Dziewięć minut i piętnaście sekund
| Jakoś się cieszę że jestem teraz w stanie usiąść
przy komputerze i napisać kilka słów...
Godzina 7.00000000000000000000000000 -Wstawaj! -Za chwilę... -Musisz wyjść jeszcze z psem! -Doobra. Zrzuciłem z siebie pościel, szybko założyłem ubranie i wcisnąłem na głowę okulary. ...Cholera. Zobaczymy... Jeśli będzie nie po mojej myśli to kończymy grę... - myślałem że jestem teraz w pełni świadomy. - jeśli będzie inaczej niż ja chcę to po przyjściu ze szkoły napełnię wannę wodą, zanurzę głowę i potraktuję powstałą zupę włączoną suszarką do włosów. Patrzę wciąż gdzieś za ścianę. Nie koncentruje wzroku na żadnej sylwetce ani na obiekcie... Trzęsą mi się ręce. Następna lekcja - polski... Myślę o końcu. Dlaczego miałbym posprzątać? Zaczynam stukać palcami w ławkę. Jeszcze trzy godziny i będę mógł otworzyć drzwi, wpakować się do wody i usmażyć własne ciało... To chyba najlepszy pomysł... Coś można naprawić? Może da się jeszcze pociągnąć dalej? Dalej generuję w swojej głowie obraz... Śmierć? Koniec? Jestem przegrany? Zaczynam się uśmiechać - dlaczego? Przecież wcale nie jest śmiesznie... Jest cudownie. Jeszcze tylko droga do domu. Nie będzie jutra. Drzewa nie istnieją, niebo jest nicością. Ja... Jestem sam? Odrzuciłem wszelką pomoc. Odrzuciłem samego siebie. Zaczynam myśleć o weekendzie, przyjaźni... Czy komuś byłoby szkoda gdybym odszedł? Koniec mojego życia oznaczałby urwanie filmu zatytułowanego moim imieniem. Trzy, cztery, siedem... Maciek, Magda, Piotrek... Koniec? Gdyby teza o zagładzie wszechświata w chwili zatrzymania akcji serca nie była prawdziwa to wszyscy moi znajomi mieliby tydzień/miesiąc/rok złego samopoczucia. Przypominam sobie jeszcze raz... Wanna, suszarka, prąd, śmierć. Może sobie jeszcze jakąś muzykę przy tym puścić? Będzie lepiej. Co z moim psem? Co z pracą domową na jutro i grami, które muszę oddać? Wszedłem do domu. Zapach drewna chce coś zmienić? Nie pozwolę. Tak... Co to ja miałem zrobić? Wynieść śmieci, odrobić matmę a potem mogę sobie pograć...
|