|
Ewa Białołęcka - Róza Selerbergu
Solar
Fantastyka humorystyczna zaczyna być w Polsce coraz popularniejsza i to nie
tylko w kręgach czytelniczych, ale również wśród pisarzy. Coraz większa liczba
autorów sięga w swoich książkach po humorystyczne klimaty, często są to osoby,
które wcześniej z tego rodzaju fantastyką np. Romuald Pawlak. Do tej grupy
postanowiła dołączyć Ewa Białołęcka, wydając swój pierwszy humorystyczny tom
opowiadań, "Różę Selerbergu".
Książka jest podzielona na trzy części, które nie są ze sobą powiązane
fabularnie, co w sumie daje ok. 350 stronicową publikacje. w pierwszym rozdziale
nazwanym "Selerbergiada" poznajemy 15-letnie rodzeństwo Selerbergów, Ricky'ego
Marge, w drugiej części ("Przyczajony tygrys ukryty smok") pojawia się Eril
Starbot siódmy syn, smoczyca Oura, oraz kot nazywany przez wszystkich po prostu
kotem. W ostatniej części "Saga o ludziach MOD-u" gdzie spotykamy Mikela,
zabójcę smoków, oraz (w drugim opowiadaniu) jego synów. Jak widać dostajemy
całkiem sporo do poczytania, ponieważ na każdą część składa się kilka opowiadań.
No, ale zostawmy suche fakty i przejdźmy do rzeczy.
"Selerbergiada" od razu skojarzyła mi się z Harrym Potterem. Mamy między tymi
książkami jest kilka podobieństw min. wiek bohaterów, szkoły do jakich chodzą,
zastępująca quidditcha gra w krykieta, starania się kilku uczniów o zostanie
prefektami itp. Jednak opowiadania Białołęckiej z pewnością nie są dla dzieci,
ponieważ zawierają sporo erotyki (biseksualna diablica, erotyczno-kulinarne
wizje itp.) . W ogóle oś fabularna tej części książki kręci się w okół
najróżniejszych odmian miłości. Na szczęście Białołęcka nie stworzyła ckliwego
romansidło tylko porządne, zabawne czytadło. Czyta się to bardzo szybko i
przyjemnie, dosłownie lecąc przez kartki.
Drugi rozdział pozbawiony jest głębszej warstwy fabularnej, w zasadzie całość
sprowadza się do tego, że Eril musi koniecznie zdobyć głowę smoka, bo inaczej
będzie miał poważne kłopoty. Na szczęście Białołęcka fantastycznie rozwinęła
bohaterów, dzięki czemu czytelnik nie zwraca uwagi na niedostatkie fabularne. W
czasie czytania dowiadujemy się o Erilu i Ourze bardzo dużo, jednak autorka nie
przesadziła i opisy nie są nudne. Bardzo spodobało mi się podzielenie opowiadań
na te pisane z perspektywy rycerza i smoka, Białołęcka fantastycznie je ze sobą
połączyła, czyta się to świetnie.
"Saga o ludziach MOD-u" jest podzielona na dwa opowiadania. W pierwszym niejaki
Mikel pracownik Miejskiego Oddziału Drakonizacyjnego ma zadanie zabić pewnego
czarnego smoka, który popełnił kilka bardzo ważnych wykroczeń (min. zjadanie
wołów, zianie ogniem w ludzi itp.) i jest ogólnym zagrożeniem. W drugim zaś
synowie Mikela, aby dostać fortunę ojca muszą skądś wytrzasnąć głowę czarnego
smoka (taki był warunek w testamencie). Drugie opowiadanie jest dużo
zabawniejsze od pierwszego, ponieważ opiera się na świetnych dialogach między
rodzeństwem, a także prawie-że-efektywnymi próbami zabicia smoka ;). Naprawdę
przy tym opowiadaniu uśmiałem się setnie.
|
|
|
|
|
Róża Selerbergu |
|
|
fantastyka |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
Jednym z największych atutów tej książki jest świat, bardzo różniący się od
typowych światów fantasy. Oczywiście nadal mamy do czynienia z krainą miecza,
magii, krasnoludów, elfów itp. jednak jest on podobny do naszego, co najmocniej
zostało zaakcentowane w "Selerbergiadzie". Uczniowie słuchają rocka (muzyka
wykonywana przez krasnoludy za pomocą kamieni) noszą glany (zwane krasnoludanami)
i zachowują się i ubierają podobnie jak my. Sam humor bardzo przypomina ten z
książek Pratchetta, dzięki czemu książka bardzo mi się spodobała. Co prawda
Białołęcka nie jest tak dobra jak mistrz angielskiego humoru*, ale i tak jest
nieźle. Zaciekawiło mnie także podejście autorki do smoków. W książce nie są to
ziejące ogniem gadziny, tylko przypominające psy, lekkie, wręcz eteryczne,
stwory. Szczerze mówiąc bardzo mi się takie podejście spodobało.
"Róża Selerbegu" została wydana przez wydawnictwo "Runa", które jak zwykle
spisało się bardzo dobrze. Wyjątkowa przyjemna różowa okładka (chociaż
niektórych czytelników może ona odstraszyć) dobrze mówi o tym, co przedstawi nam
książka. Ilustracje które znajdziemy w środku również wykonano bardzo dobrze,
mam tylko jedno zastrzeżenie co do rysunku przedstawiającego Jo. Wątpię, żeby
11-letnia dziewczynka miała tak rozwinięte...eee... atrybuty. Poza tym wszystko
jest ok.
Książka dzisiaj zrecenzowana jest wręcz modelowym przykładem tego, co niektórzy
nazywają kobiecą fantasy. Jest to książka bardzo przyjemna, zabawna idelana do
poczytania w listopadowy wieczór, żeby się choć trochę rozerwać i odpocząć od
tego wszystkiego co na zewnątrz. Dlatego, poczytaj sobie, czytelniku. A i strzeż
się Wilkołąka!
|
|