|
Wesołe miasteczko
August
Stan Maine
Gdy biegłem miedzy stoiskami z napojami, większość ludzi zdołała uciec. I dobrze, gdyż w czasie pościgu może zdarzyć się wszystko.
Szczególnie wtedy gdy osobą ściganą jest mężczyzna mający ponad dwa metry wysokości i dwa pistolety Desert Eagle.
Obok mnie roztrysnęła się butelka z colą. Spojrzałem w lewo. To był on. Szybko skoczyłem w lewo za stoisko z nagrodami. Usłyszałem następny strzał. Pod moje stopy spadł z wystawy pluszowy miś bez głowy.
-Zaraz zrobię to samo z tobą, smarkaczu.- Usłyszałem niedaleko. Ten gość był jak dobrze wyszkolony pies. Będzie podążał za ofiarą aż ją dopadnie. Rozejrzałem się. Kilka kroków ode mnie leżała wiatrówka z jednego ze stoisk. Po chwili zastanowienia rzuciłem się w tamtym kierunku. Gdy dosięgłem wiatrówki, usłyszałem za sobą okrutny chichot.
-Dopadłem cię. Teraz mi nie uciekniesz.- Nie zauważył pukawki. Przynajmniej tyle dobrego.
-Pewnie zamierzasz mnie zabić?- Zapytałem spokojnie.
-Nawet nie wiesz jaką mam na to ochotę, knypku.- Usłyszałem dźwięk odbezpieczania pistoletu.
-Spokojnie. Skoro jestem bezbronny to mógłbyś mi wyjaśnić czemu to zrobiłeś?- Idiota ze mnie. Koleś ma mnie na celowniku a ja pytam go o jego plan.
-Czemu by nie. W końcu podzielę się z kimś moim wspaniałym geniuszem.- A to ci zaskoczenie. Powoli się przysunąłem do wiatrówki.- Otóż od dwóch lat planowałem zabić papcia Vito. Dwa lata patrzenia na jego pomarszczoną gębę.- Ponownie się trochę przysunąłem.- Staruszek ułatwił mi pracę, gdy wziął wczoraj te pigułki na sen. Gdy spał w najlepsze, ja zrobiłem małe spięcie w urządzeniu przy jego łóżku. Po kilku minutach już nie żył. Następnie zacisnąłem pętlę nici dentystycznej na jego szyi, by podejrzenia padły na tego czyściocha Carlosa. Reszty powinieneś już się domyślić.- Tak reszty już się domyśliłem. Teraz przyszedł czas na finał.
-Pozwól, że się do ciebie odwrócę przed śmiercią.
-Jasne. Też chcę zobaczyć twoją twarz. Szczególnie gdy będzież martwy.- Ja chciałem zobaczyć jego twarz w chwili gdy będą go pakować do radiowozu. Gdy się odwróciłem on stał nade mną i śmiał się gromko. Przestał się śmiać gdy zobaczył wiatrówkę wycelowaną w swoje genitalia. To był jedyny sposób na jego natychmiastowe obezwładnienie.
Nacisnąłem spust.
Kilkadziesiąt metrów dalej, sierżant Hood usłyszał cichy strzał, który został zagłuszony strzałem z pistoletu.
Poczułem falę gorąca.
Przed moimi oczami snuła się moja przeszłość...
Koszula w zębach, antykwariat i biały smok, czyli jak stałem się siedmiolatkiem...
Kino Orange
River City
Stan New York
Wielka góra...
Wielka góra...
Wielka góra...
Lodów waniliowych...
Z orzechami...
Nagle spadłem z tej góry wprost na podłogę sali. Wszyscy wokół syknęli na mnie bym zachował ciszę. Najbardziej syknęła moja koleżanka, Anna.
-Bądźże cicho. Zaraz detektyw powie kto z nich jest zabójcą.- Po cichu wdrapałem się na mój fotel i kątem oka spojrzałem na Annę. Była wprost zafascynowana filmem. Ja już w połowie zgadłem kto jest mordercą. Mordercą był nie zadłużony zięć ofiary, lecz jego żona czyli córka denata. Może najpierw streszczę fabułę. Pewien milioner został zamordowany za pomocą noża w swojej posiadłości w Szkocji. Japoński detektyw Kogoro (bohater filmu) przyjeżdża jak najszybciej w celu ustalenia mordercy. Mamy troje podejrzanych:
-Zięć miliardera, Joseph Ausit
-Córka miliardera, Penelope Austin
-Żona miliardera, Eleonora McTear
Zięć jest zadłużony po uszy więc był pierwszym podejrzanym w oczach Kogoro. Penelope Austin często kłóciła się z ojcem więc była druga na liście detektywa. Żona zamordowanego mężczyzny była znana w okolicy gdyż była lekarzem. Detektyw obserwując ranę doszedł do pewnego wniosku. Otóż została ona zbyt precyzyjnie zadana by można było ją zadać bez znajomości anatomii człowieka. Mężczyzna szybko się wykrwawił, gdyż miał rany w miejscu serca i tętnic.
To tyle o fabule. Po około 50 minutach od rozpoczęcia projekcji doszedłem do wniosku, że zabójcą jest córka miliardera. Zbyt bardzo kochała męża by pozwolić mu stoczyć się na dno. Zabiła ojca po kłótni o prośbę dostania odpowiedniej sumy na pokrycie długów męża. Jej matka jest lekarzem więc na pewno uczyła ją co nieco o ciele ludzki.
Po cichu szepnąłem do Anny.
-Kto według ciebie jest mordercą?- Przez chwilę nie dawała odpowiedzi.
-Lokaj.- Uzyskałem odpowiedz. Przez chwilę siedziałem niewzruszony odpowiedzią koleżanki. Gdy jej odpowiedź dotarła do mnie prawie krzyknąłem.
-Co? Jaki lokaj? Ty już lepiej nie jedz popcornu, bo ci kukurydza w brzuchu kiełkuje.- Zapomniałem dodać, że w posiadłości jest także lokaj, jednak w moich oczach odpadł od razu. Staruszek, dobre sobie. Dziadek mógłby spokojnie opowiedzieć mi przebieg epoki lodowcowej.
-Ciii!!!- Syknęła jakaś babka z przodu.
-Jak byś nie spał to byś wiedział.- O nie, dziecinko, zagrałaś na męskiej dumie, pomyślałem. Mężczyzna nie śpi tylko czuwa. Wpadłem na szatański plan niczym samochód mojego ojca na hydrant w zeszły wtorek
-To może się założymy?- Zaproponowałem.
-O dychę?- Twoja ulubiona liczba, jesteś przewidywalna.
-Zgoda!
-Ciiii!!!!- Tym razem kazało nam się uciszyć całe kino.
-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|-|
-Trzymaj.- Rzekła ponuro Anna po czym wręczyła mi dwa banknoty o nominale 5 dolarów.
-Mówiłem, ze to córeczka? Gdzie się podziała kobieca intuicja?- Zakpiłem. Po sekundzie poczułem stopę Anny najpierw na brzuchu potem na twarzy a na końcu na prawych żebrach. Wylądowałem na chodniku z hukiem.
-To cię nauczy nie kpić ze mnie.- Krzyknęła Anna. Moje kości również krzyczały. Cholerne karate. Gdy już mogłem wstać, zaproponowałem w ramach rekompensaty, że odprowadzę Annę do domu. Ta jednak nadal urażona odwróciła się na pięcie i poszła w swoim kierunku.
-Ech...Kobiety...Kto je zrozumie...- Westchnąłem i poszedłem do domu.
W domu czekała na mnie małżeńska kłótnia w wykonaniu moich rodziców.
Spokojnie, taka kłótnia nie jest podobna do innych. Nie ma tłuczenia talerzy, bicia się po twarzy, i trzaskania drzwiami.
Kłótnia w domu Vitsów wygląda tak. Zaczyna przeważnie mama, tata jej odgryza i wtedy po kilku słowach pada wyzwanie z jednej strony. I wtedy na specjalnym stole rozgrywana jest partyjka warcabów.
Wchodząc do domu zauważyłem kątem oka jak kłótnia wrze. Mama i tata mieli już po kilka pionków zbitych, tata nawet wygrywał bo miał już damę. Nim skoczyłem na górę po schodach, zadzwonił telefon. Po chwili rachunków otrzymałem wynik, że to ja muszę odebrać słuchawkę.
-Albert Vits przy telefonie.
-Dzień dobry, mówi Miranda Cluster. Czy zastałam pana Vincenta?- Nawiasem mówiąc pani Miranda jest sekretarką ojca w dużej firmie. Jest miła, ładna ale strasznie zapracowana. Ojciec nigdy nie oszczędzał swoich pracowników.
-Przykro mi, ale tata jest zajęty. Czy mam coś przekazać?
-Powiedz Vincentowi, ze przyniosę mu koszulę którą zostawił w pracy. Zachlapał ją kawą w czasie konferencji i chciał żebym ją uprała.
-Oczywiście przekażę.- Popatrzyłem na tatę, i już miałem odłożyć słuchawkę, gdy nagle coś sobie przypomniałem.- Pani Mirando!
-Słucham?
-Tata zachlapał koszulę kawą, prawda?
-Oczywiście w czasie konferencji dotyczącej rozwoju firmy.
-To w czym przyjechał do domu? To znaczy, co miał pod garniturem?
-Drugą koszulę. Zapasową. Zawsze trzymam ją tak na wszelki wypadek.
-Rozumiem. Dziękuję za wyjaśnienie i do widzenia.
Gdy odłożyłem słuchawkę zastanowiłem się chwilę po czym podszedłem do rodziców. Zapytałem nonszalancko.
-Co słychać?- Ojciec spojrzał na mnie po czym odpowiedział.
-Według twojej matki mam romans.- Wyjaśnił po czym przestawił jeden z pionków.
-Jak do tego doszła?- Zapytałem.
-Znalazłam na jego koszuli ślady szminki. Używając dedukcji niczym bohater moich książek doszłam do wniosku, że ten oto homo sapiens ma romans z swoją sekretarką.
-Z panią Mirandą? Niemożliwe. Musiałaś się pomylić mamo.- Powiedziałem. Znam tatę, czasami przychodzi do domu wstawiony, jednak na pewno nie ma kochanki. Odpowiedz mamy zagłuszył długi dzwonek do drzwi. Poszedłem do drzwi. Za nimi stała pani Miranda. W rękach trzymała stosy papierów natomiast koszule taty trzymała za kołnierzyk... W zębach.
-Kofule pyniochłam. I faktuły.- Powiedziała próbując niczego nie upuścić. Szybko wziąłem od niej koszule, którą rzuciłem na krzesło w przedpokoju, po czym zabrałem część papierzysk.
-Dziękuje kochanie. Myślałam że nie dojdę.- Podziękowała kobieta. Gdy położyłem papiery na stole, wziąłem do ręki koszulę taty. Spojrzałem na kołnierzyk.
-Panno Cluster?- Zawołałem nim kobieta zdążyła się ulotnić.
-Słucham?
-Kiedy tata zachlapał koszulę miała pewnie pani dużo roboty?- Zapytałem.
-Zawsze tak jest.- Odpowiedziała kobieta.- Twój tata nie oszczędza nikogo. Musiałam wtedy przenieść kilka teczek do nowego biura twojego taty. Wtedy pan Vits zderzył się z jednym z pracowników. Ochlapał się kawą i musiałam podać mu zastępczą koszule. Miałam zajęte ręce więc za pomocą moich pięknych zębów..- Tutaj kobieta szeroko się uśmiechnęła ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.-... Zdjęłam koszulę i podałam mu ją. Czemu cię to tak interesuje?- Zapytała niespodziewanie. Popatrzyłem na rodziców którzy kończyli partię warcabów.
-Tak z ciekawości. Sądzę że ma pani jeszcze dużo roboty więc nie zatrzymuję pani.
-Racja, tyle spraw na głowie a my tu gadu gadu. Do widzenia.- Powiedziała kobieta.
-Do widzenia.- Odpowiedziałem. Zamknąłem drzwi i skierowałem się do salonu z koszulą taty.
-I kto wygrał?- Zapytałem. Ojciec przestawił damę o kilka pól i urzekł mnie swoją długą przemową.
-Remis. O co chodzi?
-Mamo, czy znalazłaś koszulę taty na której były ślady szminki?
-Leży na podłodze a mną.- Mruknęła moja mama. Wziąłem koszulę do ręki i za plecami rodziców porównałem kołnierzyki. Z całkiem niewinną miną zapytałem mamy.
-Czemu sądzisz, że tata ma romans?
-Gdyż ten pijak przyniósł do domu niepodważalny dowód w postaci koszuli z odciskiem kobiecych ust na kołnierzyku.- Odpowiedziała mama.
-Nie jestem pijakiem.- Warknął tata. Sam się okłamuje.
-A gdybym powiedział, że to jakieś nieporozumienie, ten cały romans taty?- Zapytałem mamy.
-Powiedziałabym, że jesteś skończonym durniem i że próbujesz kryć tego pijaka.- Opowiedziała mama.
-No to jestem skończonym durniem. To wszystko jest jednym wielkim nieporozumieniem. Tata nie ma romansu i potrafię to udowodnić.- Odrzekłem. Mama przez chwilę patrzyła na mnie, po czym wybuchła śmiechem. Gdy się uspokoiła, zapytała z błyskiem w oku.
-Przestaw nam swoją wersję.- Chrząknąłem i wyjaśniłem na czym polega "romans" taty.
-Jest bardzo pracowity dzień w biurze taty. Wszyscy krzątają się, pracownicy stają na rzęsach by wyciągnąć 150 procent normy. Wśród nich nasz bohater, tata, krzyczy i mobilizuje wszystkich. Nagle, przypadkowo, zderza się z jednym z pracowników i wylewa na siebie kawę. Czyż nie tak było?- Zapytałem taty.
-T-Tak.- Wykrztusił zdumiony ojciec. Zapewne myślał skąd to wiem. Ciągnąłem dalej.
-Tak więc, po incydencie z kawą, mój tata poprosił swoją sekretarkę...- "Brzydką siksę" mruknęła mama.-...O przyniesienie nowej koszuli, gdyż tata zawsze posiada takie na wszelki wypadek. Jako że pani Cluster trzymała bardzo ważne faktury, chwyciła koszulę taty w zęby. W ten sposób na kołnierzyku zostały ślady szminki.
- Skąd ta pewność?- Spytała mama zakładając nogę na nogę i coraz baczniej mi się przyglądając.
-Niedawno przyszła tutaj pani Cluster. Przyniosła jakieś faktury i koszulę taty wprost z pralni. Trzymała ją w zębach. Na koszuli został ślad szminki. Identyczny z tym na tej koszuli.- Powiedziałem po czym podniosłem do góry obie koszule odsłaniając zabrudzone kołnierzyki.
-Brawo synku.- Odpowiedziała ku mojemu zaskoczeniu mama.- Oto dowód na to, że możesz zostać sam w domu na czas naszej nieobecności.- Stałem przez chwilę zaskoczony odpowiedzią mamy. Ciszę przerwał tata.
-Twoja mama wyjeżdża na trzymiesięczną promocję książki do Japonii. Jadę z nią gdyż w Japonii będę nadzorował miesięczną serię spotkań mojej firmy z dalekowschodnim inwestorem.
-Masz już 14 lat, chodzisz do szkoły, potrafisz zająć się sobą.- Rzekła mama.
-Obok mieszka profesor Graceland. To odpowiedzialny człowiek.- Wypowiedź ojca przerwał mały dźwięk wybuchu dochodzący z domu sąsiada. Takie wybuchy to codzienność u nas, wiec dalej ciągnęliśmy rozmowę dotyczącą wyjazdu.
Marcin "DR.AGON" Górski
[ margor20@wp.pl ]
|