|
Zacznę bez zbędnych ceregieli: wyborne opowiadanie. Krótkie, właściwie to
tylko miniaturka, ale to w zupełności wystarcza, by przekazać bardzo wiele
uczuć, wrażeń i odcieni.A przy tym autorka posługuje się tym ipresjonizmem
bardzo sprawnie, prostym, oszczędnym stylem maluje historię po prostu
urzekającą.
Choroby psychiczne były już przedstawiane w literaturze i kinie na chyba
wszystkie możliwe sposoby- od drobiazgowych analiz szaleństwa i jego
źródeł aż po teksty głęboko metaforyczne, stylizowane. Vyzzya zatrzymuje
się gdzieś w połowie- to jest tekst bardzo subiektywny i niedosłowny, ale
zostaje na Ziemi. Bohater opowiada nam swój świat na swój sposób i w swoim
rytmie. Jest to sposób nieco inny, "nienormalny"- ale natychmiast wciąga i
uwodzi czytelnika, gdzieś między prostymi obrazkami, i niespodziewanie
rozumiemy bohatera, czujemy jak on, tak samo szaleni lub osadzeni w
szalonym świecie. Tak, autorka dotknęła w "Irisse" rzeczy ważnych- ale
właśnie tylko dotknęła, stawiając pytania i unikając odpowiedzi, z gracją
posuwając się dalej.
Mam tylko zastrzeżenia do kompozycji tekstu- opowiadanie jest bardzo
krótkie, a mimo to bardzo- chyba za bardzo rozbite- obazek, kila słów,
obrazek- trochę za mało w tym ciągłości. Ale taka budowa ma też swoje
zalety.
Na zakończenie zostaje mi szczerze pogratulować autorce, a wszystkim
czytelnikom polecić "Irisse", choćby dla cudownego nastroju i lekkiej
nutki niepewności, jakie w nas to opowiadanie zasiewa. Ale tylko lekkiej,
w sam raz, by przez chwilę czytelnik, pobudzony tą niepewnością zobaczył
więcej kolorów niż zwykle.
Koriat
[ koriat@poczta.fm ]
|