Szok

Tak, pewne sprawy mające w ostatnim czasie miejsce w polskiej polityce (a ściślej rzecz ujmując w obozie rządzącym) mocno mnie zszokowały. I nie chodzi mi wcale o tzw. "taśmy prawdy". Bo prawda, ta smutna prawda, jest taka, że tak właśnie wyglądają negocjacje w polityce. SLD swego czasu ciułało większość dzięki ludziom pokroju Romana Jagielińskiego i Mariusza Łapińskiego, AWS będąc w rządzie mniejszościowym też starał się jak mógł sklecić większość. To co się stało obecnie jest oczywiście naganne, ale... cóż nie jest naganne w polityce, zwłaszcza w polityce uprawianej w naszej części Europy (z premedytacją nie piszę o polityce tylko w polskim wydaniu. Bo jak źle nie przedstawiałyby się sprawy w naszym kraju to według mnie nie odstajemy jakoś specjalnie od innych postkomunistycznych państw. One też przeżywają podobne problemy. Mało tego, oszołomstwa w polityce nie brakuje również w tak "doświadczonych" demokracjach jak Austrria czy Francja).

Nie dziwi mnie też absolutnie zachowanie premiera po ujawnieniu całej afery. Ba, obserwując poczynania Jarosława Kaczyńskiego nie od dziś naprawdę zdziwiłbym się gdyby jego reakcja była inna. Skoro już od dawna plecie coś o jakimś bliżej nieokreślonym układzie, to dlaczego miałby nie robić tego teraz, gdy jego partia leży na deskach i jest odliczana (metaforę wymyśliłem że szok! A jaka oryginalna! :)). Wiadomo, że każde ranne zwierzę wijąc się z bólu atakuje na oślep, na chybił - trafił, licząc na szczęście, licząc że uda się choć trochę osłabić przeciwnika.

Mnie tak naprawdę zszokowała inna sprawa. Klub PiS-u jest najliczniejszym klubem zarówno w sejmie jak i w senacie. Razem to dwieście parę osób. Gdy mówiono o tym, że PiS po Begergate będzie miał problemy z zebraniem większości pomyślałem sobie: "Jaka większość? Przecież to z klubu PiS odejdzie zapewne co najmniej kilkunastu posłów i senatorów." Można jeszcze jakoś przełknąć ten ostatni rok ciągłych kłótni i targów. Można przełknąć despotyczne rządy w partii jej prezesa. Ale po obejrzeniu rzeczy tak haniebnej jak nagrania rozmowy ministra (dlaczego jeszcze nie eks - ministra!!!) Adama Lipińskiego z Renatą Beger serce każdego uczciwego, prawego (i sprawiedliwego) członka partii rządzącej powinno się poruszyć. "Jak to? To moja drużyna gra tak niegodnie? To ja po to wchodziłem do sejmu żeby swoją osobą, swoim autorytetem, firmować taki rząd? To tak ma wyglądać IV RP?"

Nie spodziewałem się oczywiście takiej refleksji (może nawet autorefleksji) u ludzi pokroju Jacka Kurskiego czy Przemysława Gosiewskiego. Ale od chociażby Tadeusza Cymańskiego czy Krzysztofa Putry możnaby wymagać nieco więcej. A wszyscy członkowie PiS-u stanęli wiernie za przewodnią siłą narodu, czyli za Partią. "Przecież nic się nie stało. To układ. To Platforma. To postkomuna. My rozgonimy to towarzystwo!" Możnaby oczywiście załamywać nad tym ręce, możnaby z tego żartować. Ale może zastanówmy się chwilę nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Na pewno niektórzy krzyczący obecnie: "Nic się nie stało, mamy świetny rząd który musi trwać" to zwyczajni karierowicze. Tacy znajdą się w każdej partii, nawet najbardziej prawej i najbardziej sprawiedliwej. Siedzą sobie na ministerialnych stołkach dopiero od roku i radzi byliby posiedzieć jeszcze przynajmniej do końca kadencji.

Ale nie można twierdzić, że wszyscy politycy PiS-u to zwykli karierowicze. Dlaczego więc stoją ślepo za swoim liderem? No cóż, na naszych oczach tworzy się nowe PZPR. Mierni, bierni ale wierni. "Nie myślmy, nie zastanawiajmy się. Skoro szef mówi że nic się nie stało to nic się nie stało". Co się działo w czasie PRL-u w chwilach krytycznych (krytycznych dla Partii)? Czy Partia przepraszała Nie, Partia pokazywała swoją siłę. Organizowano jakieś głupawe masówki, na których krzyczano coś o wrogach ludu, o spiskach, winowajcach, którym odetnie się rękę podniesioną na rządzących. Człowiek prawy, mający poczucie dobrego smaku przyznałby się, w sytuacji w jakiej znalazł się obecnie PiS, do błędu. Inni idą w zaparte. Nic zresztą dziwnego. Prawość, poczucie dobrego smaku? O czym my w ogóle mówimy. Przecież wszyscy widzieliśmy nagrania.

Na masówce, która odbyła się niedawno w Stoczni Gdańskiej, premier Kaczyński powiedział: "Chory człowiek potrzebował lekarstwa, a lekarstwo to miał człowiek niegodziwy. No i zapadła decyzja żeby wziąć lekarstwo od niegodziwca." A ja myślę że powinna zapaść inna decyzja. Chory człowiek nie może dobrze rządzić państwem. I nie rządzi dobrze, co chyba widać wyraźnie. Chory człowiek powinien oddać władzę człowiekowi zdrowemu.

Jacek Stojanowski

PS1: Zapraszam na moją stronkę:www.siewy.prv.pl
PS2: Zapraszam do mailowania:stoja@wp.pl