|
Tomasz Pacyński -
Smokobójca
BlackDog
Recenzja jak najbardziej subiektywna
Jestem człowiekiem wielce niezależnym i nie patrzącym w ogóle na poglądy innych
ludzi. Dlatego też przed rozpoczęciem pisania tejże jakże wielce subiektywnej
recenzji nie czytałem opinii innych ludzi o „Smokobójcy”. To właśnie książka
Tomasza Pacyńskiego, pisarza zmarłego w 2005 roku, ku wielkiemu smutku wszelkich
środowisk fantastycznych jest przedmiotem tej recenzji. Moja opinia o tymże
zbiorze opowiadań w żadnym wypadku nie jest wytworzona na podstawie tego, co
mówili o nim inni. Ja bowiem nie czytam innych recenzji ksiązki, dopóki sam nie
naskrobię tekstu. Taka ma natura. Dziękuję za zrozumienie.
„Smokobójca” dzieli się na dwie części. Pierwsza z nich to cztery opowieści o
łowcy smoków Rogerze z Mons, natomiast druga to trzy niepowiązane ze sobą
opowiadanka. Myślę, że w przypadku opowiadań opisywanie fabuły nie jest zbyt
dobra rzeczą, ba! powiedział bym nawet, że wielce nie wskazaną. Kto się nie
zgadza, niech nie czyta dalej.
Powiem jedynie, iż wszystko jest osadzone w średniowiecznym świecie, gdzie aż
roi się od nietypowych, trzeba powiedzieć magicznych stworzeń. To jakieś smoki,
co oczywiste, to czarownice, rozumne koty, jednym słowem, a może raczej zdaniem
– wszystko czego miłośnik fantasy oczekuje od dobrej książki.
Pacyński używa wielce barwnego języka i (co wzbudza u mnie największą radość)
śmiesznego. Przy niektórych sytuacjach niemalże pękałem ze śmiechu, a nie zdarza
mu się to zbyt często przy czytaniu. Sam byłem tym wielce zaskoczony i zaliczam
to jako największy plus tegoż zbioru. Nie brakuje jednakże innych, równie
dobrych stron lektury. Można wyliczyć nieskomplikowane fabuły, ciekawe dialogi i
nie pozostawiających wiele do życzenia bohaterów. Wprawdzie świat przedstawiony
nie jest jakoś szczególnie rozbudowany, ale raczej nie wymaga się Rego tak
bardzo w przypadku opowiadań.
Siedem opowieści, każda dobra, jednakże jedna odstaje od reszty. Chodzi mi o
„Komu wyje pies”. Pierwsze czym wyróżnia się z tego mini-tłumu jest na pewno
długość, opowiadanie ma aż 140 stron. Godne polecenia jest to, że jest wielce
ciekawe i w ogóle nie zanudza, a niestety w innych się to zdarzało.
Właśnie, muszę przejść do gorszej rzeczy, tejże
książki. Opowiadania są niestety, niekiedy trochę nudnawe i pozostawiając
odczucie sporego niedosytu. Ciągną się jak roztopiony ser i tylko denerwują
czytelnika, który czeka aż autor przejdzie do sedna sprawy. Owijanie w bawełnę –
mimo tego, iż nie ma tu długich opowieści, poza tym jednym wyróżnionym
wcześniej, to wszystko sprowadza się do tego, że autor miast opisywać akcję,
wydarzenia przedstawia nam większość myśli głównych bohaterów, a – z całym
szacunkiem dla Pacyńskiego – nie bardzo mu to wychodzi. Zdecydowanie lepiej dla
książki by było gdyby były to opowieści szybkie, dynamiczne i liczne w ciekawą
akcję, walkę. W tym bowiem Pacyński sprawdza się bardzo dobrze.
|
|
|
|
|
|
|
|
Fantasy |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
Tak się zastanawiam, czy aby za bardzo się nie czepiam. Wszak całość czytało się
wielce fajne i wesoło (te napady śmiechu naprawdę są ogromnie pozytywne) i nie
można powiedzieć, że odczuwałem jakieś braki, czy że książka mnie ogromnie
nużyła. Tak nie było, mogę nawet powiedzieć, że wielce mnie zaciekawiła, ale
jednak jakieś odczucie niedosytu pozostaje. Po przeczytaniu opowiadań miałem
wrażenie jakbym przeczytał pół powieści, której brakuje elementów walki, a
pozostały tylko opisy. Dziwne? Być może, ja czasem mam dziwne przekonania.
Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że część o Rogerze (niestety krótsza) wypada
znacznie lepiej niż druga (mimo tego, że znajduje się tam najlepsze opowiadanie
zbioru – „Komu wyje pies”). Jestem przekonany, że gdyby autor żył napisałby
jeszcze jakieś rzeczy o słynnym smokobójcy. Może nawet pokusiłby się o powieść?
Ale nie będę przecież gdybał.
Pacyński miał fajny styl i jest to zauważane przez wielu znawców fantastyki, nie
tylko przeze mnie. Jednakże nie wszystkim podobało się to jak układał
opowiadania, czy powieści. Ja po drugim jego zbiorze, który przeczytałem
utwierdzam się w przekonaniu, że należę do tych osób. Chociaż jeszcze wiele jego
rzeczy muszę poznać. Może kiedyś, z czasem zmienię swe zdanie. Ale jednak mocną
w to wątpię.
|
|