Styczeń 2007      


|:  RECENZJA  :|

Romain Gary  - Obietnica poranka
Fauske

We francuskich Żydach tkwi potencjał. Cholerny. Muszę to napisać, bo po przeczytaniu kolejnej książki
napisanej w języku Napoleona przez człowieka, w którego żyłach płynęła krew ludów semickich, jestem pod
wrażeniem. Tym bardziej, że na Romaina Gary'ego natrafiłam zupełnie przypadkiem - a tak się składa, że
pisarz ów jest w prawdzie Żydem rosyjskim, ponadto wychowanym na polskich kresach, który z czasem
jednak trafił do ojczyzny Dumasa i Hugo.

Przypadek? Może. Na szczęście mister Romain nie skupia się w "Obietnicy poranka" na swoim pochodzeniu,
ani razu nie padają w jego autobiografii słowa takie jak "Izrael" czy "holocaust" - czyli wszystko to, z czym obecnie Żydzi są kojarzeni. Może dlatego, że ów utytułowany francuski (o tak!) pisarz, dyplomata, człowiek odznaczony Krzyżem Wyzwolenia przez samego generała de Gaulle'a, żył i myślał inaczej, niż można by się spodziewać po człowieku, który urodził się w roku wybuchu I WŚ. Był prawdziwym Europejczykiem - bez żadnych kompleksów, ufny w swoje siły i talenty, ale też mocno wspierany przez matkę, gdyż ojca, zdaje się, nie poznał wcale. Myślicie, że łatwo było mieć takie podejście w czasach, gdy za pochodzenie można było trafić do gazu? Tylko że Gary nie robi co do tego najmniejszej aluzji, nic na ten temat nie pisze, a opowieść o swoim życiu snuje w taki sposób, jak gdyby nie działa się w Europie na początku XX w., a w krainie, gdzie marzenia się spełniają i każdy może osiągnąć to, co chce.

Jak można się domyślać, Gary to tylko pseudonim literacki, prawdziwe nazwisko pisarza
brzmi Kacev (a może raczej: Kacew?). Zresztą, sama historia z wymyślaniem nazwiska godnego literata,
jest dosyć interesująca. Otóż, pewnego dnia nastoletni Romain i jego matka zdecydowali, że chłopak osiągnie sukces w zakresie słowa pisanego:

"W taki sposób, po kolejnym wyeliminowaniu muzyki, tańca i malarstwa, zdecydowaliśmy się na literaturę
mimo niebezpieczeństwa chorób wenerycznych. Obecnie pozostało nam już tylko - by zapoczątkować
realizację naszych marzeń - wyszukanie pseudonimu godnego arcydzieł, których świat od nas oczekiwał. Po całych dniach siedziałem w swoim pokoju, zapisując kartki papieru olśniewającymi nazwiskami. Matka
wsuwała czasem głowę przez drzwi, by sprawdzić, czy trwam w stanie natchnienia. (...) Brałem do ręki
kartkę papieru i pokazywałem jej wyniki mojej całodziennej pracy literackiej. Rezultaty nigdy mnie nie
zadowalały. Żadne nazwisko, choćby nie wiem jak piękne i wspaniale brzmiące, nie wydawało mi się godne
czynu, którego chciałem dla matki dokonać.
- Aleksander Natal. Armand de la Torre. Terral. Vasco de la Fernaye...
Ciągnęło się to przez wiele stron. Po każdej wiązance imion spoglądaliśmy na siebie i potrząsaliśmy głowami. To nie było to - wcale a wcale nie to. W gruncie rzeczy znaliśmy doskonale nazwiska, jakich nam było
trzeba - niestety, wszystkie były już zajęte. I Goethe, i Szekspir, i Wiktor Hugo. A przecież było to właśnie
to, czym chciałem być dla niej, co chciałem jej ofiarować. Czasami, kiedy tak siedziałem przy stole w
krótkich spodenkach i podnosiłem ku niej oczy, wydawało mi się, że świat jest zbyt mały, by pomieścić całą
moją miłość".

Gary bardzo kochał swoja matkę. A ona jego nawet bardziej. Przejawy tej matczynej miłości widać przez
całą książkę, co sprawia, że "Obietnica.." należy do pozycji wybitnie ukazujących nadopiekuńcze uczucia
rodzicielskie. Warto wspomnieć, że matka Gary'ego - niespełniona artystka - pokładała w swoim synu wielkie nadzieje, ba! Ona była przekonana, ze Romain osiągnie sukces, co powtarzała mu już od najmłodszych lat. Pisarz więc wiedział, że będzie sławnym francuskim literatem, dyplomatą i utytułowanym wojskowym. Jego matka musiała mieć chyba jakieś nadprzyrodzone moce, skoro wszystko, czego dla swojego jedynego dziecka pragnęła - spełniło się. Oczywiście jako kobieta obrotna,
choć już niemłoda (urodziła Romaina grubo po trzydziestce), pomagała szczęściu. Przeniosła się z synem z Moskwy do Wilna, gdzie imała się najróżniejszych zajęć, by trafić do wymarzonego kraju - Francji. Ponadto
oczywiście potrzebne jej były pieniądze, aby swą latorośl kształcić we wszelkich możliwych kierunkach.
Można by pomyśleć, że dzieciaka przerosną ambicje matki. Skądże znowu! Gary robił wszystko, by jego
rodzicielka była szczęśliwa. Oboje zresztą żyli w jakiejś niepojętej symbiozie, którą w pewnym momencie
sam Kacew nazwał nie przeciętą przy narodzinach pępowiną.

 

  La Promesse de l'aube
  literatura piękna / autobiografia
 

 



"Spojrzała na mnie z niepokojem i złożyła dłonie: - Przede wszystkim, moje dziecko, przede wszystkim
pamiętaj o jednym: nigdy nie przyjmuj od kobiet pieniędzy. Nigdy. Umarłabym przez to. Przysięgnij mi,
przysięgnij na głowę twojej matki...
Przysięgałem. Był to punkt, do którego powracała ustawicznie i który napełniał ją niezwykła trwogą.
- Możesz przyjmować w prezencie rozmaite przedmioty, na przykład wieczne pióro, portfel, nawet
rolls-royce'a, wszystko możesz przyjąć, ale pieniędzy nigdy!"

Matka dawała Gary'emu wiele rad. Ale też wiele oczekiwała. Była cierpliwa, o wiele bardziej niż Romain,
który częstokroć obawiał się, że nie zdąży osiągnąć wszystkiego, czego pragnie najukochańsza dla niego
istota przed jej śmiercią. Jednak każdy jego sukces, każdy mały krok w kierunku ostatecznego triumfu -
pierwsze wydrukowane opowiadanie, awanse w oddziałach lotniczych - napawały ją wielka, przesadzoną
momentami dumą. Wyobraźcie sobie starą rosyjską kobietę, która przemierza rynek we francuskim
miasteczku, stukając laską i pokazując przechodniom egzemplarz pisma z opowiadaniem jej syna. Ale Gary i
do wstydu się przyzwyczaił, zresztą - jakie znaczenie miał ów wstyd? Przecież kochał swoją matkę...

Z tej miłości do matki Romain robił naprawdę wiele; można nawet pokusić się o stwierdzenie, że własnie to uczucie ukształtowało jego życie. A jego losy są naprawdę barwne. W trakcie lektury momentami łapałam się na tym, że nagromadzanie przygód głównego bohatera jest niemal nierealne. W prawdziwym życiu to niemożliwe... Hej, zaraz! Przecież to JEST prawdziwe życie, życie Romaina Gary'ego! Faceta, który z Moskwy trafił na drugi koniec świata, który dotarł do mitycznej Francji przez Wilno i Warszawę; który stał się Francuzem i walczył o wolność tego kraju (a i to robił głównie dla matki, dla której Francja była druga do kochania zaraz po synu). W międzyczasie studiował prawo w Paryżu, bombardował niemieckie łodzie podwodne, włóczył się po afrykańskich domach publicznych jako domniemany dezerter, pojedynkował się z polskimi patriotami w Anglii... I zapewne umieścił w swojej autobiografii tylko te kilka najistotniejszych epizodów, które, ot, utkwiły mu w pamięci. Ten człowiek wiele widział i słyszał, wiele osób poznał, wiele przeżył. I na dodatek potrafił to świetnie opisać. To nie jest drętwa książka o smutnym tułaczu obarczonym ambicjami toksycznej mamusi. To jest niezwykle wciągająca opowieść o facecie, który przez całe życie miał jakieś cele, do których dążył. Owszem, przeżywał wzloty i upadki, kobiety przychodziły i odchodziły, wiodło mu się różnie. Ale zawsze gdzieś w tle występowała postać jego matki - dla niej żył i dla niej starał się nie poddawać. Pokazał to w "Obietnicy poranka", gdzie podzielił się swoimi dziejami z wielkim dystansem do własnej osoby, dorzucił do tego masę zabawnych dialogów, wymownych opisów i luźnych przemyśleń.

Co napisać w podsumowaniu? Może to, że jeżeli macie ochotę na pełnokrwistą opowieść o życiu, to ze szczerego serca polecam Wam tę książkę, bo to kawał dobrej literatury. Powiem szczerze, że jak kiedyś przypadkiem trafię na kolejną ksiażkę pana Gary'ego, to na pewno postaram się z nią zapoznać..

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!