Przejdź do spisu treści...

Przedpołudnie żywych trupów

Rozsypująca się poniemiecka kamienica przy jednej z bocznych ulic Pasikurowic była kiedyś oborą, szkołą i składem amunicji. Dziś jednak jej lata świetności dawno minęły i obecnie znajdowała się poza zainteresowaniem miejscowej ludności, nawet złomiarze dawno już tu nie zaglądali. Wszystkie zewnętrzne tynki odpadły jakieś pół wieku temu, przez dziurę w dachu wy­rastała ze strychu topola, a na drugim piętrze ocalało jedyne nie wybite okno. W pomieszczeniu za­raz przy wejściu zawalił się strop podczas próby wyrwania z niego żelaznej belki przez lokalnych fachowców. Spod cegieł wystawał w jednym miejscu kalosz wiszący na starej kości, najprawdo­podobniej noga jednego ze złomiarzy. W oknach ocalały gdzieniegdzie resztki krat z okresu, gdy budynek pełnił rolę szkoły, ale takiej dla niezbyt normalnych uczniów. Nieopodal, właściwie w ogródku usytuowany był niemiecko – radziecki cmentarz z czasów II wojny. Obiekt ten również dawno zarósł i nie odwiedzał go nikt poza lokalnymi kombatantami i poszukiwaczami militariów.

Idealna okolica na magazyn przemycanego od ruskich spirytusu. Takowy nawet tam istniał, do wczoraj. Podczas nieobecności dealerów grupa przedsiębiorczych meneli z pobliskiego Zakrzowa wzięła interes w swoje ręce, a raczej żołądki i po jednej nocy zawartość dziupli przeszła do historii. Rano zostały tylko puste beczki i gigantyczny kac. Żule nie mieli nawet siły wstać z klepiska.

  • Kkkuurde! - wybełkotał z trudem Tadek – Terasss jusz wimmm dla... czygo glyniasze tak luuubiom likwidować bi – mbrofnie... .

Kudłaty szukał jeszcze resztek boskiego napoju na dnach kanistrów, lecz niezbyt skutecznie.

  • Takkk – zaakceptował wypowiedź towarzysza - ..ale im za to płacą. ..

Na sali zapadła, wśród tych co mieli kontakt z rzeczywistością, konsternacja. Zwiastowało to, że zaraz rozpocznie się narzekanie na różne niedogodności III RP.

  • Eeeyyyaaa . ........ a gdzie Kapitan? - Pawliszyn zauważył absencję towarzysza broni.

  • Podobno poszedł na cmentarz odwiedzić kolegów.. - przypomniał sobie Juzef. - Zaniósł im trochę wódy..

Menele przyzwyczaili się już do różnych dziwactw Odyńca, ale noszenie spiryta zmarłym uważali za co najmniej bezcelowe. Spirytysta po całej nocy wśród mogił zawitał do reszty nawet trzeźwy.

  • Jak się piło ze sztywnymi? - spytał Juzef.

  • Kiepsko, tam sami SS -mani byli. Jeden porwał mi flaszki i zwiał do krypty.

  • Masz, łyknij se na pocieszenie. - Kudłaty podrzucił koledze resztkę swoich strategicznych zapasów. Odyniec chlapnął sobie, podczas gdy Kudłaty próbował utopić kaca szóstym wiadrem wody ze studni. Względną ciszę przerwał niespodziewanie jakiś hałas na strychu, jakby coś przebiło dach. Po chwili to coś wybiło dziurę w suficie i zatrzymało si ę na klepisku. Kiedy opadł kurz, dostrzegli pod gruzem jakiegoś spadochroniarza. Pawliszyn rozpoznał w nim kolegę z dawnych czasów.

  • Adamczyk!? To ty ćwoku? - zawołał

  • A niby k***a kto? - wściekł się przybysz zdejmując kask. - widzę że nie tęsknisz za gumowymi ścianami... - zaśmiał się głupio.

  • Ani trochę.. ale ciebie coś długo przetrzymali w tej Ostrołęce...

  • Właśnie nawiałem razem z Osamą i ostatnim prapraprawnukiem stryja kuzyna bratanka dziadka Bolesława Krzywoustego. - zeznał Adamczyk.

Dwaj koledzy z psychiatryka w Ostrołęce konwersowali pod ścianą, a pozostali menele powrócili do pierwotnego stanu zmagania się z kacem.

  • Aha, a to są moje żule... - Pawliszyn przypomniał sobie o kolegach i przedstawił ich przybyszowi.

  • Siema – zagaił Adamczyk

  • Joł – stęknęli jednym głosem żule. Ubiór i wygląd tego cwela wskazywał na jego pracę w zawodzie alfonsa a morda jego była równie obleśna jak Pawliszyna. Mimo tego grupa jakoś zaakceptowała przybysza, szczególnie gdy Adamczyk wyjął kanister gorzałki. Ilość ta była wystarczająca by przywrócić większości kontakt z rzeczywistością.

  • Wiecie co, może zmyjmy się zanim ruskie wrócą.. - zaproponował Kudłaty.

  • Jak mają wrócić jak ich tydzień temu mendy zgarnęły na kradzieży papierosów z kiosku.. - sprostował Juzef. Na szczęście magazynu cwele nie znaleźli..

Odyniec wyjrzał przez okno. Na zarośnięte podwórko wjechał policyjny radiowóz.

  • Ha, o wilkach mowa..

  • Spoko, może schody się pod nimi załamią.. - Kudłaty nie tracił nadziei. Cała grupa i tak była zbyt pijana by uciekać. Drzwi zaskrzypiały i po nadwyraz wytrzymałych schodach weszli na piętro posterunkowi Węgorz i Niemota.

  • Czołem obywatele – zakrzyknęli.

  • - Co, rozprowadzamy lewy spirytus? - wydukał Węgorz sztucznie miłym głosem.

Niemota szybko zbadał zawartość kanistrów po spirytusie.

  • Muszę cię zmartwić kolego... nie ma ani kropli..

  • Aha, znaczy się wypili.. - Węgorz nie poddawał się i wyjął alkomat. - No to dmuchamy.. - zbadał po kolei wszystkich meneli. Za każdym razem pomiar wykraczał poza skalę.

  • No to was mamy.... - podniecił się Niemota.

  • A ta Nysa na podwórku czyja? - dopatrzył się Węgorz

  • Moja – przyznał się nieśmiało Juzef.

  • Fajnie, dołożymy jeszcze usiłowanie jazdy po spożyciu alkoholu. - Węgorz był wniebowzięty na myśl o awansie i podwyżce. Niemota też nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Na reszcie znalazł haka na największych mąciwodów Zakrzowa i okolic.

Gliniarze już zabierali się do zakuwania meneli w kajdanki, a Odyniec wyjrzał ostatni raz przez okno w stronę cmentarza i zauważył tam jakiś tłum zbliżający się do budynku.

  • K**a, oni żyją!!!!!!!!!!!!! - wydarł się.

  • Cicho bo cię spałuję ! - zareagował Niemota.

  • Psia jego mać! Rzeczywiście! - Tadek wyjrzawszy przez okno potwierdził. Zaaferowani gliniarze też spojrzeli.

  • Co to za zgromadzenie? - zdziwił się Niemota.

  • To zombie ciemniaku.. - skrytykował go Kudłaty.

  • Pier***lenie! - ocenił Węgorz.

  • To żywe trupy debilu! Wyjdziesz tam to staniesz się jednym z nich. Jak oni tu wlezą, z nami będzie to samo. - Odyniec namęczył się na wyjaśnienia.

  • Może on ma rację..- Niemota nabrał wątpliwości.

  • - Due plor dgurt! - Kapitan wymyślił jakieś zaklęcie, ale nie badzo ono zadziałało, bo w jego wyniku na środku pomieszczenia zmaterializował się znajomy okularnik.

  • Co jest kurde? - spytał zdezorientowany trzymając dmuchaną sekslalkę, ale gdy skapował się w sytuacji, spuścił z niej powietrze i schował do kieszeni.

  • Ach, to wy. - poznał w końcu meneli – Co byście chcieli?

  • Te, Węgorz! Przecież to Harry Potter! - skapnął się Niemota.

  • Ha, co to za smerfy? - zdziwił się Harry na widok gliniarzy.o

  • Mendy i cwele. - ocenił Tadek – Lepiej żebyś ich nie znał.

  • No no, obywatelu Kieszkowski! Nie de.... dera... demo... demorazilujcie młodzieży! - oburzył się gliniarz. - czy można prosić o autograf? - zwrócił się do Harry'ego.

  • Jasne. - Harry przyzwyczajony do takich rzeczy wybazgrał grafa na odwrocie blankietu mandatu.

  • Więc.. Harry, skoro już tu jesteś, czy mógłbyś.. - Tadek nie zdążył nawet dokończyć. Harry domyślił się o co chodzi i jednym “spiritus movens” wyczarował kilka beczek spirytusu.

  • Dobre... - przyznał Kudłaty- Niestety teraz mamy problem zupełnie innej natury... spójrz przez okno.. . Harry wyjrzał i to co zobaczył nie nastroiło go zbyt optymistycznie. Ożywione przez Odyńca trupy zebrały się na podwórku i próbowały dostać się do chałupy, gdzie przebywali żywi w celu konsumpcji. Od zombiaków wolał nawet dementorów.

  • No cóż.. nie mam doświadczenia w tej dziedzinie...

  • K***a! Zupełnie jak w takim filmie... - odezwał się Węgorz, którego obleciał strach.

  • Na to nic nie poradzę – Harry doszedł do właściwego wniosku. - Trzeba bezpośrednio – siekierą albo srebrną kulą... - okularnik nie był w tej dziedzinie fachowcem.

  • A jak wejdą dołem? - wydygał się Kudłaty.

  • W pomieszczeniu na dole zamiast lampy wisi pęk czosnku.. - przypomniał sobie Juzef.

  • Spoko koledzy, mam już sposoba! - uaktywnił się nieoczekiwanie Kudłaty pokazując zdobyty gdzieś w śmieciach słoik z tajemniczą zawartością.

  • Co to jest? - spytał fizjologicznie Tadek.

  • Srebrzanka żaroodporna. - stwierdził Kudłaty dumnie – Dajcie naboi do kałasza to zrobię srebrne kule..

  • I co k***a, myślisz że się nabiorą? - zbulwersował się Kapitan.

  • Czemu nie? W końcu nie mamy nic do stracenia... - zaopiniował Juzef. Tadek wydobył z kieszeni magazynek do AK 47 i dał Kudłatemu. Po chwili menel przygotował wystarczającą ilość srebrnych kul. Juzef zapakował naboje do karabinu i oddał próbną serię w tłum zombiaków. Nieoczekiwanie przyniosło to efekt, trafione trupy rozsypywały się po chwili w proch.

  • He, chyba się nabrały.. - Kudłaty nabrał pewności co do skuteczności jego improwizatorskiej metody. Tymczasem Odyniec wyglądał przez okno w celu ewentualnego odnalezienia w tłumie swoich dawnych kolegów. Co prawda było tam paru gości w mundurach AK z siekierami w plecach, ale to chyba nie z jego oddziału. Węgorz i Niemota zajęli się pisaniem testamentu.

  • Wiem że to pytanie retoryczne, ale co nam zrobią jak tu wlezą? - Węgorz uwielbiał zadawać głupie pytania.

  • Tobie pewnie nic.. - Juzef uśmiechnął się dziwnie – Wyglądem zbytnio się od nich nie różnisz, może uznają cię za swego... - był niezwykle obiektywny.

Na zewnątrz zaczynało się robić tłoczno, zeszły się już chyba wszystkie trupy, jakie Odyniec zdołał ożywić.

  • K***a! Włażą przez okno! - krzyknął Węgorz gdy jeden z trupów dostał się do pomieszczenia po rosnącym pod oknem drzewnie.

  • I co się drzesz? - wydarł się Odyniec po czym wziął do ręki kawał kija i był trupa.. aż się rozleciał, po czym jego resztki wmiótł pod dywan. Incydent nie rozluźnił jednak atmosfery. Tadek, Kudłaty, Kapitan i Juzef dalej się dozbrajali a Węgorz i Niemota szukali spadkobiercy dla swoich kalesonów. Pawliszyn, Adamczyk i Harry rozrywali się natomiast oglądaniem Playboya.

  • Ups, srebrzanka się skończyła... - stwierdził Kudłaty. - Macie jakiś pomysł?

  • Ja ich ożywiłem, to ja ich załatwię.. - Odyniec wyglądał na nadzwyczaj poważnego.

  • A może bronią biologiczną.. - Juzef zasugerował by użyć jego skarpet.

  • Przecież oni już są załatwieni. - zauważył Pawliszyn. Kapitan niespodziewanie wstał i założył swoją czapkę tyłem do przodu.

  • Nie będzie mi tu byle sztywniak teroryzował.. - rzekł z godnością. - Już są martwi! - obiecał i walnął pepeszą w podłogę. Stary rupieć niespodziewanie wystrzelił, kula przebiła starą belkę konstrukcyjną i połowa sufitu zawaliła się , a ze strychu wysypały się różne graty. Gdy opadł kurz Kapitan wygrzebał się spod desek targając jakiegoś zakurzonego rupiecia.

  • Ja ich k***a załatwię! - rupieć okazał się ruską piłą spalinową.

  • Wiedziałem że jest nieźle popaprany, ale żeby aż tak... - zdziwił się Juzef. Jednak Kapitan nie zważając na krytykę kolegów nalał spiryta do baku i po paru kopnięciach odpalił grata. Piła zawarczała skrzypiąc nieco. Podobny dźwięk wydał z siebie Odyniec, po czym wyskoczył przez okno i tyle go widzieli. Z zewnątrz słyszeli tylko śmiech Kapitana, wycie piły i chrzęst łamanych kości.

Nie minęło pięć minut i połowa trupów była z powrotem nieżywa. W związku z przewagą Kapitana większość meneli opuściła kryjówkę, tylko Pawliszyn zabawiał się lalką Harry'ego, który zresztą już dawno teleportował się tam skąd przybył.

Niemota i Węgorz gdy tylko zbadali sytuację, zapakowali się do radiowozu i zwiali z piskiem opon. Stróże prawa postanowili już nigdy więcej nie zapuszczać się na to zadupie. Tymczasem Tadek, Kudłaty i Juzef zrobili sobie ognisko z resztek trupów i piekli gołębia. Gdy Odyniec zaszlachtował już ostatnich niedobitków, również dosiadł się do grupy i zaczęła się obficie zalewana libacja dla uczczenia zwycięstwa. Dopiero po kilku godzinach okazało się że Kapitan z rozpędu załatwił piłą Adamczyka. Za bardzo był podobny do zombie...

W krzakach koło cmentarza zdołała się jednak schować mała grupka niedobitków. Korzystając ze swych doświadczeń z dawnego ziemskiego życia doszli do wniosku: w kupie siła! Na swego przywódcę wybrali pewnego grubego mulata o niecenzuralnej gębie, bo jakoś nie chcieli wracać do krypt. Jako znak rozpoznawczy wybrali taśmy folii w biało – czerwone paski, którą ogrodzone były pobliskie wykopy. Ktoś wymyślił, aby zrobić z niej kawaty. Wśród wielu talentów ich przewodniczącego znajdował się również talent muzyczny, szybko powstał więc disco – polowy hymn nowej partyji:

Ten kraj jest nasz i wasz (Z akcentem na NASZ)

Nie damy bić się w twarz (Tylko nie po oczach!)

Będziemy walczyć jak lwy (Jak taki jeden producent filmowy..).

I nie przeszkodzi nikt! ( zwłaszcza Rokita...)

Juzef


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści