| |||||||
Strona - 08 - Top 10...
Top 10 wg Kokleta1. Metallica - "Fade to Black" Gdybym miał wybrać jeden utwór, który mógłbym zabrać na bezludną wyspę, byłby to z pewnością "Fade to Black" Metallici. Za każdym razem, gdy go słucham, ciary przechodzą mnie po plecach... Metallica wykorzystała tu bardzo ciekawy zabieg - na początku utworu słyszymy tylko dwie gitary które - można by rzec - prowadzą ze sobą 'dialog'. Melodie obu są bardzo smutne, wręcz przygnębiające, lecz w pewnym momencie jedna z gitar wyprzedza drugą i zaczyna grać weselszą melodię, wprowadzając jednocześnie coś na wzór nadziei... Piękna sprawa, przyznam się, że kiedyś popłakałem się słuchając tego momentu. Do tego dochodzi jeszcze genialny tekst ('There is nothing more for me/Need the end to set me free') i 'rwane', marszowe gitary na koniec. Wszystko razem sprawia, że "Fade to Black" jest dla mnie utworem wyjątkowym. Takim, którego mógłbym słuchać w nieskończoność... 2. System Of A Down - "Chop Suey" Przy miejscu drugim miałem OGROMNY problem. W zasadzie, gdybym mógł, wstawiłbym tutaj całą płytę "Toxicity", jednak ostatecznie wybrałem właśnie "Chop Suey". Czemu? Za uczucie towarzyszące mi podczas słuchania. Uwierzcie - słuchając tego numeru z głośnikami ustawionymi na maksymalną głośność można odlecieć... System Of A Down jest dla mnie najważniejszym z młodych zespołów rockowych. Panowie z tej grupy wprowadzili do muzyki niesamowitą świeżość, a to poprzez teksty, a to poprzez eklektyczne dźwięki. Tylko oni potrafią w ciągu dwuminutowego utworu grać spokojnie, agresywnie, dodać trochę smaczków w postaci niekonwencjonalnych instrumentów, a przy tym zachowują rytm i melodię. No i jeszcze głos pana Serja Tankiana... Jak dla mnie System Of A Down to jedna z najważniejszych młodych grup rockowych. 3. Pink Floyd - "Another Brick In The Wall" Wydaje mi się, że w tym miejscu każdy komentarz jest zbędny. O tym utworze, o tej płycie, o tej grupie napisano już chyba wszystko, więc nie ma sensu po raz kolejny się powtarzać. Powiem jedno: dla mnie geniusz. 4. Aerosmith - "Cryin" Ech... Czas na otarcie łez. To właśnie od "Cryin" rozpoczęła się moja miłość do rocka, która od tego momentu trwa nieprzerwanie do dziś. Pamiętam, że będąc jeszcze dzieciakiem słuchałem tego numeru na okrągło, po pewnym czasie zaś przegrałem sobie album "Big Ones". To było wielkie przeżycie. Po takiej dawce soczystego rocka wiedziałem, czego będę słuchał do końca życia. 5. Nine Inch Nails - "The Perfect Drug" Ten kawałek poznałem dzięki filmowi "Zagubiona autostrada" Davida Lyncha. Będąc oczarowany filmem postanowiłem zakupić soundtrack na którym znajduje się "The Perfect Drug". Nine Inch Nails znałem już wcześniej, jednak to właśnie "The Perfect Drug" skłoniło mnie do mocnego zagłębienia się w twórczość grupy. I to właśnie "The Perfect Drug" sprawiło, że słysząc nazwy "Broken", "Fragile", czy "Pretty Hate Machine" serducho bije mi szybciej. A wracając do samej piosenki - jest ona esencją tego, con w NIN najlepsze: ciężkiego, elektronicznego i przede wszystkim eklektycznego grania.
|
6. Tool - "The Grudge" Oj, w tym miejscu również miałem niemały problem. Co wybrać? "The Grudge", "The Patient", "Schism", a może "Parabolę" lub tytułowego "Lateralusa"? Koniec końców padło na "The Grudge". Czemu? Może dlatego, że kawałek otwiera genialnego "Lateralusa" i to on rozpoczyna przygodę z tą płytą? Jeśli tak, to lepszego wstępu nie można było sobie wymarzyć. Ciężki, mroczny, tajemniczy, a jednocześnie melodyjny i pobudzający nasze zmysły. 7. Guns N' Roses - "Knocking On Heaven's Door" Guns N' Roses - zespół, którego nie trzeba przedstawiać miłośnikom prawdziwego rock'n'rolla. Grupa bardzo kontrowersyjna, głównie za sprawą wybuchowego lidera - Axla W. Rose'a. Człowieka, którego mimo tego, iż wciąż denerwował, drażnił i zaskakiwał swoimi pomysłami kochali wszyscy rockmani. Za 'chropowaty' głos, za show, które potrafił stworzyć, za energię... I właśnie nadmiar energii Axla doprowadził do rozbicia grupy. Na dzień dzisiejszy większość ekipy Guns N' Roses gra w docenionej już przez krytyków kapeli Velvet Revolver. Axl zaś skompletował nowych ludzi, którzy grają pod szyldem Guns N' Roses. Niestety - to już nie to samo. Czemu wybrałem właśnie cover utworu Boba Dylana - "Knocking On Heavens Door"? Chyba z sentymentu - jest to pierwszy kawałek Gunsów, który usłyszałem. Kilka lat temu kolega przyniósł mi składankę na której się znajdował - pamiętam, że katowałem go non stop. Polecam ten numer szczególnie w wersjach koncertowych - są dłuższe i bardziej rozbudowane, poza tym refren odśpiewywany wraz z publicznością potrafi podnieść ciśnienie. 8. The Pixies - "Where Is My Mind?" Pamiętam, że gdy po raz pierwszy oglądałem rewelacyjny film Davida Finchera "Fight Club" zostałem dosłownie wgnieciony w fotel. Szczególnie fascynujące było zakończenie, podczas którego można usłyszeć "Where Is My Mind?". Utwór generalnie jest bardzo prosty - psychodeliczna, jednostajna gitara, 'recytatorski' wokal, plus delikatna perkusja w tle, razem tworzą genialną mieszankę. The Pixies są nie do podrobienia... Polecam i utwór, i film z którego pochodzi. 9. T.Love - "King" Jest wiele świetnych utworów kapeli Muńka Staszczyka, jednak to właśnie "King" ma dla mnie to 'coś'. Prosta, aczkolwiek szybka i wpadająca zagrywka na gitarze + genialna opowieść o Kingu. Na dowód tego, że numer jest nieśmiertelny mogę powiedzieć, że wraz z moim kolegą do tej pory mówimy świetnymi wersami z tego utworu. "Za posiadanie zielska ty dostaniesz dziesięć latek/Za nielegalny związek z nią następnych parę kratek"... Klasyk. 10. Red Hot Chili Peppers - "Otherside" Red Hoci, mimo tego, iż działają już ponad 20 lat nie tracą nic ze swojej świeżości i przebojowości. Wybrałem "Otherside" z jednego powodu - ten właśnie utwór zachęcił mnie do słuchania tej zakręconej mieszanki funku, rocka i popu spod znaku RHCP. Gorąco polecam.
Jak wyznaje Mugison: "pewnego popołudnia, wczesnym latem, poszedłem na górę obok Isafjordur i gdy zszedłem po kilku godzinach, miałem ten album w głowie i na kartce papieru. Poza tym, przez trzy lata żyłem w oddali od mojej rodziny i przyjaciół, gdy wróciłem na Islandię wiedziałem, że zaangażuję w tę płytę wszystkich, których kocham". "Mugimama, Is This Monkey Music?" to album obfitujący w świetne pomysły aranżacyjne z użyciem relatywnie prostych środków, bardzo spontaniczny, świetnie zagrany, zaśpiewany i bardzo szczery w swoich emocjach. I niezwykle bogaty. W ogóle mnie nie dziwi, że zarówno Matthew Herbert jak i Mike Patton zapragnęli wydawać Mugisona w swoich wytwórniach. A ja nie mogę się wprost doczekać "Little Trip", zapowiadanej na kwiecień premiery trzeciej płyty Mugisona, będącej zarazem ścieżką dźwiękową do filmu "A Little Trip to Heaven" Baltazara Kormakura, znanego u nas choćby dzięki "101 Rejkyavik".
Autor: Koklet koklet007@wp.pl | ||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej
formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | |||||||