List do mojego alter ego



Aleksandrze!

Postanowiłem sobie tak tytułować Twoją skromną osobę. Nie obrazisz się chyba? Być może mógłbym znaleźć setki innych określeń, być może nawet bym ich szukał. Dzisiaj. Dzisiaj chciałem Ci powiedzieć, że przyszła już chyba właściwa pora na swoistą wymianę. Nie, nie wymianę doświadczeń, ta odbywa się przecież nieustannie. Chodzi mi o coś bardziej, hm, cielesnego (chociaż zdaję sobie sprawę, jak blado to określenie wygląda, biorąc pod uwagę nasze relacje).

Aleksandrze, zawsze byłeś przy mnie, gdy działo się coś ważnego. Zresztą, Ty trwałeś obok cały czas, po prostu nie zawsze mogłeś być dla mnie dostrzegalny, prawda? Bo i też nie zawsze szukałem swojego lepszego „ja”. Czasem udawało mi się prosto ukroić chleb czy nie rozsypać kawy podczas przenoszenia jej z metalowego pojemnika do szklanki. Najbardziej pamiętam te spektakularne zdarzenia. Wiem, że Ty dałeś w gębę temu nadętemu bufonowi, kiedy po raz kolejny mnie obrażał. Wiem, że postawiłeś się mojemu ojcu, gdy kolejny raz stawiał bezsensowny zakaz. Wreszcie wiem, że Ty swój pierwszy raz przeżyłeś już bardzo dawno temu. Ja czekam, powoli zaczynając żyć bardziej Twoim niż moim światem. Zresztą, jakie to ma teraz znaczenie? Jak wspomniałem na początku, chciałbym się zamienić.

Jak to: dlaczego? To chyba jasne. Popatrz, jakie możliwości otwierają się przede mną, kiedy ja stanę się Tobą, a Ty mną. Jasne, w pewnym sensie jesteśmy nierozerwalni i jakiekolwiek dywagacje na ten temat należałoby zaraz uciąć. Ja jednak chcę spróbować, poczuć to, co Ty czujesz, gdy Twoja pięść ląduje na twarzy mojego wroga. Przestać wpatrywać się w Twoje życie, a zacząć nim zwyczajnie żyć. Zdajesz sobie sprawę, jak wiele mógłbym w jednej sekundzie zyskać, na jak odmiennej - lepszej! - pozycji się znaleźć? Wiesz? Pewnie, że nie. Ty zawsze byłeś tym lepszym, odważniejszym, może nawet przystojniejszym, choć podobno jesteś zaledwie moim lustrzanym odbiciem.

Co mówisz? Faktycznie, mógłbym to w jednej chwili stracić. Istnieją przecież różne teorie dla takich głupców jak ja. Bajeczki dla dorosłych, które próbujecie nam wciskać. Pewnie, że skończony idiota pozostanie nim nawet, jeśli jakimś cudem zamaże całą swoją przeszłość, ba - wskoczy przy tym na wyższy poziom egzystencji. Nie ma takiej rzeczy, której nie udałoby mi się popsuć. Próbujesz mi uświadomić, że spadnę po prostu z wyższego konia. Ale powiedz, powiedz mi proszę, że dla tej jednej, jedynej chwili na wspaniałym wierzchowcu nie warto przeżyć choćby najboleśniejszego upadku? Powiedz…

Pieprzę zasady. Nie ma takiej opcji, jesteś równoległym, bardziej rozwiniętym mną. Właśnie sobie pomyślałem, że ja muszę pełnić dla Ciebie podobną funkcję, tyle że na odwrót. Aleksandrze, czy Ty się dzięki mnie dowartościowujesz? Czy patrzysz codziennie w to zasrane lustro i mówisz sobie, jaki jesteś wspaniały i jaka paskudna egzystencja Cię ominęła? Czy dziękujesz za to losowi w każdej godzinie swojego życia? Nie, nie wysuwam pochopnych wniosków, skoro ja widzę Ciebie, a Ty mnie, to oczywistym jest, że to działa w obie strony. Zatem Tobie to odpowiada, w pewnym sensie zależy Ci na zachowaniu status quo. Ale nie, mój drogi, tak dłużej nie będzie: zamienię swój nędzny żywot na nieskończenie lepszy, dojrzalszy, zbudowany z rozmachem na moim nieszczęściu. Teraz Ty będziesz jedynie moim lustrzanym odbiciem. A nawet, jeśli moja teoria jest nieprawdziwa, jeśli w rozumowanie wkradł się błąd, to powiem Ci jedno: i tak zrobię wszystko, by to zmienić. Bo po tysiąckroć wolę być nawet zaledwie odblaskiem w sklepowej witrynie niż tym, czym jestem teraz.

Co? Że sam do tego doprowadziłem? Dobrze, ale czy nie zasłużyłem na drugą szansę? Stary, wczoraj nawet pozamiatałem swój pokój - czy już samo to nie stawia mnie na piedestale, nie daje możliwości poprawy, rachunku sumienia, może nawet żalu za te grzechy, może nie tyle grzechy, co złe wybory i pechowe szablony zachować? Właśnie, zawsze mogę po prostu powiedzieć, że mnie źle skroili, że porażkę mam zakodowaną w genach.

A zatem, Aleksandrze, dokonamy teraz perfekcyjnej zmiany miejsc. Gotowy? Tak, wiem: nigdy nie będziesz na to gotowy, tym bardziej ja. Ale nie zdołasz mnie zatrzymać, za chwileczkę zbiję tę cholerną szybę i…

Aleksandrze? Co się stało? Dlaczego jest mnie tylko pół? Czemu jestem przecięty dokładnie na ukos? Czemu ja połyskuję? Aleksandrze, czemu ja się błyszczę i leżę na chodniku?

Jest tu kto? Przepraszam bardzo, czy mógłby mnie ktoś podnieść?

- Jutro wstawimy tę szybę, na dzisiaj fajrant.



Tuxedo