|
1.
Do kawiarni wszedł mężczyzna. Wyglądał dość specyficznie jak na te okoliczności.
Od razu skojarzył mi się z przedsiębiorcą pogrzebowym, czarny płaszcz, czarny cylinder.
Tylko to zadowolenie na jego twarzy, ten uśmiech. Z tym było coś nie tak. Chyba nie zdziwiłbym się, gdyby wskoczył na stuł i zaczął stepować w rytm "Deszczowej piosenki". Ale on tylko grzecznie usiadł przy barze, zdjął płaszcz, ukazując całej klienteli swój drogi garnitur.
Nie tylko jego ubiór był szokujący, jak na tę norę. Miał zadbaną brodę, włosy zaczesane do tyłu i szpakowaty profil. Każdym swoim gestem wyrażał dobre maniery. Rozglądał się za czymś, ale nie mógł tego dostrzec. Czego mógł tu szukać?
Obserwowałem tajemniczego gościa, a on nawet mnie nie zauważył. Wypiłem łyk herbaty, była bardzo gorzka. Czas wolno mijał a on zaczynał się niecierpliwić. Bezradnie rozglądał się po knajpie, w końcu skupił się na zamówionej Coli. To dziwne- spodziewałem się po nim czerwonego wina- a tu bąbelki. Zresztą, czemu się dziwie, sam bym się napił. Czemu zamówiłem to świństwo- nie wiem. Odsunąłem filiżankę na bok. Spojrzałem na barmana. Nie tak go sobie wyobrażałem(a jednak to nie prawda). Nie wyglądał jak filmowy barman zostający po godzinach, pocieszający gościa, którego właśnie rzuciła żona. Już miałem złożyć ponowne zamówienie, kiedy stanęła przede mną Dziewczyna.
Najpierw myślałem, że to kelnerka. Ale nie miała na sobie charakterystycznego dla tego miejsca skąpego wdzianka. Spojrzałem na nią - była podobna do Laury. Czarne włosy, niebieskie oczy. Ładna, tylko trochę przestraszona. Bała się mnie, a może jego. Spuściła wzrok, minęła mnie i podeszła do szafy grającej. Wracając, potrąciła stolik, przy którym siedział jakiś młody koleś. Przypominał mi kogoś. Miał ostry nóż w ręce, którym przecinał swoją skórę. Odwróciłem wzrok, a ona już siedziała przy moim stoliku. Zaczęła do mnie mówić, ale nic nie rozumiałem. Słowa zlewały się w jedno. Odchyliła ramie, i wskazała na dziwnego gościa. Siedział spokojnie przy barze. Cały niepokój zniknął z jego twarzy, tak jakby znalazł to, czego tak szukał. Jakby dostrzegł, swój cel. Nie mogłem znieść jego świdrującego spojrzenia, więc zamknąłem oczy. Kiedy znowu podniosłem powieki zielona tabletka zaczęła działać. Czułem jeszcze w ustach jej gorzki smak. Siostra uśmiechnęła się i wyszła, zamykając za sobą drzwi. A mnie przestało to wszystko obchodzić.
2. Izolatka
Wiecie, życie w zakładzie psychiatrycznym może wydawać się dziwne, ale jest takie same jak każde inne. Jesteśmy zamknięci, ale wy też jesteście. No może macie to szczęście, ze możecie przesuwać swoje granice. Ale kiedy to robicie, trafiacie do nas.
Z izolatką jest dziwnie. Kiedy jestem na prochach, nienawidzę tego miejsca. W ogóle nie znoszę tego, co mi dają. Prochy blokują mój umysł, sterują moimi myślami. Nie wiem, co myśleć i nie wiem, co czuć. Wiem tylko, że uzależniają mnie od siebie. A tego nie chce. Czasami krzyczę, a oni myślą, ze znów chce się zabić.
Kiedy jestem "czysty", jest zupełnie inaczej. Siedzę w ciszy, i rozmyślam. Tu jestem sam. Czasami myślę, co by było gdyby Laura była ze mną, i byli byśmy gdzie indziej. Piękne, ale niemożliwe.
3.
Mój jedyny przyjaciel, w tym miejscu, stał pod ścianą. Kiedy umieścili mnie w psychiatryku, on już tu był. Zapewne, kiedy wyjdę, nadal tu będzie. Nazywa się Randal.
Nawet nie wiem, co mu jest. Może jakaś schizofrenia, a może też jest niedoszłym samobójcą Na naszym oddziale, mamy jedną zasadę, nie pytamy o przeszłość. To taka niewypowiedziana umowa.
Podszedłem do niego. Usiedliśmy pod ścianą, zazwyczaj rozmawiamy o życiu tutaj i życiu w ogóle. Nikt, oprócz niego, nie jest rozmowny, niektórzy nie są w stanie mówić, siedzą osowiali. Jeden koleś nuci ciągle i ciągle te samą piosenkę. Dzień w dzień te samą melodie. Jak Życie.
- Czasami tęsknie za tym, co było kiedyś- zaczął. Jego ton był nostalgiczny, dołujący.
- Kiedyś? Dla mnie dawno nic nie było- kłamałem, oczywiście kłamałem. Była Laura. Lecz oprócz niej naprawdę nic nie było.
- Kiedy byłem dzieckiem - uśmiechnął się - nie było zmartwień, po prostu dzisiaj, żadnego 'jutro', żadnego 'i co dalej?'. To mnie przerosło.
Potem wstał i odszedł, jak zawsze, gdy powiedział to, co miał powiedzieć. Dziwne, jak łatwo można opowiadać o tym, co się czuje. Ja tego nie potrafię. Chyba, że po prochach.
4.Izolatka
Całe to leczenie, to gówno. Wiecie, zrobiłbym to samo, może posunął się dalej. Nie wiem, wole się nad tym nie zastanawiać. Chociaż czasami wszystko wraca. Jakbym dostał ostrym kamieniem w głowę. Jej twarz, jego twarz.
Kiedy szedłem za nią, a ona była tak po prostu. Cała Laura. I nagle pojawiał się on. Traktował ją, jak swoją własność. A przecież był jak każdy inny - obcy. A ona się do niego uśmiechała. Tego jej nigdy nie wybaczę, choć zrobiłbym dla niej wszystko.
Deywid, ciągle i ciągle jego imię. Tak bardzo chciałem, żeby zginął, tak bardzo go nienawidziłem, kiedy leżał związany. Kiedy był taki bezradny. Kiedy zniknął mu z twarzy ten szpanerski uśmiech.
Później nienawidziłem siebie.
5.
Wszedłem do świetlicy. Śmieszy mnie widok krat za oknem. Przypomina mi się podstawówka. Kiedyś bali się, ze niechcący wypadniemy, teraz boja się, ze zrobimy to specjalnie. Jednak moim zdaniem, skok z okna, jest mało atrakcyjną formą "ucieczki". Chociaż ta niepewność, gdy siedzisz wysoko, z nogami wystawionymi przez okno...
Na parapecie siedział Randal, opierał się plecami o framugę okna. Palcami prawej dłoni dotykał szyby, drugą zaś, kurczowo ściskał rękaw swetra. Kiedy usiadłem koło niego, nawet się nie odwrócił.
- Na czym dzisiaj jedziesz?- Spytałem - bo ja na niebieskiej.
Jego wzrok nadal tkwił wbity w obraz za oknem.
- Mogę ci coś powiedzieć - w końcu zaczął.
Złapał mnie za ramie. Odwrócił twarz, a ja zobaczyłem na niej, czysty strach. Jego oczy, wyglądały jak oczy Deywida, w tym przeklętym momencie, kiedy tyle mogłem, a niczego nie zrobiłem. Tylko tamtych nienawidziłem, i nienawidzę nadal.
- Ja wiem, ze każdy tu widzi dziwne rzeczy- uśmiechnął się, lecz cały policzek drgał mu nerwowo - ale coś jest nie tak.
- Co się stało?
- Widziałem za oknem jakiegoś mężczyznę, dziwnie wyglądał w tym cylindrze, rozglądał się i zaglądał w okna. Aż w końcu mnie zauważył. Wbił we mnie swój wzrok, uśmiechnął się, i pomachał mi ręką.
Puścił moje ramię, a twarz znów skierował na zewnątrz.
- Znasz go - spytałem.
- Nie, chociaż twarz miał taką znajomą tylko te oczy... A za chwilę już go nie było.
- Wiesz, od tych prochów wariujemy, może tylko ci się wydawało - znów ten przeklęty strach. Ale jak mogłem spojrzeć mu w oczy, i powiedzieć, że ja też widziałem tego człowieka. I widzę go ciągle, a kiedy on przychodzi, ktoś inny znika.
Zeskoczył z parapetu.
- Nieważne, zapomnij - znów na mnie spojrzał, lecz teraz jego wzrok był odległy, i zimny.
Łudziłem się, że porozmawiamy jutro, lecz dla niego jutra już nie było.
6. Izolatka
Znów tu jestem. W tych przeklętych czterech ścianach. Na tej gównianej podłodze.
Wiedziałem, że tak będzie. Wiedziałem, lecz nic nie zrobiłem. Nie mogłem.
Rano powiedzieli mi, że Randal nie żyje. Wiem tylko, ze ukradł mały nóż ze stołówki. Tylko ten człowiek, kiedy przez chwile wydawało mi się, ze widzę jego rękę na ramieniu Randala. Kiedy odchodził do pokoju.
Poczułem... Nie wiem, coś poczułem. Wpadłem w szał, i przebiłem pielęgniarce rękę, plastikowym widelcem. Dobrze jej, to suka. Nienawidzę jej, jak ich wszystkich.
A teraz jadę na takiej dawce leków uspokajających, że nie czuje już nic. Nawet bólu na szyi, po sznurze od firanek - który towarzyszy mi ciągle od tamtego dnia.
Ironia. Sam chciałem zabić człowieka Licząc siebie, nawet dwóch.
Ciągle nie wiem, co wtedy, tak naprawdę myślałem. Kim bym był, gdyby nie zrobiło mi się szkoda Deywida. Kiedy leżał na podłodze taki przestraszony i bezradny. I gdybym tak głupio i tak bez sensu nie spojrzał w jego oczy. W których widziałem tylko siebie - przestraszonego
i bezradnego.
7.
Usiadłem na parapecie, na którym siedział Randal. Lekarze bacznie mnie obserwują. Karmią mnie jakimiś silnymi proszkami. Po nich wszystko się rozpływa, i zostaję sam, mimo że oni są obok mnie.
W szybie odbijała się twarz dziewczyny. Stała tam, i obserwowała mnie od jakiegoś czasu. Pamiętam ją. Czarne włosy, czarne oczy - ale już nie przypominała Laury. Jej twarz przybliżała się, aż w końcu stanęła obok mnie.
Spojrzałem na nią. Stała mi się tak potwornie bliska. Oboje byliśmy przestraszeni, oboje samotni. Mimo, że cały świat był zamglony, w końcu zrozumiałem, że zaczęła do mnie mówić.
- Uważaj na niego. Zabrał twojego kolegę, ale co do ciebie ma inne plany.
- Ty też go widzisz. Powiedz, kim on jest?
- Nie domyślasz się- uśmiechnęła się - po prostu mu nie ufaj.
Za nami stanęła pielęgniarka. Miała dłoń owiniętą bandażem.
- Megan, musisz już wracać. Idziemy.
Chwyciła ją za ramie i pociągnęła za sobą. Miałem do niej tyle pytań. Lecz ona znikła za drzwiami do innego oddziału, i już jej nie spotkałem.
8.Izolatka
Drzwi otworzyły się z piskiem. Ostre światło z korytarza oślepiło mnie. Myślałem, że moim oczom ukarze się postać pielęgniarki, lecz przede mną stanął wysoki mężczyzna. Ściągnął cylinder z głowy. Cofnąłem się w kąt pomieszczenia, lecz on ciągle mnie widział.
- Witaj - jego głos był spokojny i opanowany. Jednak tak mnie przerażał, że nie mogłem wydobyć z siebie słowa.
Wbijał we mnie swój wzrok. W końcu spojrzałem na niego, lecz on nadal stał tam nieugięty. Nastała głucha cisza.
- Na pewno nie przychodzisz tu jako przyjaciel. Więc jesteś wrogiem- w końcu się odezwałem.
- Och, to prawda, nie przychodzę tu jako przyjaciel, bo ty już od dawna nie masz przyjaciół. Ale wrogiem? Nie powiedziałbym - uśmiechnął się - w ogóle nie uważam się za wroga ludzkości.
- Co zrobiłeś z Randalem?
- On chciał się stąd wydostać. Zrozum, ja nie jestem wykonawcą, raczej wskazuję drogę.
Podszedł do mnie. Jego płaszcz zaszeleścił, w powietrzu uniósł się zapach kadzidła. Poczułem się jak w kościele, lub bardziej jak w jakiejś średniowiecznej krypcie.
- A co z innymi?
- To zwykła kolej rzeczy.
- Przyszedłeś do mnie, widziałem cię, kiedy kopnąłem krzesło, a sznur zacisnął się na mojej szyi. Od wtedy widzę cię ciągle. Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju?
- Bo jesteś wyjątkowy. Ty i ta dziewczyna. Nie rozumiesz, widziałeś śmierć ich wszystkich. W swoich wizjach, w dziwnych snach na jawie. Widziałeś samobójstwo Randala.
Jeszcze nigdy tyle myśli nie przytłoczyło mnie jednocześnie. Może zwariowałem? Ale on był taki rzeczywisty jak ja sam.
- Posłuchaj, mogę dać ci wolność, lecz najpierw, musisz coś dla mnie zrobić. Twoje umiejętności nie mogą się zmarnować- spojrzał prosto w moje oczy- Dam ci trochę czasu...
Odwrócił się, i odszedł.
- Poczekaj...- Krzyknąłem za nim, lecz już go nie było.
Zostałem sam. Poczułem się jakby nigdy go tu nie było. Osunąłem się na ziemię i przymknąłem powieki. Zanurzyłem się w moich myślach i tylko na chwile przestałem istnieć. Jakby mnie tu nie było, mimo, że wciąż czułem te cztery ściany, moją samotność, i przenikającą pustkę. Ale ta wiedza, że może jednak udało mi się stąd uciec. Lecz cała wiara znikła, kiedy znów otworzyłem oczy.
Marta Przybyłowska
[ hakiru@wp.pl ]
|