|
Romain Gary -
Obietnica poranka
Fauske
We francuskich Żydach tkwi potencjał. Cholerny. Muszę to napisać, bo po
przeczytaniu kolejnej książki
napisanej w języku Napoleona przez człowieka, w którego żyłach płynęła krew
ludów semickich, jestem pod
wrażeniem. Tym bardziej, że na Romaina Gary'ego natrafiłam zupełnie przypadkiem
- a tak się składa, że
pisarz ów jest w prawdzie Żydem rosyjskim, ponadto wychowanym na polskich
kresach, który z czasem
jednak trafił do ojczyzny Dumasa i Hugo.
Przypadek? Może. Na szczęście mister Romain nie skupia się w "Obietnicy poranka"
na swoim pochodzeniu,
ani razu nie padają w jego autobiografii słowa takie jak "Izrael" czy
"holocaust" - czyli wszystko to, z czym obecnie Żydzi są kojarzeni. Może
dlatego, że ów utytułowany francuski (o tak!) pisarz, dyplomata, człowiek
odznaczony Krzyżem Wyzwolenia przez samego generała de Gaulle'a, żył i myślał
inaczej, niż można by się spodziewać po człowieku, który urodził się w roku
wybuchu I WŚ. Był prawdziwym Europejczykiem - bez żadnych kompleksów, ufny w
swoje siły i talenty, ale też mocno wspierany przez matkę, gdyż ojca, zdaje się,
nie poznał wcale. Myślicie, że łatwo było mieć takie podejście w czasach, gdy za
pochodzenie można było trafić do gazu? Tylko że Gary nie robi co do tego
najmniejszej aluzji, nic na ten temat nie pisze, a opowieść o swoim życiu snuje
w taki sposób, jak gdyby nie działa się w Europie na początku XX w., a w
krainie, gdzie marzenia się spełniają i każdy może osiągnąć to, co chce.
Jak można się domyślać, Gary to tylko pseudonim literacki, prawdziwe nazwisko
pisarza
brzmi Kacev (a może raczej: Kacew?). Zresztą, sama historia z wymyślaniem
nazwiska godnego literata,
jest dosyć interesująca. Otóż, pewnego dnia nastoletni Romain i jego matka
zdecydowali, że chłopak osiągnie sukces w zakresie słowa pisanego:
"W taki sposób, po kolejnym wyeliminowaniu muzyki, tańca i malarstwa,
zdecydowaliśmy się na literaturę
mimo niebezpieczeństwa chorób wenerycznych. Obecnie pozostało nam już tylko - by
zapoczątkować
realizację naszych marzeń - wyszukanie pseudonimu godnego arcydzieł, których
świat od nas oczekiwał. Po całych dniach siedziałem w swoim pokoju, zapisując
kartki papieru olśniewającymi nazwiskami. Matka
wsuwała czasem głowę przez drzwi, by sprawdzić, czy trwam w stanie natchnienia.
(...) Brałem do ręki
kartkę papieru i pokazywałem jej wyniki mojej całodziennej pracy literackiej.
Rezultaty nigdy mnie nie
zadowalały. Żadne nazwisko, choćby nie wiem jak piękne i wspaniale brzmiące, nie
wydawało mi się godne
czynu, którego chciałem dla matki dokonać.
- Aleksander Natal. Armand de la Torre. Terral. Vasco de la Fernaye...
Ciągnęło się to przez wiele stron. Po każdej wiązance imion spoglądaliśmy na
siebie i potrząsaliśmy głowami. To nie było to - wcale a wcale nie to. W gruncie
rzeczy znaliśmy doskonale nazwiska, jakich nam było
trzeba - niestety, wszystkie były już zajęte. I Goethe, i Szekspir, i Wiktor
Hugo. A przecież było to właśnie
to, czym chciałem być dla niej, co chciałem jej ofiarować. Czasami, kiedy tak
siedziałem przy stole w
krótkich spodenkach i podnosiłem ku niej oczy, wydawało mi się, że świat jest
zbyt mały, by pomieścić całą
moją miłość".
Gary bardzo kochał swoja matkę. A ona jego nawet bardziej. Przejawy tej
matczynej miłości widać przez
całą książkę, co sprawia, że "Obietnica.." należy do pozycji wybitnie
ukazujących nadopiekuńcze uczucia
rodzicielskie. Warto wspomnieć, że matka Gary'ego - niespełniona artystka -
pokładała w swoim synu wielkie nadzieje, ba! Ona była przekonana, ze Romain
osiągnie sukces, co powtarzała mu już od najmłodszych lat. Pisarz więc wiedział,
że będzie sławnym francuskim literatem, dyplomatą i utytułowanym wojskowym. Jego
matka musiała mieć chyba jakieś nadprzyrodzone moce, skoro wszystko, czego dla
swojego jedynego dziecka pragnęła - spełniło się. Oczywiście jako kobieta
obrotna,
choć już niemłoda (urodziła Romaina grubo po trzydziestce), pomagała szczęściu.
Przeniosła się z synem z Moskwy do Wilna, gdzie imała się najróżniejszych zajęć,
by trafić do wymarzonego kraju - Francji. Ponadto
oczywiście potrzebne jej były pieniądze, aby swą latorośl kształcić we wszelkich
możliwych kierunkach.
Można by pomyśleć, że dzieciaka przerosną ambicje matki. Skądże znowu! Gary
robił wszystko, by jego
rodzicielka była szczęśliwa. Oboje zresztą żyli w jakiejś niepojętej symbiozie,
którą w pewnym momencie
sam Kacew nazwał nie przeciętą przy narodzinach pępowiną.
|
|
|
|
|
La Promesse de l'aube |
|
|
literatura piękna / autobiografia |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
"Spojrzała na mnie z niepokojem i złożyła dłonie: - Przede wszystkim, moje
dziecko, przede wszystkim
pamiętaj o jednym: nigdy nie przyjmuj od kobiet pieniędzy. Nigdy. Umarłabym
przez to. Przysięgnij mi,
przysięgnij na głowę twojej matki...
Przysięgałem. Był to punkt, do którego powracała ustawicznie i który napełniał
ją niezwykła trwogą.
- Możesz przyjmować w prezencie rozmaite przedmioty, na przykład wieczne pióro,
portfel, nawet
rolls-royce'a, wszystko możesz przyjąć, ale pieniędzy nigdy!"
Matka dawała Gary'emu wiele rad. Ale też wiele oczekiwała. Była cierpliwa, o
wiele bardziej niż Romain,
który częstokroć obawiał się, że nie zdąży osiągnąć wszystkiego, czego pragnie
najukochańsza dla niego
istota przed jej śmiercią. Jednak każdy jego sukces, każdy mały krok w kierunku
ostatecznego triumfu -
pierwsze wydrukowane opowiadanie, awanse w oddziałach lotniczych - napawały ją
wielka, przesadzoną
momentami dumą. Wyobraźcie sobie starą rosyjską kobietę, która przemierza rynek
we francuskim
miasteczku, stukając laską i pokazując przechodniom egzemplarz pisma z
opowiadaniem jej syna. Ale Gary i
do wstydu się przyzwyczaił, zresztą - jakie znaczenie miał ów wstyd? Przecież
kochał swoją matkę...
Z tej miłości do matki Romain robił naprawdę wiele; można nawet pokusić się o
stwierdzenie, że własnie to uczucie ukształtowało jego życie. A jego losy są
naprawdę barwne. W trakcie lektury momentami łapałam się na tym, że
nagromadzanie przygód głównego bohatera jest niemal nierealne. W prawdziwym
życiu to niemożliwe... Hej, zaraz! Przecież to JEST prawdziwe życie, życie
Romaina Gary'ego! Faceta, który z Moskwy trafił na drugi koniec świata, który
dotarł do mitycznej Francji przez Wilno i Warszawę; który stał się Francuzem i
walczył o wolność tego kraju (a i to robił głównie dla matki, dla której Francja
była druga do kochania zaraz po synu). W międzyczasie studiował prawo w Paryżu,
bombardował niemieckie łodzie podwodne, włóczył się po afrykańskich domach
publicznych jako domniemany dezerter, pojedynkował się z polskimi patriotami w
Anglii... I zapewne umieścił w swojej autobiografii tylko te kilka
najistotniejszych epizodów, które, ot, utkwiły mu w pamięci. Ten człowiek wiele
widział i słyszał, wiele osób poznał, wiele przeżył. I na dodatek potrafił to
świetnie opisać. To nie jest drętwa książka o smutnym tułaczu obarczonym
ambicjami toksycznej mamusi. To jest niezwykle wciągająca opowieść o facecie,
który przez całe życie miał jakieś cele, do których dążył. Owszem, przeżywał
wzloty i upadki, kobiety przychodziły i odchodziły, wiodło mu się różnie. Ale
zawsze gdzieś w tle występowała postać jego matki - dla niej żył i dla niej
starał się nie poddawać. Pokazał to w "Obietnicy poranka", gdzie podzielił się
swoimi dziejami z wielkim dystansem do własnej osoby, dorzucił do tego masę
zabawnych dialogów, wymownych opisów i luźnych przemyśleń.
Co napisać w podsumowaniu? Może to, że jeżeli macie ochotę na pełnokrwistą
opowieść o życiu, to ze szczerego serca polecam Wam tę książkę, bo to kawał
dobrej literatury. Powiem szczerze, że jak kiedyś przypadkiem trafię na kolejną
ksiażkę pana Gary'ego, to na pewno postaram się z nią zapoznać..
|
|