Niepełnosprawni - pełnosprawni seksualnie

Niepełnosprawność jest sporym problemem. Powoduje bowiem ograniczenia w poszczególnych dziedzinach ludzkiej aktywności (intelektualne, ruchowe itd.). Ludzie niepełnosprawni bardzo chcieliby żyć jak reszta społeczeństwa. I w wielu sferach mogą to osiągnąć, dzięki swoim wielkim, niejednokrotnie bohaterskim, wysiłkom. Bywa jednak, że pewne ograniczenia są nie do przeskoczenia. I wtedy wspaniałe hasła takie jak "Jesteśmy tacy sami" można między bajki włożyć (zresztą to hasło jest marne dlatego, że choćby nie wiem jak baśniowo to zabrzmiało, każdy z nas jest inny, niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju). Zacząłem brutalnie? Nie, ja po prostu stwierdziłem fakty. To chyba lepsze niż wmawiać niesłyszącemu: możesz grać jak wirtuoz albo "wciskać" niewidomemu: masz szansę być tak dobrym malarzem jak Matejko. Nie tędy droga. Podobnie nawet nie próbuję wmawiać samemu sobie, że mógłbym zostać świetnym piłkarzem (skoro jestem noga w "nogę") albo fizykiem (skoro jestem humanistą pełną gębą). Wiadomo bowiem, że pewne rozdziały księgi o nazwie "Aktywność ludzka" zawsze będą dla mnie (jak i dla każdego innego człowieka na naszym globie) zamknięte (metafora że klękajcie narody :)).

Okazuje sie jednak, że nie wszyscy chcą przyjąć tę, oczywistą zdawałoby się, prawdę. Holandia - kraj, który nie przestaje mnie zadziwiać. Legalna trawka, aborcja i eutanazja przedstawiane jako najpoważniejsze osiągnięcia cywilizacyjne krainy tulipanów. Otóż w tejże Holandii wymyślono, że osoby niepełnosprawne można by usprawnić seksualnie (ba, również społecznie) poprzez zapewnienie im odbywania regularnych stosunków płciowych. Na czym w skrócie cała impreza polega? Otóż jest sobie takie stowarzyszenie o nazwie SAR, skupiające wolontariuszy, którzy za pieniądze (oryginalni to wolontariusze, co "niosą pomoc" za kasę) jeżdżą do domów niepełnosprawnych i służą im za partnerkę bądź partnera seksualnego.

Czytając artykuł o tym procederze i wypowiedzi Holendrów czułem, że albo ze mną jest coś nie tak, albo z nimi. Między mną a bohaterami tego artykułu jest gigantyczna przepaść mentalna, zupełnie inaczej patrzymy na większość spraw. Nie wiem, może jestem dziwny i staroświecki, ale takie zupełnie beznamiętne podejście do spraw związanych z seksem, takie holenderskie totalne zdegradowanie uprawiania miłości do jakichś mechanicznych "czynności" seksualnych uważam za nie mniejszy problem niż nasze polskie pomijanie i nie poruszanie tematów związanych z płciowością człowieka.

Jeżeli chodzi o samą ideę stowarzyszenia SAR to nie wzbudza ona mojego entuzjazmu. Nie odbieram niepełnosprawnym prawa do seksu, nie twierdzę, że są oni pozbawieni potrzeb tego typu. Seksualność osób niepełnosprawnych to olbrzymi problem. Ale dlaczego go rozwiązywać poprzez prostytucję (wiem, mocne słowa, ale to chyba po prostu nazwanie rzeczy po imieniu, bo w jak piękne słowa byśmy idei przyświecającej SAR nie ubrali to jest to jednak jakaś forma prostytucji)? Czy nie możnaby poszukać innych, może nieco bardziej skomplikowanych, ale zdecydowanie lepszych rozwiązań? I najważniejsze: czy nie możnaby wreszcie poważnie pomyśleć o uczuciach osób niepełnosprawnych?

Ktoś powie: przecież właśnie w SAR myślą chyba przede wszystkim o tym. Ha, z pozoru tak to rzeczywiście wygląda. Ale ja jestem przekonany, że mamy tutaj do czynienia z zabawą uczuciami, która jest tym bardziej niebezpieczna bo dotyczy osób niepełnosprawnych, mocno doświadczonych, bardzo wrażliwych oraz podatnych na różne zranienia. Nagle niepełnosprawny, młody, samotny chłopak spotyka dziewczynę, która jest dla niego miła, która jest ładna, zgrabna, dobra w łóżku. Czuje się z nią wspaniale. I choć jego przypadłość odebrała mu pełną sprawność, to nie odebrała mu uczuć. Ale niestety, chłopak ten nie ma u dziewczyny dużych szans (zresztą aby być z nią musiałby rozbić rodzinę, bo "wolontariusze" z SAR-u to często ludzie zamężni i posiadający dzieci). W artykule, który czytałem, przedstawiano co prawda człowieka, który będąc porażonym od szyi w dół miał kilka pięknych i młodszych od siebie partnerek, ale nie łudźmy się, to chlubny wyjątek.

Niepełnosprawni bardziej niż inni czekają na miłość, na kogoś bliskiego, z kim mogliby się związać na stałe, z kim mogliby dzielić swoje radości i smutki. SAR natomiast degraduje te potrzeby do regularnego odbywania udanych stosunków seksualnych. Ludzie, którzy wymyślili ideę SAR sądzili chyba, że problemy emocjonalne osób niepełnosprawnych rozwiążą się jeżeli będą oni zaspokojeni seksualnie. Jednak wydaje się, że u osoby wrażliwej kontakt w "wolontariuszami" z SAR-u mógłby tylko pogłębić frustracje i uczucie samotności. Z jednej strony niepełnosprawni klienci holenderskiej organizacji odczuwaliby chwilową przyjemność, a z drugiej wiedzieliby, że to tylko jedna godzina w tygodniu, a przez pozostały czas będą zupełnie sami. Dobije ich myśl, że "wolontariusz" z SAR-u to tylko dobry kolega, który co prawda "robi coś więcej" niż inni koledzy, ale tylko dlatego, że mu za to płacą.

Życie seksualne, przynajmniej według mojego zapatrywania na tą sprawę, jest tylko jedną ze sfer (wcale nie najważniejszą) uczucia jakie tworzy się pomiędzy dwojgiem ludzi. Nie można próbować łatać uczuciowej pustki (dotyczy to zarówno pełno- jak i niepełnosprawnych) poprzez zaspokojenie popędu seksualnego. Tą potrzebę, która jest potrzebą niższego rzędu, rozładować możemy z łatwością. Problem tylko w tym, że rozbudzi ona potrzeby wyższego rzędu (prawdziwa miłość). A tych w związkach egzystujących tylko z racji kontaktów seksualnych zaspokoić nie sposób...

Jacek Stojanowski

PS1: Zapraszam na moją stronkę:www.siewy.prv.pl
PS2: Zapraszam do mailowania:stoja@wp.pl