|
Znów
czuję się samotny, mały, nieważny. Ten świat mnie przygniata, a ja nie
potrafię mu się przeciwstawić, nabrać do tego wszystkiego dystansu. Coś
cały czas mnie blokuje. Nie pozwala myślom płynąć w określonym kierunku.
Za wszelką cenę próbuje się wyrazić. Rozpaczliwie szukam zrozumienia,
wysłuchania, zaakceptowania mojego punktu widzenia.
Nie po to tu
jestem. Już nie chce się nad sobą użalać. Tym razem będzie inaczej...
wystarczy dostrzec różnicę.
Upadam na kolana. Kładę dłonie na
ziemi, wbijam w nią palce. Jest chłodna, mokra od deszczu. Podnoszę głowę
do góry. Ciemnoszare poszarpane kształty leniwie przesuwają się po nocnym
niebie. Odwracam wzrok. Obraz chmur zamazuje sie natychmiast w mojej
pamięci. Teraz są tylko drzewa, niewyraźne cienie niknące w mroku.
Otaczają mnie. Zbyt nierzeczywiste by je dotknąć, więc tylko obserwuję.
Staram się wychwycić każdy ich szczegół. Napawać się widokiem czegoś tak
zwykłego, a jednocześnie wyjątkowego.
Pochylam się wolno do przodu,
opieram całym ciężarem na palcach. Cały czas czuję chłód ziemi, jej
delikatny dotyk oplatający me ciało. Zamykam oczy, staram się
skoncentrować. To jedyne co teraz istnieje. Cały świat zamykam w tym
jednym uczuciu.
Coś zakłóciło nocną ciszę. Delikany szelest liści,
równie nierzeczywisty jak one same, a jednocześnie tak mi bliski. Wciągam
dłonie z chłodnej, twardej materii. Rozkładam ręce. Chłodny wiatr
nadpłynął z północy. Jego niematerialne palce przesuwają się po moim
ciele. Cały czas z zamkniętymi oczami odchylam głowę do tyłu. Wciągam do
płuc zapach nocy. Pod powieki zaczynają wpełzać wspomnienia, wkradają się
do umysłu.
Jeszcze raz koncentruję się na dotyku, uśmiecham się.
Oddech staje się szybki, nierówny - chwila zwierzęcej przyjemności. Bardzo
krótka, ale jednocześnie niezwykle intensywna. Otwieram
oczy...
Oddech się uspokaja, przez ciało przechodzi dreszcz. Jest
jak fala ciepła rozchodząca się od środka pleców. Zmysły jeszcze chwilę
temu bardzo wyostrzone wracają do normy. Podnoszę się z kolan i otrzepuję
spodnie z resztek wilgotnej ziemi.
Kilka sekund... wystarczy na
początek. Trzeba od czegoś zacząć. Zaspokoić chwilowy głód. Może kiedyś
znajdę sposób by zostać tu na dłużej, uwolnić się od ograniczeń
narzuconych samemu sobie. Może wystarczy dostrzec różnicę?
|