Dobranoc, Lodówo
Sam tytuł niniejszego tekstu stanowił dla mnie pewien problem. Najlepiej gdy nazwa arta pokrywa się z jego treścią, a jest na dodatek intrygująca i zachęcająca. Chyba w tym przypadku niekoniecznie się to udało. Ale zawsze lepsze to, w sensie „Dobranoc..”, niż np. „Epitafium ku czci zamrażarki” – a takie, o zgrozo, było moje pierwotne założenie w kwestii nazwania tego tekstu. Skąd mi to przyszło do głowy? Otóż słowa "epitafium" i "zamrażarka" nie są dobraną parą. Już nawet nie są z innej parafii, są po prostu innego wyznania, a razem wyglądają wyjątkowo odpychająco. A że natchnęło mnie na napisanie jakiejś refleksji nt. dość specyficznego kącika w AM, którego już nigdy na łamach tego maga nie ujrzymy, to tak na przekór i w ramach buntu chciałam obdarzyć swój art brzydkim tytułem. Jak można się domyślać, chodzi o (śp?) Lodówę Center. Sensowniej było jednak zaznaczyć to w tytule, a nie stosować bezpodstawne roszady słowne z zakresu sprzętu AGD (nawiązując do tej nieszczęsnej zamrażarki..). Niestety, mam wrażenie, że część czytelników i writerów w AM (zwłaszcza ta lansująca się w puli) zwyczajnie nie przepadała za LC. Ba, traktowała ów twór raczej lekceważąco.. Ale co w tym dziwnego? Czy ktokolwiek taktuje poważnie błazna na królewskim dworze? Dlatego słowo "Lodówa" w tytule może być uznane za pośmiertne drgawki kącika, który już od dawien dawna winien być martwy; co w konsekwencji z góry zwiększa szanse tego tekstu na pominięcie go w trakcie lektury AM. Lol, zapewne już sam podpis pod nim widniejący działa z równie odpychającą mocą. Oczywiście na tych, którzy kojarzą mnie z LC (cześć, Tux), a że za wiele ich nie jest, tedy dużo nie tracę, sygnując owe epitafium własnym nickiem. A właśnie, jeśli o "epitafium" chodzi, to słowo to jest silniej wypromowane niż klasyczne „pożegnanie”, a już na pewno bardziej pretensjonalne i perfekcyjnie nie na miejscu. Dlatego właśnie tytuł „Epitafium ku czci zamrażarki” miałby potencjał na sianie spustoszenia w mózgach czytelników.
Ale tytuł już jest i nie będę go zmieniać, bo nie mam czasu na czułości. Muszę w końcu przejść do rzeczy, czyli: a) zatrzeć złe wrażenie po fatalnym wstępie, b) powspominać sobie LC na przekór tym, którzy od zarania jej istnienia unikali jej lektury. Spokojnie, wystarczy mi wykonanie 50% tego planu. Dziwne, że odkąd zaczęłam etap edukacji zwany szkołą średnią, mam jakoś mniejsze ambicje.
Lodówa Center umarła. Pewnie nie wszyscy o tym wiedzą. Nie wszyscy bowiem czytają wstępniaki, czy też ledwie rzucają okiem na dział kąciki. A jeśli nawet, to pewnie wybierają coś ambitnego - książki, film, muzyka - ta nowa, rzecz jasna. Choć nawiasem mówiąc, stary KM był znacznie bardziej.. "przystępny", jeśli wiecie, co mam na myśli. No i miał swój klimat, co czyni go nieco podobnym do LC. Innym podobieństwem jest to, że oba kąciki trafiły już do krainy wiecznych łowów. Ale to dwie różne bajki. Do czego zmierzam? Można porównać kąciki w AM do rodzeństwa: Lodówa była w tym gronie kulawą siostrą. Nie tylko na umyśle. Pamiętam nawet, że swego czasu ktoś na forum Actionmaga zarzucał LC gwałt na języku polskim i dobrych obyczajach. Tak przynajmniej było na początku. Potem po prostu zaczęto Lodufę ignorować. No bo bądźmy poważni - writerzy w AM rozpisują się o samobójstwach, nieślubnych dzieciach, nieszczęśliwych miłościach, itede, a tu nagle z wyjeżdża taka Lodówa z recenzjami żarcia pisanymi przez czynastolatków z dysortografią i zaburzeniami świadomości.. Och, jakże to nie na miejscu. Co gorsza, jest w tym trochę prawdy:
Jeśli ktoś rzucił okiem do LC z ciekawości - zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać - i natrafił na jakiś biedny, mało śmieszny tekst o jednokilobajtowych gabarytach, to miał prawo zmieszać się i zarzucić lekturę. Nikt nie chciałby tracić czasu na czytanie słabych artów w równie słabym kąciku. ALE. Tu się zaczyna moja kwestia, mająca na celu uświadomienie ignorantów. Otóż Lodówa dla sporej części ludzi (te dwie setki ksywek w creditsach o czymś świadczą..) była przestrzenią niezwykle wartościową, pozwalającą na łagodny start w życie writera ;). Okej, w większości przypadków należy się cieszyć, że niektórzy zaczęli i poprzestali na LC. Tak jest lepiej dla wszystkich, co nie.
Tylko, że są tacy, którzy do dziś mają pewien problem z pisaniem poważnych tekstów na poważne tematy (ok, wiem, że w puli w/w arty nie stanowią wcale 100%), a którym LC pozwoliło się wyszaleć. Ach, nie piszę w tym momencie tylko o sobie. Chyba..? Wystarczy zajrzeć do działu ściepy w dowolnym archiwalnym numerze LC. Cóż tam znajdujemy? Teoretycznie winny to być jakieś przemyślenia. Hej, to przecież funkcja puli głównej w AM! Ale porównując zawartość ściepów i puli, od razu widać, że czymś się te arty między sobą różnią. Już pomijam teksty wewnątrzkącikowe, chcąc nie chcąc ściśle związane z podaniami ludowymi i red_akcją Lodufy. Chodzi mi raczej o teksty, które ukazując się w LC, robiły furorę i powodowały masowe omdlenia fanów, a które ukazując się w puli, byłyby, w najlepszym przypadku, zignorowane. W gorszym przypadku mogłyby być oczywiście brutalnie skrytykowane. Dziwne, nie? Może sekret tkwi w audytorium? Że to, co podoba się czynastoletnim nabywcom chipsów z matal tazo w środku co drugiej paczki, niekoniecznie przypada do gustu surowej opinii publicznej składającej się w dużej mierze z mędrców urodzonych przed awarią elektrowni w Czarnobylu?
A może tylko mi się ubzdurało, że Lodufa była traktowana w rodzinie AM po macoszemu? Może tak naprawdę największe sławy puli głównej po kryjomu podczytywały sobie LC, ażeby nieco dowiedzieć się o polityce czy hodowli małych zwierzątek? Hm, nie sądzę. Choć owszem, dawnymi czasy (rok z okładem będzie) w creditsach przewinęły się ze dwie, trzy bardziej znane ksywki. I na tym się w sumie skończyło. Nie chcę przez to powiedzieć, że Lodówie poświęcono za mało uwagi, że było wokół niej zbyt mało zainteresowania, że to wszystko nie fair i niesprawiedliwość dziejowa. Skądże znowu, daleka jestem od takich sądów. Moim głównym założeniem jest udowodnienie, że LC nie było placem zabaw ogrodzonym płotem pod napięciem, przeznaczonym dla niepoważnych dzieciaków z nadzwyczaj rozwiniętą potrzebą grafomanii. W sensie, trochę było, ale to nie wszystko. I niech nikt mi nie mówi, że moje udowadnianie jest nie na miejscu, bo LC, czy to się komuś podoba, czy nie, było integralna częścią AM. Czytelnicy LC byli czytelnikami AM. Jednakowoż dla wielu z nich (mam nadzieję..) to Lodówa była miejscem, w którym czuli się swojsko i swobodnie. Co by nie mówić, powstał jakiś tam lodufkowy światek. Nie będę się rozpisywać o szczegółach, bo dla ludzi, którzy LC nie czytali, nie ma to większego znaczenia. A jeśli już ktoś bardzo pragnie poznać sekret mundialu, to zawsze może zajrzeć do lodówkowego archiwum, nie? (www.lodowa.actionmag.net – btw, reklamowanie martwych kącików chyba nie jest do końca na miejscu..).
Jeszcze coś - czy inne kąciki miały na tyle zdeterminowana red_akcję, writerów i czytelników, żeby organizować sobie w miarę regularne zloty? Poza nadrzędnym organem, jakim jest AM, nie udało się to chyba nikomu. Podczas gdy Lodówa Center w ciągu dwóch lat działalności może pochwalić się trzema oficjalnymi zlotami (jaki szpan), o nieoficjalnych nie wspominając (jeszcze większy szpan). Mogłoby się wydawać, że arty i rece do Lodufy to było "tylko pisanie". Tak jak wszędzie. Ludzie przychodzą i odchodzą, raz napiszą coś do AM-Ksiażek, innym razem do Filmu. Ale nie w LC - część oczywiście w miarę upływu czasu się wykruszała, ale było parę osób, które wytrzymały z Lodufą do końca. Co by mówić, dzięki temu kącikowi dziś jesteśmy kumplami. Wysyłanie pocztówek z wakacji to jeden z najdelikatniejszych przejawów sympatii w tym gronie. Naprawdę, niech mi ktoś powie, że nie warto było udzielać się w "AM dla ułomnych" (ehem, takie slangowe określenie LC), to go zabiję. Tymi ręcami!
Inna spawa, że kącik jest już martwy. A żyć przeszłością też nie ma sensu. Szkoda tylko, że teraz nie bardzo wiem, co ze sobą zrobić. Mam na serio pisać do puli głównej? Hm.. To poważny problem. Po śmierci Lodówki czuję się niejako osierocona. A nie jest łatwo z dnia na dzień zmienić styl i tematykę, by wpasować się w nowe klimaty. Nawet jeśli, to trzeba mieć jeszcze motywację. A pisanie do LC potrzebowało minimalnej dawki tego składnika – co sprawiało, że tworzenie tekstów było bajecznie proste! Niestety, do pisania tekstów o życiu trzymających jako taki poziom, trzeba być jednak zmotywowanym, odpornym na krytykę i na dodatek mieć pomysł...
Podsumowując: a) szkoda mi Lodówy, b) szkoda mi, że art ów kupy się nie trzyma. Ach, nie tylko mnie! Ale zostaną po niej dobre wspomnienia. W sensie, po Lodówce. Dzięki niej piszę te słowa, to w jej obronie staję. Jako red_aktorka (tak, to jest tytuł dożywotni) tegoż kącika oficjalnie oświadczam, że cieszę się, że mogłam do Lodówy pisać. Tak! Cieszę się z tych wszystkich chwil, które poświęciłam na radosną grafomanię; cieszę się, ze znajomości ludzi, którzy w LC byli zaangażowani, na koniec cieszę się, że mam się czego wstydzić - no bo co innego można powiedzieć o mojej twórczości w Lodufie? ;D
Jeszcze raz wielkie thx dla ludzi związanych LC. Zabawa się skończyła, owszem, ale np. zostawiła po sobie pamiątki. Wszystko przez te zloty. Teraz jestem w ciąży z jednym z red_aktorów.
Hm.. Joke! Lol, lodufkowy humor jest jednak mało wysublimowany. I pozostawia po sobie trwałe zmiany w mózgu. Niemniej jednak, i tak z tego miejsca gorąco pozdrawiam Miękkiego Spod Jedynki. ;o
Fauske
fauske@interia.pl
Aha, w ramach pe-esa wyrazy uznania dla Ceeebuli – czasem mam wrażenie, że pojmuję sens jego tekstów.