiemdziesięciokartkowy zeszyt, celne oko i głuche plaśnięcię oszołomionego owada.

Światem jednak rządzi przypadek. Nie wiem, jaki pojebus i ile tysięcy lat temu to wymyślił, ale faktem jest, że wszystko sprawnie toczy się aż do tej pory. Efekt motyla to tylko wierzchołek góry lodowej, wierzcie mi. Wszak czy kiedyś was okłamałem? No, może ze trzy, góra trzydzieści razy.

Światem rządzi chujowy przypadek. Jak już myślisz, że coś ci się trafiło fajnego, to się okazuje, że jednak nie. Albo i tak, ale możesz sobie tego gołębia poobserwować co najwyżej na dachu pobliskiej kamiennicy. Gołębie dzielą się na dorodne i bardzo dorodne. W zasadzie nie ma to większego znaczenia, gdyż tobie i tak będzie się wydawało, że trafiłeś na gołębia dorodnego. Taka autoprojekcja, że niby jesteś debeściak i masz najlepsze laski. Ale nie tylko, żeby nie było, że o samych dupach piszę. No bo w końcu gołąb nie musi być metaforą, a ty, czytelniku, możesz być ornitologiem. Że mało prawdopodobne? Cóż, przypadek, przypadek, błąd statystyczny.

Światem rządzi chujowy przypadek i na dodatek okoliczności zwykle okazują się niesprzyjające dopiero po pewnym czasie. Już jesteś w ogródku, już witasz się z gąską, a tu figa z makiem, możesz wypierdalać i szukać sobie kolejnego gołębia bo ten już ma swój dach i swoją kamienicę. Ty oczywiście znalazłeś sobie własne gniazdko już wieki temu i o przeprowadzce do innej dzielnicy, zamieszkałej przez konkurencyjny gang gołębi, nie ma nawet mowy.

Światem rządzi chujowy przypadek i gówno mogę na to poradzić. Jestem frustrat do kwadratu, nie stosuję żadnych tanich chwytów, nie próbuję poprawić sobie samopoczucia w jakiś tam prosty sposób. Zawsze mógłbym sobie kupić ciastko z kremem, dostarczyć mózgowi informacji „właśnie szamasz bardzo dobre papu, zluzuj więc trochę, ok.?”. Sęk w tym, że każde ciastko kiedyś się kończy, potem zostaje już tylko oblepiony lukrem papier pakowy, który będziesz musiał wynieść razem z resztą śmieci.

Mój kolega w wojsku ma fajnie. Za trzy dni ma przepustkę i będzie sobie dupczył w weekend. Ja co najwyżej pomyślę o zjawiskowej brunetce, zdjęcie może obejrzę, chociaż mam je już chyba zakodowane w tylnej części mózgu. Fajnie jest być żołnierzem. I nie dlatego, że za mundurem. Mundur to pryszcz w porównaniu z tym, jakie fajowe życie prowadzi teraz szeregowiec. Nie ma już dwuletniej służby z dwoma przepustkami na rok i to tylko wtedy, jak się w miarę przyzwoicie zachowujesz. Teraz szczyle jadą do mamusi co tydzień-dwa i jeszcze się burzą, jak im warta wypadnie. Nie żebym był ekspertem od militariów, po prostu jak ktoś ma fajnie to ja to wykorzystuję i zaraz się żalę, że ja gorzej na pewno o tak mam. Bo mój kolega w wojsku ma fajnie, tak mi się wydaje. Właściwie to nie kolega, bo co to za kolega, co nie żyje w celibacie tylko z tego względu, żeby mi było raźniej. O kant dupy takiego potłuc, zresztą potłuc to i tak niewiele z tego zauważy, bo będzie się pieprzył potłuczony taki i tyle. Tak potłuc to każdy by się chciał (ja na pewno).

Mam tę swoją dorosłość, o której każdy z nas wcześniej czy później zamarzył. Ilu z nas potem przeklinało, złorzeczyło na wiek dziecięcy, jacy głupi byliśmy i tak dalej. Że korzystać trzeba było, że skakać po kałużach i rozbijać się na BMX-ie zamiast wyczekiwać na moment, kiedy sprzedawca nie będzie się pytał o dowód jak będę kupował browara. A taki chuj, dalej pytają, choć dwie dychy na karku. Nie ma to jak wyglądać na szesnastolatka przy wzroście prawie metr dziewięćdziesiąt. Czemu wszyscy sprzedawcy myślą, że jestem nienormalny? Mogę iść do domu publicznego, mogę się ożenić i obejrzeć pornola, ale żeby kupić jedno niskoalkoholowe piwo muszę już mieć co najmniej dowód osobisty, akt urodzenia i na wszelki wypadek zaświadczenie od lekarza, że wyglądam jak wyglądam i nic na to nie poradzę. Kuźwa, jak sobie pomyślę, że moi rówieśnicy od maleńkości właściwie chlali równo a mnie cały czas jeszcze legitymują to mi się niedobrze robi. I to wcale nie od tej gorzkiej herbaty, co ją zamiast wódy wlewam w siebie w ilościach nieograniczonych.

Za szybko to poszło, z jednej strony jestem szczęśliwy, cholernie szczęśliwy – z drugiej zdołowany do kwadratu. W każdym gołębiu jest masa sprzeczności, problemy zaczynają się już przy kwestii gołębic, a to dopiero początek. Za szybko to poszło – nie spróbowałem masy rzeczy, wiele momentów przeminęło już bezpowrotnie. Traciłem swoją szansę miliony razy, tak mi się przynajmniej zdaję. Zbrodnia i kara, w piosence jeszcze było coś o litrze wina. Mało, przez całe życie tyle nie wydoiłem. Ktoś pomyśli, że niedojrzały studencina narzeka, że nie jest wystarczająco zdegenerowany i się nie meneli. Trochę może i w tym racji jest, ale tylko trochę. O czym bym tu nie pisał, to i tak pod kołderką bluzgów i narzekań będzie myśl, której nie wolno mi tutaj nakreślić. Myśl, która od miesiąca nie daje mi spokoju i wreszcie myśl, wokół której wszystko się w moim mózgu kręcić. Jeśli jeszcze nie zwariowałem, to najwyraźniej odkryłem, jak złapać bezalkoholową fazę. Słodki zapach perfum, których nigdy nie poczułem. Widocznie nie używa. Niezwykła gołębica.

Tuxedo