Styczeń 2007      


|:  RECENZJA  :|

Ewa Białołęcka - Róza Selerbergu
Solar

Fantastyka humorystyczna zaczyna być w Polsce coraz popularniejsza i to nie tylko w kręgach czytelniczych, ale również wśród pisarzy. Coraz większa liczba autorów sięga w swoich książkach po humorystyczne klimaty, często są to osoby, które wcześniej z tego rodzaju fantastyką np. Romuald Pawlak. Do tej grupy postanowiła dołączyć Ewa Białołęcka, wydając swój pierwszy humorystyczny tom opowiadań, "Różę Selerbergu".

Książka jest podzielona na trzy części, które nie są ze sobą powiązane fabularnie, co w sumie daje ok. 350 stronicową publikacje. w pierwszym rozdziale nazwanym "Selerbergiada" poznajemy 15-letnie rodzeństwo Selerbergów, Ricky'ego Marge, w drugiej części ("Przyczajony tygrys ukryty smok") pojawia się Eril Starbot siódmy syn, smoczyca Oura, oraz kot nazywany przez wszystkich po prostu kotem. W ostatniej części "Saga o ludziach MOD-u" gdzie spotykamy Mikela, zabójcę smoków, oraz (w drugim opowiadaniu) jego synów. Jak widać dostajemy całkiem sporo do poczytania, ponieważ na każdą część składa się kilka opowiadań. No, ale zostawmy suche fakty i przejdźmy do rzeczy.

"Selerbergiada" od razu skojarzyła mi się z Harrym Potterem. Mamy między tymi książkami jest kilka podobieństw min. wiek bohaterów, szkoły do jakich chodzą, zastępująca quidditcha gra w krykieta, starania się kilku uczniów o zostanie prefektami itp. Jednak opowiadania Białołęckiej z pewnością nie są dla dzieci, ponieważ zawierają sporo erotyki (biseksualna diablica, erotyczno-kulinarne wizje itp.) . W ogóle oś fabularna tej części książki kręci się w okół najróżniejszych odmian miłości. Na szczęście Białołęcka nie stworzyła ckliwego romansidło tylko porządne, zabawne czytadło. Czyta się to bardzo szybko i przyjemnie, dosłownie lecąc przez kartki.

Drugi rozdział pozbawiony jest głębszej warstwy fabularnej, w zasadzie całość sprowadza się do tego, że Eril musi koniecznie zdobyć głowę smoka, bo inaczej będzie miał poważne kłopoty. Na szczęście Białołęcka fantastycznie rozwinęła bohaterów, dzięki czemu czytelnik nie zwraca uwagi na niedostatkie fabularne. W czasie czytania dowiadujemy się o Erilu i Ourze bardzo dużo, jednak autorka nie przesadziła i opisy nie są nudne. Bardzo spodobało mi się podzielenie opowiadań na te pisane z perspektywy rycerza i smoka, Białołęcka fantastycznie je ze sobą połączyła, czyta się to świetnie.
"Saga o ludziach MOD-u" jest podzielona na dwa opowiadania. W pierwszym niejaki Mikel pracownik Miejskiego Oddziału Drakonizacyjnego ma zadanie zabić pewnego czarnego smoka, który popełnił kilka bardzo ważnych wykroczeń (min. zjadanie wołów, zianie ogniem w ludzi itp.) i jest ogólnym zagrożeniem. W drugim zaś synowie Mikela, aby dostać fortunę ojca muszą skądś wytrzasnąć głowę czarnego smoka (taki był warunek w testamencie). Drugie opowiadanie jest dużo zabawniejsze od pierwszego, ponieważ opiera się na świetnych dialogach między rodzeństwem, a także prawie-że-efektywnymi próbami zabicia smoka ;). Naprawdę przy tym opowiadaniu uśmiałem się setnie.

 

  Róża Selerbergu
  fantastyka
 

 



Jednym z największych atutów tej książki jest świat, bardzo różniący się od typowych światów fantasy. Oczywiście nadal mamy do czynienia z krainą miecza, magii, krasnoludów, elfów itp. jednak jest on podobny do naszego, co najmocniej zostało zaakcentowane w "Selerbergiadzie". Uczniowie słuchają rocka (muzyka wykonywana przez krasnoludy za pomocą kamieni) noszą glany (zwane krasnoludanami) i zachowują się i ubierają podobnie jak my. Sam humor bardzo przypomina ten z książek Pratchetta, dzięki czemu książka bardzo mi się spodobała. Co prawda Białołęcka nie jest tak dobra jak mistrz angielskiego humoru*, ale i tak jest nieźle. Zaciekawiło mnie także podejście autorki do smoków. W książce nie są to ziejące ogniem gadziny, tylko przypominające psy, lekkie, wręcz eteryczne, stwory. Szczerze mówiąc bardzo mi się takie podejście spodobało.
 
"Róża Selerbegu" została wydana przez wydawnictwo "Runa", które jak zwykle spisało się bardzo dobrze. Wyjątkowa przyjemna różowa okładka (chociaż niektórych czytelników może ona odstraszyć) dobrze mówi o tym, co przedstawi nam książka. Ilustracje które znajdziemy w środku również wykonano bardzo dobrze, mam tylko jedno zastrzeżenie co do rysunku przedstawiającego Jo. Wątpię, żeby 11-letnia dziewczynka miała tak rozwinięte...eee... atrybuty. Poza tym wszystko jest ok.

Książka dzisiaj zrecenzowana jest wręcz modelowym przykładem tego, co niektórzy nazywają kobiecą fantasy. Jest to książka bardzo przyjemna, zabawna idelana do poczytania w listopadowy wieczór, żeby się choć trochę rozerwać i odpocząć od tego wszystkiego co na zewnątrz. Dlatego, poczytaj sobie, czytelniku. A i strzeż się Wilkołąka!

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!