Robotnicy wychodzą z fabryki.

 

Gdy ludzkość dopiero co nauczyła się utrwalać rzeczywistość na pierwszych środkach przekazu

powstawały miałkie oraz bezpłciowe twory mające na zadanie odwzorować całą przestrzeń która otaczała ich twórców. Te filmy nie zawierały w sobie żadnego szkieletu pod postacią: scenariusza oraz efektów specjalnych. Jednak były czymś tak autentycznym że aż uroczym. Jednym z pierwszych tworów tego rodzaju był film pod tytułem Robotnicy wychodzą z fabryki. W tym momencie można się zastanawiać co było bodźcem do tego aby to właśnie tak mało fascynująca scena stała się obiektem zainteresowania dla najwyższego dzieła ówczesnej techniki.

 

Dlaczego to nie byli "Poeci przy piórach" czy "Baletnice wykonujące fascynujące piruety"?

W końcu te profesje są o wiele bardziej zacne od zwykłej fizycznej roboty. Niewątpliwie,  tak jest, lecz według mojej skromnej teorii w każdym z nas jest coś, co co pewien czas zmusza nas do przyglądnięcia się brutalnie ciężkiej pracy oraz ludziom, którzy ją wykonują. I nie chcę słyszeć, że tak mają tylko ci którzy nie znają słów praca ponad siły! Każdy tak ma i już!

Przystając na moment i spoglądając na ten wycinek z rzeczywistości składamy mimowolny hołd czemuś, co pozwoliło wyprowadzić ludzkość z epoki kamienia łupanego.

 

Ciężka praca oraz szkolenie się do niej jednak coraz częściej jest uznawane za najwyższych

lotów upokorzenie oraz utratę marzeń o nieśmiertelności. Tak to prawda, że decydując się na wybranie w swoim życiu drogi w której wysiłek jest wpisany i niemal wytatuowany na twarzach ludzi zajmujących się danym fachem traci się możliwość zbudowania własnej legendy ale nieraz wybiera się wypracowana i w pełni zasłużoną godność. W tym momencie gdy to piszę w polskich szkołach średnich, wyższych można zaobserwować absurd nad absurdy. Ludzie mimo, że nie mają predyspozycji, biorą się za kierunki takie jak psychologia i socjologia czy inne kierunki do których nie wystarczy jasny oraz pojemny umysł. Dajmy na to do samej psychologi trzeba mieć zamiłowania i wręcz powołanie!

 

Pewnie teraz zastanawiacie się gdzie w tym wszystkim jest absurd? Już wam mówię bo to szalenie ważna sprawa. Szkoły zawodowe świecą pustkami podczas gdy na ludzi których kształci się w tym przybytku jest coraz większe branie. Dajmy na to po zawodowej krawieckiej wszyscy jej uczestnicy są po prostu rozchwytywani mimo, że nadal są nie do końca oszlifowani. Idąc za ciosem powiem, że operatorów ciężkiego sprzętu sprowadza się z zagranicy i płaci się im stawki

które obowiązują w ich krajach (czyli gdzieś dziesięć razy więcej niż u nas). Są to specjaliści, którzy niczym nie przerastają naszych więc dlaczego, gdy pracodawca ma okazję zatrudnić polski zespół, płaci polskie stawki, co tym samym jest główną motywacją Polaków do emigracji? Tego nie wiem, lecz tu i teraz mogę zaprzeczyć słowom jednego z moich profesorów które mniej więcej brzmiały tak:" Szkoły zawodowe to fabryka bezrobotnych".

 

***

 

Kim ja jestem, że oburzam się na ludzi którzy podążają za marzeniami rodem z krainy, w której są

one produkowane? Ja jestem wyłącznie człowiekiem który podąża za marzeniami rodem z krainy snów. Boję się, że zostanę zwykłym popychadłem do wszystkiego i do niczego. Boję się, że stado hedonistów będzie zbijało na takich jak ja małe fortuny. Boję się, że gdy zostane tylko wypaloną skorupą trafie na śmietnik bez zwykłego słowa dziękuję. Boję się. Dlatego idę za snami. Przekraczam pewną granicę urojeń i już jestem gotów do każdej decyzji mojej i losu.

 

 

Sato

 

 

sato50@poczta.onet.pl