Przejdź do spisu treści...

Prawdziwa Miłość

"DAJ MI BUZI :)" - napis wykwitł nagle na ekranie monitora. Za ostatnią literą wesoło migał znaczek kursora. Młody rozejrzał się uważnie po sali. Ktoś robił sobie z niego jaja, był tego pewien. Tylko kto? Nie znał nikogo z obecnych oprócz właściciela lokalu, więc musiała to być po prostu zgrywa jakiegoś dowcipnisia. Nonszalancko wyciągnął się w fotelu, kątem oka zerkając na innych ludzi przy komputerach. O tej porze w kafejkach internetowych zwykle nie przebywało więcej niż cztery, pięć osób. Teraz było ich razem troje. Nie liczył oczywiście pana Mieczysława - właściciela kafejki, bo ten nigdy nie siadał do komputera. Przy stanowisku najbliżej niego siedział jakiś dzieciak i z językiem na wierzchu w pełni poświęcony był jakiejś beznadziejnej strzelance. Młody dziękował bogu za to, że na początku miesiąca pan Mietek zamontował słuchawki przy każdym zestawie. Wcześniej trzeba było znosić idiotyczne odgłosy gier komputerowych, a nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy podczas pracy na komputerze.
Przy komputerze po drugiej stronie Młodego siedział starszy, łysawy facet i z wypiekami na twarzy przeglądał strony w internecie. Rzucał przy tym co chwilę konspiracyjne, ukradkowe spojrzenia na wszystkie strony. "Założę się o milion naszych pięknych polskich złotych, że przegląda strony z gołymi babkami" uśmiechnął się do siebie Młody. Więc został tylko chudy blondynek przy komputerze pod oknem. "No i zagadka rozwiązana" - mruknął pod nosem chłopak "Mam cię, cwaniaczku". Pan Mietek podniósł głowę znad książki i spojrzał na Młodego pytającym wzrokiem. Chłopak uśmiechnął się szeroko i pokręcił głową.
- Sam do siebie mówiłem. - wyjaśnił.
Mężczyzna pokręcił głową i ponownie zagłębił się w lekturze.
Młody pochylił się nad klawiatura komputera. Pobawi się trochę z tym blondaskiem. Mail z redakcji jeszcze nie doszedł, a bez informacji od głównego i tak nic dalej nie mógł zrobić.
"BUZI. CHCĘ BUZI :)". Bezczelny napis ukłuł oczy chłopaka.
"NO DAJ BUZIACZKA, MÓJ PIMPUSIU :)"
- Ożesz ty. - wycedził Młody przez zaciśnięte zęby. Szczeniak pozwolił sobie na zbyt wiele.
Młody wstał gwałtownie, odpychając przy tym fotel prawie na sam środek pomieszczenia.
Wszyscy spojrzeli natychmiast w jego stronę. Mężczyzna przeglądający strony porno spąsowiał na twarzy i szybkim ruchem ręki wyłączył monitor. Blondyn w końcu sali spojrzał w stronę Młodego badawczo i przez chwilę zastanawiał się, czy śledzić dalej wydarzenia w kafejce, czy wrócić do komputera. Jedynie szczeniak grający w swoją idiotyczną grę dopiero po kilku chwilach rzucił okiem w bok i dojrzał wściekłego młodego mężczyznę stojącego tuż obok niego i rzucającego groźne spojrzenie gdzieś wgłąb pomieszczenia. Zerwał słuchawki z uszu i odwrócił się od stanowiska komputerowego.
Młody zrobił kilka kroków przed siebie. Szczeniak - fan gier wytrzeszczył oczy i czekał na rozwój wydarzeń. Pan Mietek podniósł ponownie wzrok znad ksiązki i spojrzał krytycznie na Młodego.
- I co się tak rzucasz? - spytał poirytowany.
Młody zignorował właściciela kafejki.
- Słyszysz? Mówię do ciebie! - podniósł głos pan Mietek.
Szybkim krokiem Młody przeszedł całą salę i po chwili był przy blondynie. Złapał go za kołnierz i odciągnął do tyłu.
- O co ci chodzi? - pisnął cienko wystraszony chłopak.
- Czekaj! - rzucił twardo Młody i zajrzał w ekran komputera przy którym blondyn. Złapał mysz i sprawdził uruchomione aplikacje. Jakieś strony i Excel. To wszystko. Nic, przez co frajer mógłby wysyłać informacje do niego.
- Myślisz, że taki cwaniak jesteś? - Młody pochylił się nad chłopakiem i podciągnął go do siebie. Wystraszony blondyn był zupełnie bezwładny. Dał się szarpać jakby był pod wpływem środków otępiających. Pan Mietek już wychodził zza kontuaru. Powoli ruszył swoje sto sześćdziesiąt kilogramów żywej wagi i ruszył w stronę Młodego, który teraz zbliżył twarz swojej ofiary do swojej twarzy.
- Co ja ci zrobiłem? - zawył trwożliwie blondyn.
- Zamknij się! - warknął Młody - Podsyłasz mi te swoje żarciki. Myślisz, że jesteś taki sprytny, co?
- Ja? Ale. - chłopak próbował się wytłumaczyć.
- Jasne, udawaj głupka, gnoju. - przytaknął Młody. Nagle jakaś ciężka dłoń złapała go za ramię i gwałtownie odciągnęła znad krzesła blondyna. To pan Mietek zdążył do niego doczłapać. Odciągnął go od chłopaka i wstrząsnął nim mocno.
- Jasna cholera. - zaklął po nosem Młody.
Pan Mietek był cały czerwony, a na jego twarzy perliły się okrągłe krople potu. Jego oddech śmierdział trawioną kawą i papierosami.
- Puść mnie pan! - szarpnął się mężczyzna.
Właściciel pociągnął go ze sobą do kontuaru. Złapał go drugą ręką i już oburącz przycisnął do ściany.
- Co ty, kurwa, tutaj wyrabiasz, co? Będziesz w moim lokalu jakieś bijatyki sobie urządzał? - pan Mietek ciężko sapał i wyglądał przy tym jak rozjuszony byk. Młody szybko zorientował się, że nie da facetowi rady.
- Ten blondynkowaty gnój podsyła mi zaczepki! - zaczął prostować wskazując na chłopaka, który aż podskoczył widząc wycelowany w siebie palec Młodego. Najwidoczniej jeszcze nie doszedł do siebie ze strachu.
- A wiesz co mnie to obchodzi? - spytał pan Mietek.
Młody wiedział doskonale, że pana Mietka to gówno obchodziło.
- Gówno mnie to obchodzi! - kontynuował właściciel cedząc przez zęby- Wypierdalaj z mojej kawiarenki i żebym cię tutaj więcej nie widział!
Pan Mietek puścił Młodego i odszedł dwa kroki do tyłu pokazując jednocześnie mężczyźnie drzwi wyjściowe. Oczy wszystkich klientów skierowane był na Młodego. Chłopak czuł to nadzwyczaj wyraźnie. Szybko zerknął na blondyna, który natykając się na jego wzrok od razu z przestrachem opuścił głowę i wbił spojrzenie w niesamowicie ciekawe wzory wykładziny podłogowej.
- Dobra. - skwitował Młody i podszedł po swój plecak. Raz jeszcze spojrzał na blondyna. Chłopak prawie trząsł się ze strachu! Podniósł jednak głowę i popatrzył na Młodego pytającym wzrokiem. Wzruszył przy tym ramionami i pokręcił głową z bezgłośnym "Naprawdę nie wiem o co ci chodzi". Młody w ułamku sekundy zdał sobie sprawę ze swojej pomyłki. "No to ładnie. Idiotę z siebie zrobiłem. Cholera!" - przemknęło przez głowę. Westchnął, przerzucił plecak przez ramię i ruszył ku drzwiom. Zatrzymał się przy panu Mietku i spojrzał na niego zmieszanym wzrokiem. Facet stał z rękami założonymi na piersiach i patrzył na Młodego surowym wzrokiem.
- Przepraszam. - bąknął zawstydzony - Nie wiem co mnie opętało.
Pan Mietek nic nie odpowiedział tylko ruchem głowy ponownie pokazał mu drzwi. Młody skinął i zrobił kilka kroków w ich stronę. Zwolnił przy blondynie i powoli odwrócił się w jego stronę.
- Słuchaj. - wydukał zakłopotany - Przepraszam cię.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale wypuścił tylko cicho powietrze nosem i pokręcił z rezygnacją głową. Blondyn siedział na biurowym krześle, a na jego twarzy zatańczył czerwony kolor. Nie do końca rozumiejąc to, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku minut przytaknął tylko i głośno przełknął kulę strachu, jaka do tej pory tkwiła w jego gardle.
Młody pchnął przeszklone drzwi i ruszył po schodkach na górę. Po chwili był już na ulicy i pozbywając się z umysłu poczucia wstydu ruszył przed siebie.
W kafejce pan Mietek podszedł do komputera, którego nie zdążył wyłączyć Młody. Położył pulchną dłoń na myszce i poruszając nią wyłączył wygaszacz. Obraz na ekranie monitora zatrząsł się przez chwilę, po czym oczom mężczyzny ukazał się czysty, zielony pulpit z podstawowymi ikonkami. Na samym jego środku wykwitł nagle niebieski kwadrat. Kursor zamigał na nim wesoło, po czym szybko zaczął drukować słowa.
"BUZI. MIAŁO BYĆ BUZI. GDZIE PIMPUŚ? TY BUZI? TY BRZYDKI. NIE CHCĘ BUZI BRZYDALU :(".
Pan Mietek otworzył szeroko oczy i podrapał się po głowie. Odwrócił się zdziwiony na środek kafejki i spojrzał na blondyna pytającym wzrokiem.
- O nie. Nic z tego! - mruknął pod nosem chłopak. Złapał swój plecak i wybiegł szybko z pomieszczenia.


Młody trzasnął drzwiami i rzucił na podłogę wszystko, co ze sobą przyniósł. "Co za cholerny dzień!" - zaklął w myślach. Na stercie rzuconych rzeczy wylądował plecak, gazety i wycofane przez redakcję teksty. Stwierdzili, że jego artykuły nie pójdą w tym miesiącu do druku, a jeśli nie poprawi się w pisaniu - to już nigdy nic nie wydrukują. Młody zdjął buty i ruszył do łazienki. Po chwili bawił się w obmywanie kibla strumieniem moczu. Z kurtki, którą zostawił w przedpokoju rozdzwoniła się jego komórka. Specjalny dzwonek - "Marsz imperium". Dzwonił ktoś z jego osobistej listy vip-ów.
- Kurwa! Kurwa! Kurwa mać! - zaklął zdenerwowany. Dosikał szybko do końca i wybiegł z łazienki z rozpiętymi spodniami. Imperium zdążyło już przemaszerować chyba całą galaktykę.
Młody wyszarpnął telefon z kieszeni kurtki i odebrał połączenie.
- Pan Jakub? - zapiszczał w głośniczku telefonu kobiecy głos.
- Tak. Słucham. - odparł Młody. Od razu poznał sekretarkę szefa.
- Pan Drzycimski życzy sobie, żeby jutro przed południem przyniósł pan swój ostatni tekst. Musi go pan jednak koniecznie poprawić tak, jak mówił panu szef. Nie ma nic do rubryki i jesteśmy, rozumie pan, postawieni pod ścianą. Ha, ha, ha! Szef powiedział, że ma nadzieję, że pan się postara i że to szansa, którą on panu daje. Dziękuję, do widzenia. - po tych słowach Młody usłyszał trzask słuchawki i jakiś głupi sygnał obwieszczający zakończenie połączenia.
- Do widzenia. - burknął chłopak.
Rzucił telefon na niepościelone łóżko, zapiął spodnie i ruszył z powrotem do łazienki umyć ręce.
Do północy zostało niecałe pięć godzin. Mógł pracować tylko do północy - później robił się zbyt senny i nic na to nie mógł poradzić. Nie pomagała ani kawa, ani żadne inne stymulanty. Niecałe pięć godzin na poprawienie tego zasranego artykułu, a jeśli go nie napisze tak jak trzeba - będzie mógł sobie szukać nowej pracy. Niech to diabli! Żeby mu chociaż dobrze płacili w tej redakcji! A tak - niecałe dwa tysiące brutto na miesiąc. Pismo "Modny mężczyzna" aspirowało do ekskluzywnego miesięcznika dla "młodych prężnych". Według Młodego nie reprezentowało żadnego, nawet najniższego poziomu. Cała masa głupot, na dodatek w większości absolutnie wyssanych z palca. Dział mody, dział modnej bielizny, dział modnych krawatów, dział modnych gadżetów, kulinaria dla modnych mężczyzn. Jak dla jakiegoś niespełna rozumu debila. Młody pytany przez kogokolwiek o to gdzie pracuje - odpowiadał jedynie, że w redakcji. Więcej nie mówił, bo najzwyczajniej w świecie się tego wstydził. Najdziwniejsze było to, że miesięcznik świetnie się sprzedawał. Każdego miesiąca sprzedawali coraz więcej egzemplarzy, a na następne półrocze szefostwo planowało kolejne zwiększenie nakładu. Ręce opadały Młodemu, gdy wyobraził sobie tą rzeszę wypranych z normalności "modnych mężczyzn".
Jego artykuły pojawiały się dziale muzycznym. Niby nie tak znowu najgorzej, ale musiał poziom muzyki dopasować do poziomu czytelników pisma, a to już wcale nie było takie ciekawe. Zupełnie jak na złość, w tym miesiącu musiał przedstawić zachęcającą recenzję nowego albumu jakiegoś pojękującego w rytm bossa novy gościa o pedalskim głosie. Zgroza.
Szybki posiłek i po kilkunastu minutach Młody już siedział przy klawiaturze swojego archaicznego komputera. Odnalazł plik z artykułem, a na swojej mini wieży włączył płytę, którą miał opisać. Wykasował blisko połowę tekstu, tak jak chciał tego Drzycimski. Z głośników popłynęły pierwsze takty debilnej muzyki.
- O matko! - jęknął Młody i ukrył twarz w dłoniach. Jeśli szybko nie upora się z tym tekstem to będzie skazany na słuchanie tego gówna przez następne godziny. Z oporem postawił kursor za ostatnim znakiem w tekście i zaczął pisać. O dziwo nie szło mu to wcale tak źle, jak się tego spodziewał. Ostatnio z coraz większą łatwością zaczynały mu wychodzić takie głupoty. Coraz łatwiej w jego głowie rodziły się idiotyzmy. To było bardzo smutne spostrzeżenie. Nie minęła godzina i tekst był gotowy. Młody z dumą rozparł się w fotelu. "Na szczęście szybko poszło." - pokrzepił się w myślach. Szybko wydrukował artykuł i jeszcze szybciej schował go do plecaka. Chciał jak najszybciej o nim zapomnieć.
Już miał wyłączyć komputer, gdy na samym środku ekranu pojawił się znajomy, niebieski kwadrat.
"BUZI. DAJ BUZI, PIMPUSIU :)"
Młody przetarł oczy i raz jeszcze spojrzał na ekran.
- Nie, nie, nie, to niemożliwe! - pokręcił głowa.
"BUZI BUZI BUZI BUZI BUZI BUZI PIMPUŚ. TY DAJ BUZI :)"
Mężczyzna zamknął oczy. W myślach tłumaczył sobie, że to jedynie efekt nadmiaru wrażeń. Po kilku sekundach był pewien, że gdy za chwilę spojrzy na ekran nic już na nim nie będzie. Wziął głęboki oddech i gwałtownie otworzył oczy. Na ekranie wciąż tkwił niebieski kwadrat, a na nim w słupku przewijał się jeden i ten sam wyraz.
"BUZI :)"
- Przecież to niemożliwe! - krzyknął Młody. Jego głos odbił się od ściany i zagłuszył na moment zawodzący wokal ambitnego młodego artysty płynący wciąż z głośników wieży, którą zapomniał wyłączyć.
Z niebieskiego ekranu zniknęły napisy. W lewym górnym rogu migał raźno kursor.
"PIMPUŚ BUZI :)" - litery ponownie wystrzeliły na ekranie.
- Chryste. - jęknął Młody. Jak to w ogóle możliwe? Przecież nie jest nawet podłączony do Internetu! Przez gniazdko zasilające?
Mody usiadł ostrożnie przy klawiaturze.
"DAJ MI SPOKÓJ" - wystukał szybko.
"DAJ MI BUZI :)" - natychmiast pojawiła się odpowiedź.
Młody prychnął lekko podenerwowany.
"KIM JESTEŚ?" - wpisał.
"BUZI DAJ PIMPUŚ :) JA KOCHAM CIĘ PIMPUŚ :)" - odpowiedział napis.
Młody pobladł. Był prawie pewien, że to jeden z tych pokręconych snów, po których budzisz się i wszystko dookoła wydaje ci się powykrzywiane i dziwne, a jednocześnie cieszysz się, że już nie śpisz.
Mężczyzna splótł dłonie na karku i oparł się na krześle. Jakim cudem to się pojawiło? Może złapał jakiegoś głupiego wirusa w tej kawiarence i przyniósł do domu? Może. Ale jak? Nie korzystał w kafejce ani z dyskietki, ani z niczego innego. W domu też nic nie podłączał do komputera. Na dłoniach raczej nie miał szans nic przynieść - aż tak daleko zaawansowani, póki co, hakerzy jeszcze nie są. Spróbował zamknąć system. Nic. Młody pochylił się i wyłączył wtyczkę komputera z gniazdka zasilającego. Obraz na ekranie monitora wygasł, lecz tuż przed zniknięciem ostatniej jasnej plamki rozbłysł na chwilę kłując go w oczy niebieskim kwadratem.
"BUZI PIMPUŚ DAM CI BUZI :)"
Młody odskoczył od biurka, przewracając przy tym krzesło, na którym siedział. Kwadrat przez moment świecił na ekranie i zaraz zamglił się i zniknął. W pokoju zapanowała cisza. Dopiero teraz Młody zorientował się, że wieża skończyła już odtwarzać płytę. Mężczyzna podrapał się po brodzie i wzruszył ramionami.
- Pochrzaniło mi się coś i tyle. - mruknął pod nosem. Postanowił wziąć kąpiel i spróbować zapomnieć o całym nienormalnym dniu.
Woda w wannie była już przygotowana. Dla oddechu po natchnionych wyciach nieszczęsnego "modnego wokalisty" Młody postanowił włączyć sobie coś normalnego. Przemknął palcami po płytach i zatrzymał się przy U2. "Może być" - pokrzepił się w myślach. Już po chwili popłynęły pierwsze takty muzyki.
Woda w wannie była gorąca. Dokładnie taką lubił. Relaksowało go to, gdy temperatura sprawiała, że niemal tracił przytomność w wannie. Przymknął oczy i na chwilę przysnął.
Przebudził się i usiadł zdezorientowany w wannie. Woda wystygła i zrobiła się letnia. Z pokoju dobiegał zapętlony fragment piosenki.
"Kiss me." cyk! "Kiss me." cyk! "Kiss me." cyk.
Bono skazany był na męczarnie spowodowane skaczącą płytą.
Coś przemknęło po lustrze nad wanną, tuż przed oczami Młodego. Chłopak przyjrzał się temu miejscu. Na szybie lustra migało jakieś światełko. Skąd tutaj coś takiego? Przetarł oczy i przypatrzył się uważnie. W ułamku sekundy zorientował się, że zna to "światełko". Zna je nawet zbyt dobrze. Widział je tego dnia kilkukrotnie.
"DAJ BUZI :)" - głosił świecący napis. Jego łazienkowe lustro było teraz ekranem? Niedorzeczność. To zakrawało na wariactwo.
Bono odblokował się nagle i pociągnął utwór dalej.
"Oh, no - dont`t be shy."
Światełko na lustrze gdzieś zniknęło.
- Przywidzenie! - stęknął Młody przenosząc wzrok na swoje stopy, pomarszczone od zbyt długiej kąpieli - Zwykłe przywidzenie. Za bardzo wziąłem to sobie do serca. Teraz będzie za mną chodzić, cholera.
Mężczyzna pokręcił głową, po czym wyszedł z wanny. Nie miał ochoty już niczym się zajmować. Jedyne, czego chciał - to iść spać.

Leżał wyciągnięty na łóżku, do połowy przykryty lekką kołdrą. Powieki powoli zaczynały mu ciążyć i czuł, że sen zbliża się do niego coraz bardziej z każdą kolejną sekundą. Skurcze nóg oznajmiały, że niewiele dzieli go od zaśnięcia. Jeszcze tylko chwila. Jeszcze jedno muśnięcie znużenia. Odgłos tykających wskazówek budzika powoli cichł i odpływał daleko, poza sferę odczuć Młodego. "Tik-tak-tik-tak" pobrzmiewało jeszcze spadając w niekończącą się studnię i w końcu zamilkło.
Młody znalazł się przed szklaną taflą. Za nim nie było nic. Sama przestrzeń. Powierzchnia zdawała się lekko falować. Wyginała się powoli, lubieżnie i miarowo. Małe błyski co pewien czas przemykały z góry tafli na jej dół. Migotliwe smugi wesoło przeskakiwały między szklanymi falami. Światełka zaczęły w pewnym momencie zlewać się ze sobą. Powoli tworzyły kształty, które na chwilę scalały się, lecz nie osiągając celu - na nowo rozpadały. Młody przyglądał im się z zaciekawieniem. To było nawet zabawne. Te próby malutkich lusterek. Najzabawniejsze jednak było to, że dokładnie wiedział co stanie się za chwilę. Wiedział do czego zmierzają te wszystkie światełka. W jakiś sposób pojmował to wszystko, co się przed nim rozgrywało. I podobało mu się to. Uśmiechał się, a po kilku chwilach śmiał się już na głos.
Małe świetliste punkciki zbiły się w gromady, które wirując i dygocząc zaczęły układać się w litery. Z początku sprawiające wrażenie rozmytych powoli wyostrzały się. Młody mógł już odczytać całe słowa.
- BUZI PIMPUŚ DAJ BUZI :) - przeczytał na szkle i uśmiechnął się.
Położył dłoń na tafli i przesunął nią delikatnie po napisie. Wyrazy rozmyły się i ułożyły ponownie - tym razem w słowa, które znał bardzo dobrze. Pielęgnował je w swoim umyśle i nigdy o nich nie zapominał. Nowo ułożone litery sprawiły, że Młodemu drgnęły oczy.
- POCAŁUJ MNIE, MÓJ KOCHANY. - głosił napis.
Mężczyzna poczuł, jak z oczu płyną mu łzy. Przez całe jego ciało przeszła łagodna fala przyjemnego ciepła. Ciepła, które doskonale znał i za którym tak bardzo tęsknił. Ciepła, którego nie doświadczył od bardzo dawna. Ściana szkła zafalowała mocniej. Kolejne światełka ułożyły się pod poprzednimi.
- JA KOCHAM CIĘ PIMPUŚ:)
Napis rozmył się i tak jak wcześniej przeistoczył w kolejny.
- KOCHAM CIĘ, MÓJ DROGI.
Kolejna fala łez wypłynęła z kącików oczu Młodego. Przylgnął do tafli szła i wtulił policzek w napisy. Świetliste kształty skupiły się przy nim i otuliły go czule. Poczuł na sobie ciepło ich dotyku. Jej dotyku.
- Moje kochanie. - szepnął osuwając się na kolana.
Zrozumiał nareszcie wszystko. Teraz nie liczyło się już nic więcej. Tylko te słowa, które miał okazję poczuć po tak długiej rozłące. Zostanie tu na zawsze, we śnie. Nikt go stąd nie wyciągnie. Żadną siłą. Mężczyzna spróbował chwycić się ściany. Szkło ustąpiło pod jego dotykiem. Pozwoliło mu się objąć. Wtulił się w nie z całej siły. Czuł ciepło i spokój. Czuł miłość. Kształt, który obejmował, lekko odchylił się do tyłu. Górna część, wciąż falując, powoli przybierała doskonale znajomy mu wygląd. To jej twarz. To naprawdę ona! Jej usta! Jej policzki! Jej włosy! To naprawdę była ona. Uśmiechała się do niego, trzymając dłonie na jego ramionach.
- Kocham cię. - wyszeptał przez łzy.
Jej usta uśmiechnęły się dokładnie tym uśmiechem, który zapamiętał, za który ją pokochał. Szklany szept odpowiedział cicho. Nareszcie razem. Wreszcie jest przy nim ponownie.
Usta nachyliły się nad nim i połaskotały jego nos. Po chwili Młody pogrążył się w szklanym pocałunku.


Mihaugal [ mihaugal@wp.pl ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści